Brakuje mi słów, by opisać to, jak bardzo nienawidzę Cupheada, pomimo tego, jak bardzo staram się go kochać. Uwielbiam platformówki. Uwielbiam walki z bossami. Więc czemu nie jestem w stanie policzyć ile razy wychodziłem z gry zdenerwowany?
Czy to tak powinno wyglądać „nowoczesne”, „dzisiejsze” granie w gry? Nie jestem w stanie pojąć czemu ludzie mówią, że coś jest dobre tylko dlatego, że jest trudne… Chcą być fajni? Jest moda na trudne gry? Poziom trudności nie jest wyznacznikiem tego, czy tytuł jest dobry czy nie. To GRYwalność w przypadku gier powinna nim być. A z tą jest w Cupheadzie problem… Bo więcej czasu spędziłem na pulpicie, patrząc się w ikonę, niż rzeczywiście w świecie przedstawionym.
Niby wszystko powinno być ok… Jakaś tam sobie bajkowa historyjka – chodzimy i zbieramy dusze od dłużników samego diabła, tylko po to, by ocalić własną. Więc nawet jest jakieś ogólnie przesłanie. Fajnie. Wszystko to w REWELACYJNEJ oprawie graficznej, przypominającej stare tytuły Disneya. Zakochałem się od pierwszego zobaczonego screena. Przystępując do gry nie spodziewałem się też tak rewelacyjnej muzyki. Z jazzem niestety jest taki problem, że większość muzyków go wykonujących, uważa się, za najlepszych na świecie i możemy słyszeć pełno technicznych i trudnych zagrań, które ogólnie brzmią, jak walka kotów na ulicy. Taki przerost formy nad treścią. W tym przypadku jednak, cały soundtrack, jest bardzo melodyjny i klimatyczny. Mógłbym go słuchać nie tylko podczas przygody ale także w drodze do pracy.
Pytanie: czemu więc rozgrywka tak leży? Niby założenia są proste. Dash, skok, strzał. Nie umierać. Tyle. Jednak, gra bardzo chce, żebyśmy umarli. Rozumiem to, przy wysokich poziomach trudności. Jednak, mam wrażenie, że w tym wypadku zostało to zrobione jedynie po to by o grze było głośno. Bo ta gra jest niesprawiedliwa. Dosłownie. Ona nie jest trudna. Ona jest niesprawiedliwa. Dark Souls. To jest tytuł, który jest trudny – i jednocześnie sprawiedliwy. Umieramy tylko, jeżeli będziemy nieuważni, bądź za słabi. Cuphead? To może zasłonię ci cały ekran graczu? Bo tak. Bo ten boss w sumie jest łatwy, więc trzeba coś utrudnić na siłę. To może teleportujące się z innej przestrzeni kosmicznej bomby w losowych miejscach? Wiem! Jeszcze lepiej! Niech zrespią się na tobie! Bo ma być trudno! Albo jeszcze fajniej! Nie widzisz co jest za ekranem a zrobiłeś super cios? No to umrzesz, bo generator liczb losowych postanowił, że akurat jak skończysz wykonywanie ciosu, to nie będzie podłogi i spadniesz. Bo tak. Przecież można to było przewidzieć, że nagle nie będzie podłogi, no nie?
No nie właśnie. Nic nie komunikowało tego, co jest po prawej stronie ekranu. Nie widzimy jej, bo nie została wygenerowana. Nie przeszkadza to w braku nawet 0,000000001 sekundy nieśmiertelności po wykonaniu super ataku. Sygnalizowane pojawianie się przeszkód? Zapomnij! Albo masz szczęście albo nie! To jest prawdziwa gra! Jest trudno!
No właśnie. Pytanie tylko, czy powinno być trudno w ten sposób? Lubię kiedy gra rzuca mi wyzwanie. Jednak lubię też wygrywać, dzięki umiejętnością a nie szczęściu. To JA mam stawać się lepszy. To JA mam walczyć z przeciwnościami losu. A nie zjawisko, na które nie mam zupełnie wpływu – czyli szczęście. Bo to się ma albo nie. Nie można wytrenować szczęścia. Zrobić z tego zalety. To jest całkowicie losowe. Tak samo jak wszystko w Cupheadzie. To nie jest gra a kolorowy symulator totolotka. To nie jest trudny tytuł. To jest rozgrywka z gatunku – przez sieć z przeciwnikiem widzącym przez ściany. Nikt tego nie lubi. Nazywamy to oszukiwaniem. I właśnie tym jest Cuphead. Oszustwem.
NIE POLECAM