Nareszcie! Po tylu latach czekania! Gdy tylko pojawiła się pierwsza, oficjalna zapowiedź MediEvila, wiedziałem, że to jest ten moment, w którym kupię PS4. Tak też się stało. Dzień-dwa od potwierdzenia remaku w domu miałem już konsolę i rozpoczął się czas oczekiwania.
I teraz mogę tylko powiedzieć, że było warto. Osobiście uważam, że MediEvil jest grą mojego życia. Gdy jeszcze byłem mały, zagrywałem się na PSX (grałem wtedy w demo, które kończyło się po zabiciu demona z witraża) oraz PS One. Przechodziłem setki razy te same poziomy, bo nie miałem karty pamięci. Za każdym razem więc trzeba było grać od początku. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy ukończyłem tą przygodę. I nie jestem w stanie powiedzieć ile razy będę ją jeszcze kończył. Bo remake jest prawie dokładnie taki jak oczekiwałem. To MediEvil taki jakiego pamiętam – co znaczy, że jest dużo lepszy niż był. No w większości…
Dla osób, które nie miały szczęścia trafić na tą produkcję wcześniej: w grze wcielamy się w Sir Daniela Fortesque. Ulubieńca króla Peregrina. Rycerza, który brał udział w wojnie przeciwko złemu czarnoksiężnikowi – Zarokowi. Niestety bohater umarł haniebnie podczas pierwszej szarży. Król chcąc ukryć hańbę, pośmiertnie przyznał Danielowi tytuł szlachecki. Teraz, 100 lat po tamtych wydarzeniach, zły czarnoksiężnik wraca i przy okazji, przypadkowo, wskrzesza swego wroga. Fortesque ma ostatnią szansę udowodnić, że jednak zasługuje na miano bohatera i tym samym pozbyć się plamy na honorze.
Gameplayowo dostajemy połączenie platformera oraz hack’n’slasha. Kamera na zmianę unosi się za plecami oraz dookoła bohatera, gracz natomiast musi biegać, siekać i nie dać się zabić. W samej walce ewidentnie czuć przeszłość. Dziś nawet w inne tytuły tego gatunku gra się zdecydowanie inaczej. Dla przykładu: God Of War. W przygodach Kratosa, dużo ważniejsza jest precyzja samych uderzeń oraz zaplanowanie akcji. W przypadku MediEvila wystarczy poruszać się na ślepo i mashować X. Czy to źle? Moim zdaniem: nie. Taki już urok tej gry. Każdy jeden tytuł na świecie ma na siebie jakiś pomysł a tutaj jest taki a nie inny. Nie jest to najbardziej wyszukany system walki, ale sama gra też nie aspiruje do miana soulslików czy czegokolwiek, w czym trzeba się super wysilać, by nie umrzeć.
A można tu ginąć dosyć często. Ale jest to praktycznie „bezbolesne”. Podczas przygody natrafiamy bowiem na butelki życia, które uzupełniają nam pasek wytrzymałości, gdy ten zejdzie do 0. To przede wszystkim przygoda a nie wyzwanie. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w której nie mamy już butelek ani punktów życia. W takim wypadku niestety trzeba zaczynać cały poziom od nowa.
I to w sumie w tym momencie pojawiają się pierwsze problemy. Remake został zrobiony tak dokładnie, że w wielu miejscach powiela wręcz pewne problemy, zamiast je naprawiać. Szczególnie chodzi tutaj o poziomy typu bagna. Te etapy, w których musimy skakać z platformy na platformę. Często bowiem hit-boxy są ustawione zwyczajnie źle. Przez co, widzimy, że przeskoczyliśmy na wysepkę, jednak gra tego nie wychwyciła i spadamy do wody. Gdzie umieramy. Bo bohater nie potrafi pływać… Albo mniej poważa sytuacja, gdy na polach kukurydzy wskakujemy na snopek i jakimś cudem zanurzamy się w nim do połowy łydek.
Niestety nie obyło się też bez nowych błędów. Tym, co denerwowało mnie najbardziej, to fragment wspinania się na górę, w poziomie „Wzgórza cmentarne”. Schodki, po których możemy wskakiwać, zostały tak źle zrobione, że milion razy zawieszałem się, nie mogąc się ani poruszać ani skakać. Często wisiałem bezwładnie w powietrzu do momentu, gdy nie uderzył mnie jakiś głaz. To fragment, który najbardziej wymaga zręczności w całej grze! To niestety niedopuszczalne, żeby takie rzeczy działy się właśnie w momentach, w których błędu popełnić nie można. Jakby tego było mało, to twórcy nawet dali osiągnięcie – nie dać się trafić żadnemu głazowi. I mogę stwierdzić, że jest to najtrudniejsze zadanie do wykonania, właśnie dlatego, że sam MediEvil bardzo nam to utrudnia.
Nie zamienia to jednak faktu, że sam projekt poziomów jest rewelacyjny. Tak naprawdę, dopiero teraz, po 20 latach, jestem w stanie zachwycać się tymi pomysłami i wykonaniem. Jako dzieciak nie zastanawiałem się nad tym, jak poszczególne etapy powinny wyglądać. Teraz widzę i doceniam to, że tak naprawdę, każdy kolejny poziom to coś innego, czego nie było do tej pory! Raz musimy przechodzić tor przeszkód. Innym razem szukać wyjścia z labiryntu a kiedy indziej wystarczy biec przed siebie i ominąć wszystkich przeciwników! Niektóre z projektów postaci pojawiają się tylko raz w ciągu całej rozgrywki! Mnisi w labiryncie, pacjenci w szpitalu, strachy na wróble na polach, szkielety na statu i wiele innych! W dzisiejszych czasach – czasach wiecznego powielania tych samych schematów i kopiowania gotowych rozwiązań, jest to naprawdę wielka rzecz!
We wspomnianych przygodach Boga Wojny, spotkaliśmy może 3 unikalnych bossów. Wszyscy pozostali przeciwnicy to ten sam stworek, w różnych kolorach. Days Gone – każde zombie wygląda tak samo a misje ograniczają się do wykonywania dosłownie tych samych rzeczy, w tych samych miejscach. Tutaj, w grze z 1999 roku, projekty postaci, bossów i poziomów są tak bardzo różne i unikalne, że robi się smutno patrząc na to co dziś dzieje się z grami. Nie ma ani jednego levelu gdzie musielibyśmy robić to samo co w poprzednim.
W remaku wszystko to co zostało zrobione dobrze, jest dodatkowo piękne. Widać, że graficy bardzo się starali i przyłożyli uwagę do detali (wypukła czaszka na tarczy czy nowa animacja rąk na kamienie runiczne). To wszystko sprawia, że moja wyobraźnia nie musi dziś robić tego co robiła wtedy. Bo wszystko wygląda dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem. Wszystko jest świetne!
Poza dubbingiem. Niestety ale w dalszym ciągu – Polacy nie potrafią robić dubbingu. Głosy dobrane są źle i miałem wrażenie, jakby aktorzy nie znali kontekstu scen podczas nagrywania kwestii. Ale obawiam się, że to się nigdy nie zmieni. Problem jest taki, że tytuł zmusza nas do dubbingu, bo w opcjach nie ma możliwości ustawiania angielskiego.
I ostatnia rzecz, której niestety absolutnie przeboleć nie mogę… Muzyka… Ścieżka dźwiękowa została nagrana ponownie na każdym z poziomów. I na każdym jest rewelacyjna! Zwyczajnie: nagrali lepiej to co kiedyś było skomponowane. Poza jednym utworem. The Hilltop Mausoleum. Ten kawałek pojawia się tylko raz, tylko w jednym poziomie podczas całej gry. Jest to zdecydowanie jeden z najmroczniejszych i najbardziej charakterystycznych kompozycji, jakie w życiu słyszałem. Głównie za sprawą organów. Których przy remaku postanowiono się pozbyć – zabijając tym samym cały klimat utworu. Nagrano wszystkie chóry itd… Same organy pojawiają się dopiero przed walką z demonem… Ubolewałem strasznie gdy słyszałem to pierwszy raz i w dalszym ciągu nie mogę się pogodzić z takim pohańbieniem tak wybitnego dzieła.
Mimo to, uważam, że MediEvil jak produkcją wybitną był, tak dalej jest. Żałuję, że nie przygotowano sequela (idąc śladem Spyro czy Crasha). Mam teraz tylko nadzieję, że po a – będą wprowadzane aktualizacje naprawiające wspomniane wyżej problemy; b – na część 2 przygód Sir Daniela nie będę musiał czekać kolejnych 20 lat.
POLECAM