Nie miałem okazji poznać zbyt wielu tytułów z serii Ghost Recon. Zawsze oglądałem materiały z zapartym tchem, jednak nigdy nie miałem styczności już z samą grą. Zawsze było coś innego, co wolałem przejść bardziej – albo brakowało pieniędzy by GR nabyć.
Czasy się jednak zmieniały i zacząłem, razem z przyjacielem, szukać czegoś w co można byłoby razem pograć. Ukończyliśmy razem już naprawdę wiele tytułów i tym razem skierowaliśmy swój wzrok na Wildlands właśnie. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka…
A czekała nas nuda. Ubi, jak to Ubi, stworzył naprawdę olbrzymi świat. Bardzo fajnie z ich strony, że pozwolili nam na dowolne jego przemierzanie. W sumie nic nas nie ogranicza. Możemy sobie latać po mapie tak jak nam się chce. Oczywiście pełno jest jakiś pobocznych aktywności, które na dobrą sprawę nic nie zmieniają, poza naszym poziomem doświadczenia.
Na szczęście, doświadczenie nie wpływa na zadawane obrażenia. Pistolet to dalej pistolet i tyle. Możemy mieć natomiast drona, który będzie miał dalszy zasięg lotu i takie tam. Generalnie wszystko brzmi bardzo fajnie…
Jednak: misje fabularne są. I w sumie tyle. One są. Przez ani jedną sekundę mnie nie zainteresowały. Nie wciągnęły. Nie zszokowały. Nie obrzydziły. Nie zdziwiły. Po prostu są. Stanowią jeno pretekst do tego, żeby chodzić i strzelać. I początkowo czerpaliśmy z tego sporo radości. Jednak z czasem zaczęło nas to nudzić… I tak ze skradania przeszliśmy to wchodzenia z buta. W pewnym momencie przestaliśmy nawet analizować pozycję przeciwników. Tak. W grze taktycznej.
I szczerze mówiąc: po wielu godzinach, nie ukończyliśmy nawet pierwszego regiony mapy, bo zwyczajnie nam się odechciało. Odległości dzielące wyznaczone miejsca są olbrzymie a brak powodu by grać skutecznie demotywował. Zabawa stała się pracą…
Nie chcą marnować czasu zwyczajnie odpuściliśmy. I do dziś nie mogę wybaczyć sobie tego, że kupiłem tego potworka za pełną cenę. Niestety: tak jak się moja przygoda z Ghost Recon zaczęła tak i się skończyła – na jednej nudnej części.
NIE POLECAM