Nieintuicyjny interfejs. Brak konkretnego samouczka. Bugi. Słaba ścieżka dźwiękowa. Niewymagająca kampania. Tragiczne tłumaczenie…
Mimo to jedna z lepszych gier w jakie ostatnio grałem.
Pomimo wielu błędów, takich jak np: pojawienie się wyjścia z misji w kampanii w zupełnie innym miejscu niż oznaczone (co sprowadza się do wielokrotnego odpalania kampanii ponownie i w ostateczności dokładne przeszukiwanie całej mapy) i tragicznego tłumaczenia, gdzie nagle linie dialogowe są po angielsku, kiedy grasz niby po polsku, tytuł większych bugów nie ma. Więc jak najbardziej da się grać. A gra się już bardzo przyjemnie.
To znaczy: o ile przejdziemy przez nieintuicyjni interfejs i nareszcie zrozumiemy o co tak naprawdę w grze chodzi. Z interfejsem sprawa jest prostsza, bo i tak każdy klika wszystko co może i z czasem uczy się co gdzie jest. Ale niestety z samą grą tak dobrze już nie ma. Za samouczek robi tutaj kampania, która uczy nas jakiś z części gry – budowanie fundamentów, wykonywanie egzekucji,zatrudnianie więźniów do pracy itd. Uczy to tutaj też dosyć mocne określenie, gdyż to raczej wygląda tak: masz tu graczu zadanie; powodzenia. A gdy chce się uzyskać odpowiedź odnośnie zadania, to trafia się najczęściej albo na tragiczne tłumaczenie, albo, nawet po przejściu na język angielski – na formułkę, która zupełnie nic nie wyjaśnia. Natomiast, np. jak stawiać fundamenty, żeby nie rozwalać ścian cel, już musisz domyślić się sam.
Pomimo braku muzyki w tle, nie odczuwa się pustki tak bardzo. Może to też dlatego, iż sam klimat więzienia jest raczej surowy i rzeczywiście dziwnie by wyglądała wycieczka skazańca na krzesło, przy radosnych nutkach z np. Bee Gees – Stayin’ Alive.
Jeżeli uda się przebyć te wszystkie niedogodności, zostaje już czysta zabawa. Poza możliwością budowy naprawdę dużych placówek (osobiście uważam, że tutaj nawet formowanie i planowanie więzienia, same w sobie dostarczają masę zabawy), możemy bawić się, w kucharza, psychologa, złego naczelnika czy księdza. Oczywiście nie dosłownie, jednak możemy stwierdzić, iż więźniowie mają u nas zostać odkupieni i postawimy w tym celu 10 kapliczek i w każdej odpalimy kursy, albo pobawić się w hotel i dostarczać skazańcom 3 posiłki o różnorodności większej, niż jada przeciętny, dobry obywatel. Tym, jak i szkoleniami, transportem nowych więźniów, czy masą innych rzeczy, można zarządzać z wygodnego menu w grze (oczywiście po tym, jak zorientujemy się czego gdzie szukać i jak coś uruchomić).
Cała sztuka polega jednak na tym, by znaleźć takie proporcje, aby więźniowie odczuwali, iż odbywają karę, ale także by nie wszczynali zamieszek, jednocześnie na nich zarabiając. I dopiero tu zaczyna się prawdziwa zabawa, kiedy trzeba ustalić tereny dostępne dla więźniów o różnym poziomie rygoru; liczbę personelu, tak, by ich wynagrodzenie nie przekraczało wpływających funduszy otrzymywanych za opieką nad więźniami; czy przeszkolić więźniów i zaprząc ich do pracy przy tablicach rejestracyjnych, które potem się sprzeda.
Zdecydowanie ciężko od Prison Architecta odejść. Działa tu bowiem „syndrom jeszcze jednego dnia”, a po odejściu od komputera, jedynym co zaprząta głowę są plany na uzyskanie kolejnej dotacji i dalsza rozbudowa. Troszkę ubolewam, z faktu, iż zarządzanie personelem nie jest przynajmniej w połowie tak rozbudowane jak więźniami, przez co nasi pracownicy nigdy nie sypiają (męczą się i odpoczywają w pokoju socjalnym, ale nigdy nie śpią i nie wychodzą z pracy) ani nawet nie potrzebują jedzenia. Jednak sama zabawa w zarządzanie więźniami daje już sporo frajdy.
Jeszcze jednym elementem o którym warto wspomnieć, jest tryb ucieczki. Możemy go włączyć na dowolnym więzieniu. Takim z warsztatu Steam, albo takim, które przygotowało się samemu. Dopiero wtedy widać, że nasze więzienia są zazwyczaj szczelne, jak durszlak. Bardzo polecam.
POLECAM