Mark of the Ninja

Klei nie umie robić złych gier. Zwyczajnie wszystko co robią jest dobre. Tak jest i w tym przypadku.

Mark Of The Ninja jest skradanką. Nie trudno tego się było domyśleć. Już po pierwszym odpaleniu gry widać charakterystyczną dla Klei kreskę (znaną chociażby z Shanków). Kolorystycznie dominuje czarny, gdyż gra opiera się na chowaniu w cieniu.

I tu jest rzecz, która Mark Of The Ninja wyróżnia. Zasłonić możemy dowolne światła. Zniszczyć, bądź przysłonić mgiełką. Dzięki temu mamy naprawdę sporo możliwości, by przejść przez tytuł całkowicie niewidzialni. Gra oczywiście bardziej punktuje przedostanie się z jednego końca mapy na drugi, bez ataku strażników, jednak nie znaczy to, że nie punktuje zabijania. A zabijać można na naprawdę wiele sposobów. Zwyczajnie stając przeciwnikowi za plecami, ogłuszając go wcześniej bądź używając jednego z ładnego asortymentów narzędzi. Ekwipunek dzieli się tutaj na dwie części: rzeczy do dystrakcji i do zabijania. Jest to o tyle ciekawe, że przed misją możemy wybrać sobie strój, który będzie bardziej pasował do naszej gry (oczywiście po odblokowaniu strojów). Możemy przykładowo: ubrać się w strój, który pozwoli nam bezszelestnie biegać oraz nosić dwie różne rzeczy przeznaczone do odwracania uwagi lecz kosztem gry bez miecza i zabijania.

Kolejną rzeczą do której nas Klei przyzwyczaiło, jest słaba warstwa fabularna. Tak jest i tym razem. Fabuła jest mocno średnia, a jakikolwiek klimat miała dopiero pod sam koniec gry. Odnośnie klimatu samej gry. Praktycznie nie istnieje. Fajnie, że tytuł daje bardzo dużo możliwości, jednak przez cały spędzony przy komputerze czas, nie poczułem się choćby raz, tak jak czułem się pociągając spust w Hitmanie, czy wieszając kogoś na gzymsie, jak w Batmanie (w Mark Of The Ninja także można wieszać przeciwników, co swoją drogą jest chyba moim ulubionym elementem gry).

Zapytacie: czemu łapka skierowana jest w dół, skoro jest tutaj tyle możliwości. Właśnie przez brak klimatu. Przez blisko 20 godzin siedziałem i przechodziłem tę grę na siłę, gdyż zwyczajnie mnie nudziła. Ok – miała fajne momenty. Ale dalej nie czułem się jak łowca, a jak mysz, która ucieka przed kotem. Fabuła mnie nie wciągnęła i w połowie każdego z etapów umierałem z nudów i prosiłem o koniec gry. Właśnie dlatego taka ocena. Wiadomo: gusta bywają różne, dlatego jeden lubi jak mu cyganie grają a inny jak mu nogi śmierdzą. A ja uważam, że Mark Of The Ninja jest nudne. Nie nie znaczy, że jest złą grą. Bo technicznie jest naprawdę dobrym tytułem. Więc jeśli lubisz wszelkiej maści skradanki, to na 100% ci się spodoba. Jeżeli jednak jak ja: chcesz poczuć się jak łowca, to raczej nie ma tu czego szukać.

NIE POLECAM

Rating: 7.0/10. From 1 vote.
Please wait...