Po ograniu Ori and The Blind Forest, krótko mówiąc: byłem zawiedzony. Do tego stopnia, że kontynuacja przygód Oriego miała w moim życiu zwyczajnie się nie pojawić. Tymczasem, dzięki usłudze Game Pass, stwierdziłem, że skoro subskrypcja jest jeszcze aktywna, to czemu chociaż nie spróbować…
I jakże się cieszę, że dałem szansę! Sequel opowiadania o przygodach małego duszka jest bowiem rewelacyjny pod każdym względem. I tak, jak po pierwszych godzinach spędzonych w Nibel miałem całkowicie dosyć, tak pierwszych minut poza wspomnianym lasem, przykuło mnie do fotela na dobre.
Jak już wspomniałem: zmienia się miejsce przygód. Miejscówki z poprzedniczki pojawiają się tylko na cutsence i więcej ich nie widać. Cała akcja dzieje się na egotycznej wyspie. Nie brakuje tam zagrożeń, ale także i nowych sojuszników.
Ale(!) to wcale nie miejsce akcji sprawiło, że w tego Oriego gra się przyjemnie. Nie! To naprawienie wszystkich (no prawie), błędów, które skutecznie zabijały zabawę w części pierwszej. Pierwsze i najważniejsze: nie musimy uczyć się poziomów na pamięć. Tak jak w Blind Forest, gdy minęliśmy krawędź ekranu, ten się przesuwał, tak w Will of the Wisps, wszystko idzie płynnie razem z bohaterem. Dzięki temu sprawdzany jest nasz refleks a nie umiejętność zapamiętywania lokacji.
Poprawiono też konsekwencję, szczególnie skoków. Ostatnio, skacząc z jednego miejsca, dolatywałem za każdym razem w inne miejsce. Albo “bo tak” albo bo na przykład nie zadziałał podwójny skok. Tym razem zasady są jasne i konsekwentne. Teraz skacząc, wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić oraz co jest poza moim zasięgiem.
Zmieniono też model walki. Uprzednio nastawiony raczej na zachowanie dystansu, teraz przemieniony w bliskie spotkania. Aczkolwiek tutaj: mamy 3 sloty na umiejętności. Jak je wypełnimy, zależy tyko od nas. Czy będzie to atak mieczem pod X, leczenie pod Y i łuk pod B? A może B wyskok, Y wybicie a B kula ognia? Wybór należy tylko i wyłącznie do nas. Jedyny warunek jaki musimy spełnić, to daną umiejętność odblokować.
Ponadto, nasze skille można ulepszać u poznanych po drodze kompanów. Dzięki temu, możemy mieć naprawdę rozbudowane, ciekawe i co najważniejsze: spersonalizowane zestawienie. Innymi słowy: każdy znajdzie coś dla siebie. Nie jesteśmy zmuszani do sposobu w jaki mamy walczyć, aczkolwiek premiowane są, tak jak wspomniałem, obrażenia zadane ręcznie.
Z elementów odziedziczonych po prequelu, wskazałbym zdecydowanie grafikę. Ta oczywiście dalej powoduje opad szczęki. Jednak: dzięki naprawieniu samej rozgrywki, poza baśniową oprawą mamy też nareszcie baśniową opowieść. Tym razem, zamiast zapomnieć o fabule i skupić na frustracji, mogłem dać się ponieść urzekającej i czasem zaskakującej opowieści. I ta, mimo, że nie jest najwyższych lotów, to całkowicie pasuje i daje uczucie przygody i spełnienia.
Nie mogę niestety nie wspomnieć o pewnych problemach… Przede wszystkim z optymalizacją. Nie raz i nie dwa zdarzało się, że ilość klatek spadał z 60 do, nie wiem… 3. Za każdym razem gdzieś na granicy lokacji. Niestety, ale w przypadku tego typu zręcznościowych gier, takie błędy są niewybaczalne, gdyż konsekwencją, w najlepszym wypadku, są spore obrażenia.
Głupotką było “zapomnienie” wszystkich umiejętności przez protagonistę. Podwójny skok? Co to? Odbijanie się od kulek wystrzelonych przez wrogów? Pierwsze słyszę… Te same umiejki, znane z jedynki, trzeba było odblokować ponownie i tutaj.
Miałem też, na szczęście tylko raz, sytuację, w której Ori dosłownie wszedł w model wysepki. Mogłem poruszać się w obrębie jej środka, ale nie mogłem wrócić z powrotem do wody. Teleportacja do studni też nie działała. Moje szczęście, że stało się to, zanim wykupiłem umiejętność oddychania pod wodą, więc się zwyczajnie utopiłem w skrawku wysepki, który przykrywała woda. To pomogło i przeniosło mnie na ląd.
Poza tym, trafiały się jeszcze drobniejsze błędy… Tutaj gdzieś dostałem obrażenia a nie powinienem… Tam się nie złapał ściany… Jednak zdarzały się one sporadycznie i nie psuły zabawy z gry tak jak Blind Forest.
No właśnie. Zabawa płynąca z rozgrywki. Ona tu jest. Bawi świat, cieszy grafika i angażuje historia. Ori and the Will of the Wisps jest tak świetne, jak świetna miała być jedynka. I cieszę się, że zostało mi tych parę dni GamePassa, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz grałem w tak świetną platformówkę albo metroidvanię, która ogólnie by mi się aż tak bardzo podobała.
POLECAM