Edit: od (01.10.2020) DOOM Eternal jest dostępny w platformie Xbox w ramach wykupienia Bethesdy przez MicroSoft!
Jeżeli uważasz, że czegoś nie da się zepsuć, to znajdź Bethesdę, daj im to i obserwuj… Bo tak właśnie wygląda sytuacja z najnowszą odsłoną DOOM’a. Wznowienie serii było rewelacyjne nawet dla kogoś takiego jak ja – czyli osoby, której ze Slayerem nigdy nie było po drodze. Jednak Eternal jest zwyczajnie karykaturą rewelacyjnej produkcji.
I w sumie można było się spodziewać klęski już po samym sposobie dystrybucji, wymagającej konta na Bethesda.net oraz wpadki z wyciekiem całości bez zabezpieczeń antypirackich. O tej pierwszej sprawie dowiedziałem się dopiero po wydaniu pieniędzy i odrzuceniu kodu przez Steam… Niestety było już za późno by grę zwracać. Tak czy siak: pierwszy raz nie ma i nie będzie loga platformy w banerze, ponieważ zwyczajnie nie szanuję producenta na tyle, by bawić się w przygotowywanie specjalnej ikonki.
Tak czy siak, jak można przeczytać na wstępie – moja przygoda z Eternalem nie zaczęła się dobrze. A i już po samym odpaleniu gry nie było lepiej, gdyż na “dzień dobry” twórcy stwierdzili, że “walić wszystko co się wydarzyło do tej pory” i nie połączyli fabularnie pierwszej odsłony z drugą. Bo tak. Niespójność jest olbrzymia. Do tego stopnia, że przez pierwsze pół gry zastanawiałem się, czy nie gram czasami w jakiś dodatek albo zupełnie inną produkcję… Wydarzenia z poprzedniczki zostały potraktowane po macoszemu i nie ma do nich żadnego odwołania ani nawet spięcia historii – i to pomimo tego, że sequel jest dożo bardziej fabularyzowany.
Ok! Historia nigdy nie była tu mocną stroną… Całości bronił gameplay… Który w tym wypadku zupełnie, całkowicie, totalnie, zwyczajnie… Leży… Brakuje wszystkiego. Od życia, przez zbroję po, o jejku, amunicję! Gdy rozwinąłem “umiejętność” amunicji na maxa, to i tak zawsze brakowało mi naboi by dobrze się bawić. Poprzednio, za widowiskowe zabójstwa byliśmy odpowiednio nagradzani, dzięki czemu całość była niesamowicie dynamiczna i satysfakcjonująca. Tym razem jednak z rozerwanych demonów nie wypada ani jeden nabój. No chyba, że użyjemy piły. Jednak w tejże, tym razem, jest tak mało paliwa, że co większych nimilców nawet nie możemy tknąć – a to najczęściej przy nich nie miałem już jak strzelać.
To wszystko sprowadza się do gigantycznej zabawy w kotka i myszkę. Przez 3 / 4 rozgrywki uciekałem w poszukiwaniu czegokolwiek czym dałoby się zabić przeciwników (uderzenie pięścią teraz nie zadaje absolutnie żadnych obrażeń, nawet najsłabszym stworkom). Nie jest to fajne a zwłaszcza nie jest to coś, czego od tytułu oczekiwałem. Zamiast tego dostaliśmy bardzo ciasne, klaustrofobiczne wręcz, areny z masą wyskoczni. Przez co zamiast na walce spędzamy czas na lataniu.
Nie jest niestety lepiej w innych aspektach. Widać, że twórcy nie chcieli już by ich shooter był liniowy. Ale, że nie mieli pomysłu jak dobrze rozbudować świat, to po prostu pozbyli się korytarzy na rzecz olbrzymich przepaści. Większość gry nie wiedziałem gdzie mam iść, a właściwie to skakać. Wszędzie wydawało się za daleko by doskoczyć a i na pewnym etapie trzeba było dosłownie wyuczyć się całych sekwencji, żeby nie spadać w przepaść raz za razem. DOOM oficjalnie został platformerem!
Jedyne co zostało na poziomie to muzyka. Ta dalej jest ciężka i konkretna. Skutecznie dodaje klimatu… I tak naprawdę tylko ona stara się go robić. Bo niestety, absolutnie każdy pozostały element zrobiony jest źle. Mało animacji (część ponownie użytych, albo tak słabo zmodyfikowanych, że wydają się identyczne), słaby projekt lokacji i źle zaprojektowany gameplay).
Jedno się jednak autorom udało: przypomnieć mi, czemu tak bardzo nie lubiłem oryginalnych części.
NIE POLECAM