Po, moim zdaniem, nieudanej pierwszej części Batmana od Telltale, bardzo długo zabierałem się za sequel. Muszę tu powiedzieć, że uwielbiam Telltale. Ich styl graficzny czy formę interaktywnego filmu. Ich produkcje traktuję dokładnie tak: jako dzieło oglądane z możliwością interakcji a nie jako grę. I może dzięki temu, jestem zadowolony z prawie każdego tytułu.
Warto też na wstępie zaznaczyć, że jestem wielkim fanem Batmana. Jednak, mimo to, Batman – The Telltale Series odrzuciło mnie, bardziej zmianą atrybutów postaci, niż samą fabułą. Nie mam nic przeciwko zabawy światem, czy charakterem bohaterów. Niejednokrotnie przecież każdy widział dobrych, którzy byli złymi i odwrotnie. Uniwersa komiksów przeżywały tego typu sytuacje aż zbyt często. Jednak tworzenie całkowicie nowej postaci i dawanie jej miana już istniejącej i znanej indywidualności woła, moim zdaniem, o pomstę do nieba. Nie powinno się zmieniać czyiś atrybutów, bo z miejsca zmienia to też tego kogoś w zupełnie inną osobę.
I to była moja największa obawa przy The Enemy Within. Bałem się, że twórcy kolejny raz zrobią głupotę tego typu i znów uznam poświęcony czas za stracony. Na szczęście, tym razem obyło się bez takich sytuacji. Co więcej: ku mojemu zdziwieniu, całkiem dobrze się bawiłem.
Ok. Zaczynamy chwilę po skończeniu poprzedniczki. Dalej jesteśmy Brucem Wainem. Tym razem jednak na naszej drodze staje Riddler. W sumie to tyle co mogę zdradzić z fabuły, bo nie spojlować. Jedyne co mogę zdradzić, to postać Jockera. Wiadomo, że znów się pojawi. I: podoba mi się to co robi i jak został przedstawiony. Naprawdę! To najciekawsza wersja Jockera jaką widziałem od dawna. Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam jej za najlepszą. Ale najciekawszą. Może najśmieszniejszą. W dalszym ciągu jednak: najlepszy Jocker (tak ogólnie), to ten z serii Arkham.
Więc to tyle, jeżeli chodzi o fabułę. Cała reszta? Dokładnie taka sama. Odcinkowa forma dystrybucji. Masa QTE. Jesteśmy za wolni? Umieramy. To samo, co widzimy od pierwszych Walking Deadów. Zagadki są proste, dialogi dynamiczne a wybory nieistotne. Można bałoby napisać jakiś szablon recenzji gier Telltale i ta część przygód Gacka wpasowałaby się do niego idealnie. Z tą różnicą, że jakiś specjalnych zwrotów akcji tu nie uświadczymy.
To jest najtrudniejsze przy opisywaniu tego typu gier. Nie wiadomo jak cokolwiek powiedzieć, by nie zepsuć zabawy z przeżywania sememu tych przygód. Więcej zdradzić nie mogę – tyle, jeżeli chodzi o fabułę. Więcej mechaniki opisać nie chcę – robiłem to już x razy w przypadku poprzednich produkcji.
Niestety ale forma została już chyba wyczerpana i szczerze mówiąc nie dziwię się, że Telltale zbankrutowało. „Uroki” rozgrywki tego typu. Może, gdyby mechanizm się rozwijał, albo przynajmniej wybory miały znaczenie inne niż kosmetyczne, byłoby zupełnie inaczej. Tego niestety nie wiem. Wiem tylko tyle, że tym razem fajnie było znów przywdziać maskę i pelerynę.
POLECAM