Space Hulk

 

Games Workshop wycofuje dystrybucję książek z Polski, THQ bankrutuje i można pomyśleć, że era Imperium ze świata 40k w Polsce dobiegła końca, jednak do walki staje studio Full Control z adaptacją gry planszowej ze znanego nam świata niekończącej się wojny.

Mowa oczywiście o grze Space Hulk, powstałej w 1989 roku nakładem filmy Games Workshop, która w roku 2013 została przeniesiona na komputery po raz kolejny a Full Control wygrało walkę z oczekiwaniami. Gra, jak i cały świat Warhammera 40 000, zyskała sobie sporą ilość fanów na całym globie. Samo Space Hulk doczekało się wielu nagród, reedycji, wersji komputerowych a także naśladowców.

W grze wcielamy się w eliterne oddziały Imperium Ludzkości – Space Marine. Do dyspozycji mamy najbardziej wiernych wojowników Imperatora, odzianych w święte zbroje terminatorów z Legionu Krwawych Aniołów, którzy mają za zadanie zbadać wrak olbrzymiego statku Grzech Potępienia.

W podstawowej wersji mamy do dyspozycji dwie kampanie, plus trzecią – samouczkową – z trzema misjami. W ramach DLC można dokupić cztery kampanie (w tym jedna z innym Legionem – Space Wolves – „Kły Fenrisa”).

Dostępne kampanie przeniesione są z gry planszowej i oferują szeroki wachlarz zróżnicowanych misji, których cele są w stanie wycisnąć z nas siódme poty.

VStudio Full Control bardzo postarało się, aby gra była wiernie odwzorowana. Dostajemy wspaniałą turówkę, w której bardzo ważnym czynnikiem jest losowość (rzuty kośćmi) a także dobre zrozumienie zasad, jakimi kieruje się gra.

Naszymi jedynymi przeciwnikami są Genokrady – jednostki należące do rasy wrogo nastawionych obcych: Tyranidów, które w niektórych misjach nie są ograniczone żadnym limitem jednostek. Sztuczna inteligencja przeciwnika jest bardzo zaawansowana i niejednokrotnie występują problemy z pozornie łatwymi zadaniami.

Mapy są bardzo rozbudowane, korytarze klaustrofobiczne a boltery nierzadko potrafią się zaciąć, dając w ten sposób nie tylko sporą dawkę ekscytacji ale też strachu.

Wysoki poziom przeciwników oraz często niefortunne dla nas przypadki losowe, łączą się w tarczę, ciężką do przebicia nawet przez obosieczny miecz zdolności taktycznych już na normalnym poziomie trudności. W zamian za trud i wypłakane łzy, otrzymujemy nieziemską satysfakcję po udanym wykonaniu zadania. Warto tu dodać, że grając na niskim poziomie nie mamy możliwości odblokowania osiągnięć.

Wraz z postępami w grze dostajemy, jako bonus, części do chorągwi naszego oddziału. Jest to jedyna możliwość „ingerencji” w oddział nam dostępny. W tej grze tak jak i grze planszowej nie jesteśmy w stanie edytować naszych bohaterów – jesteśmy całkowicie pozbawieni możliwości zmiany broni czy rodzaju pancerza naszych wojowników, co znamy chociażby z serii Dawn Of War II. Daje to nam dodatkowe wyzwanie, gdyż musimy szukać w każdej jednostce jej dobrych stron oraz podchodzić do rozgrywki jeszcze bardziej taktycznie. Warto dodać, że nie rozwijamy naszych postaci także pod względem umiejętności. Dostajemy tu konkretne jednostki z konkretnego uniwersum z konkretnym zadaniem do wykonania.

Twórcy dali nam do dyspozycji rzecz bardzo przydatną, a mianowicie mapę taktyczną, dzięki której jest łatwiej zorientować się w sytuacji panującej na pokładzie. Mamy możliwość – bardziej jako przyjemnego dodatku, niż praktycznej rzeczy – włączenia kamery naramiennej, dzięki której będziemy mieli widok z ramienia wybranego przez nas terminatora.

Kolejnym dodatkiem, także bardziej zaspokajającym ciekawość niż praktycznym, jest panel, na którym wyświetlane są wyniki ruchów, rzutów kośćmi oraz turą jednostek naszych oraz przeciwnika.

Do rozgrywki nie ma zarzutów. Grając czujemy siłę oraz ciężar każdego z naszych podwładnych. Dzięki częstym filmikom zbliżamy się do każdego z bohaterów oraz podnosimy sobie poziom adrenaliny we krwi. Każda tura daje nam pełno możliwości do wykazania swojego zmysłu taktycznego, planowania oraz wczuwania się w terminatora dzięki czemu już po paru minutach zamiast myszki trzymamy w ręku dymiący się bolter a jedyne drzwi jakie mamy zamiar otworzyć w pokoju to te, za którymi czają cię obcy.

Mimo, że gra daje bardzo dużo przyjemności z zabijania xenos to jest dla nas także bezlitosna, gdyż jedyne co jest dla niej ważne to powodzenie misji a nie ilość wrogów zabitych w imię Imperatora.

Gra oferuje nam bardzo przyjemną rozgrywkę multiplayerową, gdzie jedna ze stron wciela się w Space Marines a druga w Tyranidów. Możemy grać zarówno przez internet jak i na „gorących krzesłach”. Wybierając gorące krzesła nie przechodzimy przez żadne dodatkowe ekrany w których tracimy czas na podawanie nicków, wybór stron itd. Wybieramy mapę i dostajemy grę.

Zasady gry są identyczne jak w grze single-playerowej, z tym, że możemy wybrać dowolną mapę z dowolnej kampanii, którą posiadamy – nie musimy wcześniej odblokowywać map w kampanii.

Grafika nie jest powalająca, ale też nie jest zła. Trzyma wysoki poziom a przy dłuższej grze można o niej zapomnieć, gdyż rozgrywka nadrabia wszystkie niedociągnięcia graficzne oraz brak muzyki podczas gry.

Wymagania nie są szczególnie wysokie, więc powinniśmy móc grać nawet na lepszych komputerach z przed paru lat.

Podsumowując: gra bardzo wciąga (zachorowałem przy niej na „jeszcze jedną turę”), wysoki poziom przeciwnika oraz piękne odwzorowanie pomieszczeń, korytarzy oraz klimatu z planszówki sprawiają, że ciężko jest odejść od komputera i zająć się czymś innym. Polecam grać z ustawionym językiem angielskim, gdyż Techland kolejny raz nie popisał się przy tłumaczeniu.

Jeśli jesteś fanem Warhammera 40k – pozycja obowiązkowa. Jeśli jesteś fanem taktyków i turówek – pozycja obowiązkowa. Jeśli lubisz wyzwania – pozycja obowiązkowa. Ja zaliczam się do wszystkich tych kategorii i wiem, że gra zostanie ze mną na dłużej.

POLECAM

[yasr_multiset setid=0]

Rating: 8.0/10. From 1 vote.
Please wait...