Miejmy to już z głowy: Alan Wake mi się nie podoba. Nie podoba mi się postać protagonisty. Nie podoba mi się historia. Nie podoba mi się przedłużany i powtarzalny gameplay. Nie podoba mi się tu prawie wszystko.
No bo zacznijmy chociażby od rzeczy najbardziej istotnej dla mnie: fabuły. Otóż: jest sobie ciemność. I ta ciemność chce, żeby Alan Wake – sławny pisarz, napisał książkę. I dlatego porywa mu żonę. I teraz toczy się walka ciemności ze światłem, bo Alan chce uratować żonę, ale nie chce pisać książki dla ciemności.
TADAM! Świetne, nieprawdaż? Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej spotkałem się z tak durną, mam wrażenie, że nawet: napisaną na kolanie, koncepcją gry. Od pierwszych minut widać, że twórcy chcą zrobić klimat jak z horroru… Jednak ja nie potrafię się nie śmiać z tak błazeńskich, dziecinnych i prymitywnych założeń…
Niestety, kiedy już miną pierwsze cutscenki, okazuje się, że gameplay wcale nie ratuje produkcji. Zacznijmy od okropnego ustawienia kamery – znad lewego (tak! LEWEGO! – czyli postać jest po prawej stronie monitora) ramienia protagonisty. Oczywiście da się to zmienić, jednak zanim dowiedziałem się jak, przemęczyłem już ¼ gry… Sterowanie do przyjemnych niestety nie należy. Ruszam myszką i raz ruch jest taki jak powinien, raz mega szybki a raz ślamazarnie wolny… Od czego to zależy? Nie wiem… Nie zatrzymujmy się: okropne animacje, oszczędna grafika, powtarzalność zarówno poziomów, zagadek jak i przeciwników. Mała różnorodność uzbrojenia. Okropny model prowadzenia pojazdów. Narrator, który bez sensu opisuje rzeczy, które dosłownie właśnie zrobiłeś albo, które widzisz (w stylu: wychodzisz na polanę i widać stację benzynową; narrator: “jego oczom ukazała się stacja benzynowa”… No super…).
Uff… To wszystko co potrafię wymienić bez zbytniego skupiania się. Przypuszczam, że jakbym posiedział jeszcze chwilę, to dałbym radę przygotować jeszcze listę napotykanych bugów… Szkoda mi jednak czasu, więc podejdę do tego inaczej! Co mi się podobało: system uników. Przy odpowiednim timingu potrafi być on niesamowicie filmowy i satysfakcjonujący. No i to byłoby na tyle.
Wiem, że produkcja Remedy jest z 2010 roku… Jednak znam wiele tytułów, które ogrywałem stosunkowo niedawno, również z 2010 roku… I dalej trzymały poziom. Niestety, w Alanie Wake’u absolutnie nic nie jest ciekawe czy angażujące… Czy nawet po prostu dobrze zrobione / zaprojektowane. Jest to gra nudna i rozwleczona. Rzekłem.
NIE POLECAM