Nie będę owijał w bawełnę. Superhot jest tytułem jednej sztuczki. Ale za to bardzo dobrze wykonanej!
Cały myk polega na tym, iż czas płynie tylko wtedy gdy się poruszamy. Tak przynajmniej mówią twórcy. Naprawdę płynie cały czas (hehe). Tylko, że bardzo wolno. A gracz obserwuje wszystko z perspektywy pierwszej osoby. Gdyby jeszcze była możliwość wyginania się, można byłoby poczuć się jak Neo w Matriksie, gdyż kule zostawiają po sobie piękne ślady. Co prawda są czerwone, ale zmiana ich koloru jest już niczym dla naszej wyobraźni.
I to w sumie byłoby na tyle… Niby jest jakaś pseudo fabuła, lecz raczej wywołuje z początku uśmiech, a potem stawia coraz więcej pytań zamiast dawać odpowiedzi. Nie powiem, bo niektóre momenty były całkiem refleksyjne… Problem jest taki, że wywarły na mnie takie wrażenie, że żadnego nie jestem w stanie sobie przypomnieć… Po odkryciu wszystkich sekretów niewiele się zmieniło. Zmieniło się za to wiele po formacie komputera!
Po Superhocie widać, że został zrobiony z myślą o trybie endless. Więc to tam spędziłem większość czasu już po ukończeniu „fabuły”. Starałem się złapać osiągnięcie za odblokowanie wszystkich poziomów właśnie tego trybu. Lecz gdzieś po drodze byłem zmuszony zrobić formata. Ku mojemu zaskoczeniu – okazało się, że zapisy nigdzie nie były przechowane. Nie ma żadnego clouda ani nic. Zanim ktokolwiek zacznie się na mnie złościć, „że przecież nie masz debilu zaznaczone, że jest dla tego tytułu chmura”, to spieszę wyjaśnić, że wcale nie jestem z tego powodu na Superhota zły czy coś. I nawet nie wpłynęło to w najmniejszym stopniu na odbiór całości. Efekt był tylko taki, że zwyczajnie odinstalowałem grę i przestałem do niej wracać, bo mi się odechciało. Tak zwyczajnie… Ok. Było fajnie. Ale nie na tyle, bo przechodzić ją jeszcze raz.
I myślę, że to będzie najlepsze podsumowanie tego dzieła. To od czego zacząłem ten tekst – jedna sztuczka. I tyle. Celowo nie wspominałem o grafice – czerwieni, tak bardzo wyróżniającej się na całkowicie białych elementach otoczenia itd. itp… Bo grafika nie ma tu wielkiego znaczenia. Jest ona kwestią tylko iw wyłącznie gustu. Oczywiście można bawić się w szukanie interpretacji, ale to nie matura, więc zostaję przy obrazie, który rzeczywiście widzę, a nie który ktoś powiedział, ze powinienem widzieć inaczej niż widzę. Wizualnie więc jednym się będzie podobać a innym nie. Ale każdy chciałby zagrać aby zobaczyć jak to jest, poczuć się jak gwiazdor amerykańskich filmów akcji, który za każdym razem wszystko perfekcyjnie wykonuje i unika każdej kuli. A jeszcze lepiej jest, gdy można zobaczyć całą rozgrywkę po ukończeniu „meczu”. W rzeczywistym tempie! Wtedy dopiero można się poczuć!
I właśnie dla tego warto zagrać. By móc poczuć się jak „zwykły bohater”. Więc polecam!
A tak btw: nie wiem czy tylko u mnie, czy nie, bo nie chciało mi się tego sprawdzać, ale „serwis”, na którym ma się rzekomo oglądać wyeksportowane powtórki, ani razu nie zadziałał poprawnie. Więc, jeżeli chciałem komuś pokazać, w jakim stylu rozwaliłem paru złodupców, to musiałem nagrywać ekran. I to jest jedyna rzecz, która rzeczywiście mi przeszkadzała – oferowana opcja, która nie działa…
(A tak serio, zanim znów ktoś napisze w komentarzu, że „przecież trzeba było sprawdzić idioto” – to tak – sprawdzałem i nie tylko mi to nie działało. Ale nie skupiałem się na tym jakoś bardzo, bo chwilę potem przestałem grać.)
POLECAM