Superliminal

W 2013 roku światło dzienne ujrzała produkcja o tytule The Stanley Parable. Była to gra wyjątkowa. Podchodząca nieszablonowo zarówno do rozgrywki, jak i samego przedstawienia świata czy historii. Pokręcona, nieszablonowa, z ukrytymi znaczeniami, smaczkami czy zakończeniami. Było to dzieło zdecydowanie wybitne. I chyba nie tylko ja tak pomyślałem… 

The Beginners Guide oraz Superliminal właśnie, to dzieła, które zdecydowanie najbardziej przypominają historię Stanleya. Ta pierwsza miała lekką przewagę, głównie dlatego, że odpowiadają za nią ci sami twórcy. A przynajmniej ich część. Superliminal to natomiast gracz z zewnątrz. I nie jest istotne, czy podobieństwo do hitu z 2013 było zamierzone czy nie – ale istnieje. Jednak The Beginners Guide oraz Superliminal też coś łączy. Obydwa tytuły są zwyczajnie słabe. 

W ramach przypomnienia: głównym grzechem Beginners Guide było wyolbrzymianie niczego. Stworzenie historii wydmuszki, która “miała być taka głęboka” i “trafiać bezpośrednio do naszych serc”, czy coś tam… Historia, która zupełnie nie szła w parze ze światem przedstawionym i raczyła nas przesłaniem jak z filmów, które oglądałem mając 7 lat. 

Superliminal jest natomiast przekombinowany. Zabawa perspektywą jest świetna. Ale z jakiegoś powodu głównie na początku i samym końcu… Kiedy wszystko jest proste. Nie oczywiste, ale proste. Kiedy okazuje się, że problem wcale nie jest skomplikowany, tylko my, gracze, niepotrzebnie go utrudnialiśmy. 

Ale im dalej w las tym więcej drzew… I okazuje się, że praktycznie cały środek, to zagadki bez flow. Bez tego poczucia naturalnego przemierzania świata przedstawionego. To zagadki, które czuć, że są wymuszone. Dobrym przykładem jest tutaj Portal 1 i 2 oraz Portal Reloaded. Klasyki Valve, pomimo prostoty są momentami bardzo trudne. Natomiast w Reloaded ostatnie poziomy to po prostu “kupą go” – czyli wrzucamy absolutnie wszystkie mechanizmy do jednej planszy i łączymy je w jeden olbrzymi ciąg, bo “tak przecież się robi gry”. 

Tak i tutaj, zagadki w środku opowieści, to po prostu zbieranina przedstawionych do tej pory mechanik, posplatana ze sobą, bo “tak się przecież robi gry”. I nie zrozumcie mnie źle: tak się naprawdę robi gry… Ale można dać te wszystkie rzeczy dla samego faktu, że jest wszystko… Albo z czegoś zrezygnować, ale za to skupić się na innym elemencie tak, by ostateczny efekt był ciekawszy. 

Dobrym przykładem jest tutaj znak “wyjście”. W pewnym momencie zwyczajnie trzeba go było złapać i korzystać z… tego, że świeci… Tak po prostu… I okazało się to wręcz genialne, bo to co wcześniej brałem za zbity blok betonu, okazało się korytarzami… Natomiast poziom ze zwiększaniem dmuchanego zamku sprawił, że po prostu odechciewało mi się grać… Bo “poznałeś mechanizm zwiększania i zmniejszania rzeczy zmniejszonych i zwiększonych wewnątrz zwiększanych i zmniejszanych przedmiotów, to z niego korzystaj! Tak się przecież robi gry!”. 

I tutaj pojawia się kolejny problem. Mianowicie: zwiększanie i zmniejszanie. Okazuje się bowiem, że w grze, w której clou to zmiana perspektywy… Nie mogę rzeczy do siebie przyciągać ani oddalać… Czemu to takie ważne? Już tłumaczę. Jeżeli weźmiemy ołówek i staniemy przy przepaści, to jeżeli oddalimy od siebie ołówek, to będzie widać jaki jest malutki na tle tego dołu. Jeżeli natomiast przybliżymy ołówek do oka, to nagle wygląda jakby był olbrzymi… Tak wielki, że spokojnie można ułożyć go nad przepaścią i po nim przejść. I to jest właśnie clou w Superliminal. Widzimy drzwi zamontowane wysoko? Bierzemy kawałek ściętego sera i powiększamy go do momentu, aż będzie na tyle duży, żeby posłużyć nam za podest do drzwi. Z tym, że, jak wspomniałem… Obiektów nie można przybliżać ani oddalać od siebie… Trzeba więc pajacować, by zmienić rozmiar danej rzeczy. 

Pajacowaniem na szczęście nie można nazwać warstwy fabularnej. Chociaż dziełem ponadczasowym także nie mogę jej nazwać. Dostajemy bardzo oczywistą i przewidywalną historyjkę. Nie jest źle, ale nie jest też super. Z racji tego, że gra jest niesamowicie liniowa, na tym temat urwę. 

I to byłoby na tyle. Mała produkcja z ogromem rzeczy do zarzucenia. Jest w tym wszystkim pewna ironia. Mam tylko nadzieję, że kiedy następnym razem natknę się na coś podobnego do The Stanley Parable, to będzie to chociaż zbliżone poziomem jakości. 

NIE POLECAM 

Rating: 5.0/10. From 1 vote.
Please wait...