Castle Crashers

Jedno z bardziej znanych dzieł studia Behemoth nie zyskało sławy bez niczego. Stworzyło tytuł, który świetnie nadaje się na wspólny wieczór ze znajomymi, gdyż zapewnia masę śmiechu oraz nie wymaga, aby każdy korzystał z własnego komputera.

Tak więc jeśli znajomy zaprasza was na małą partyjkę, to nie zastanawiajcie się, bierzcie pady (jak mawiał Papkin – kto w platformery bez pada wchodzi – sam sobie szkodzi) i zaczynajcie eksterminację niemilców!

Platformówka ta w średniowieczu osadzona jest. Azaliż w mowie przestarzałej prowadzona? Nie! Ekipa ze Studia Behemoth zadbała o to, by język był uniwersalny i pozbawiła wszystkich głosu. Podczas całej gry nie pada ani jedno słowo, a mimo to fabuła jest prowadzona tak jasno iż człowiek zaczyna się zastanawiać czemu wszystkie gry nie są tak robione.

Jak to w średniowieczu bywa są rycerze, którzy w zwyczaju mają balować i headbagingować do średniowiecznej muzyki folkowej, pokazując przy tym znak rozpowszechniony przez Dia. Jak to w średniowieczu bywa są księżniczki. I jak to w średniowieczu bywa: zostają porwane. Jak to w średniowieczu bywa: oczywiście my jako najdzielniejsi z całego królestwa mamy je uratować. Przy okazji pokonując złego maga, który to odgrywa rolę głównego antagonisty, otaczającego się hordą bardziej i mniej mitycznych stworzeń. Jak to w średniowieczu bywa.

Czy brak słów przeszkadza w otoczeniu całości warstwą świetnego humoru? Nie! Gra różnymi gagami i easter egg’ami wypełniona jest po brzegi, ale nie chcąc psuć zabawy nie zdradzę ani jednego z nich i zachęcam do przekonania się samemu.

Startujemy jako jeden z rycerzy. Tych mamy do wyboru czterech – zielony, czerwony, niebieski oraz pomarańczowy (jeśli zakupimy dwa DLC to dostajemy kolejnych dwóch wojowników). Już w tym momencie pojawia się bardzo miły gest od twórców – jeśli macie w swojej bibliotece BattleBlock Theater to jako kolejną z grywalnych postaci otrzymujemy Hattyego Hattingtona.

Oczywiście rycerzy celowo jest aż tylu do wyboru, gdyż jak wspomniałem, do jednej gry na jednym komputerze może siedzieć aż czterech graczy! Bez podzielonego ekranu! I tak też grać najlepiej. Wiadomo, że jak już raz zagramy w co-op’a to nie będziemy mieli ochoty wracać do tytułu w samotności. A w tym tytule niemilców w cztery osoby okłada się wyjątkowo przyjemnie.

Głównym trybem gry jest oczywiście tryb historii, w którym chodzi o ratowanie księżniczek. Jednak są też takie tryby jak arena – wybieramy wojowników (po przejściu trybu historii odblokowują nam się kolejni) i walczymy przeciwko sobie (można wybrać, że np. tylko bronią dystansową), lub jak wyścigi w jedzeniu na czas.

Skupmy się jednak na tym głównym. Zaczynamy wybiegając za księżniczkami z zamku i stawiamy czoła kolejnym falom przeciwników, którzy są coraz silniejsi, i których jest coraz więcej. Podczas każdego etapu dochodzą dodatkowo o wiele silniejsze jednostki – bossowie. Za każdego ubitego niemilca, a właściwie za obrażenia jakie mu zadamy, dostajemy punkty doświadczenia (XP), które składają się na wzrost poziomu naszego herosa.

Oczywiście z czasem punkty te zamieniają się na kolejne poziomy, a wraz z kolejnym poziomem dostajemy punkty – tym razem: umiejętności. Te możemy po każdym etapie (lub śmierci wszystkich graczy w danym etapie) przydzielić do konkretnych kategorii naszego bohatera, rozwijając tym samym jego: atak, obronę, szybkość lub magię. O ile każda z kategorii jest nam znana, tak magia jest tutaj wyjątkowa. Każda z postaci już na początku gry dysponuje określoną ilością many oraz jednym czarem charakterystycznym dla naszego żywiołu (niebieski – lód; pomarańczowy – ogień). Co określoną ilość punktów włożonych w magię dostajemy nowy czar, który zadaje więcej obrażeń.

Jednak nie na samym rozwijaniu postaci gra się opiera. Wiadomo, że gołymi pięściami raczej ciężko walczyć, dlatego też twórcy dali nam dostęp do całkiem pokaźnego zbioru broni, który musimy sami odblokować poprzez zbieranie go w trakcie przechodzenia etapów. Jakby i tego było mało, co jakiś czas trafiamy na małe zwierzątka, które po zbliżeniu się do nich, zaczynają za nami latać. Każde zwierzątko ma jakąś specjalną właściwość, jak np. bieganie w wodzie bez strat szybkości lub wyższe skakanie.

Czemu jeszcze opłaca się grać ze znajomymi? Jeśli gramy sami i umrzemy, a wszystkie mikstury leczenia się skończyły, wtedy etap jest dla nas skończony i musimy zaczynać od początku lub jednego z większych punktów zapisu mijanych gdzieś w trakcie gry. Jeśli jednak gramy ze znajomymi, bądź nawet z jednym znajomym, ten jest w stanie wskrzesić nas poprzez resuscytację.

Całość skończyłem ze znajomymi w cztery godziny. Samemu było trochę ciężej. Jednak przejście trybu fabularnego nie oznacza końca gry. Otóż po pokonaniu finalnego bossa otrzymujemy nie tylko punkty doświadczenia i różne nagrody w postaci np. grywalnych bohaterów, ale także odblokowuje nam się tryb „new game +” – „insane mode”, gdzie przechodzimy całość jeszcze raz, z tym, iż tym razem przeciwników jest więcej i są zdecydowanie silniejsi.

Warto tu dodać, iż po każdym pokonanym większym bossie, który trzyma księżniczkę, jest walka właśnie o wspomnianą niewiastę. Jest to tryb podobny do areny, z tym iż nie mamy pełnego paska zdrowia a mamy go tyle ile zostało nam z całego etapu.

Jest to tytuł zdecydowanie warty zobaczenia. Do nabycia w „czteropaku”, co ma wpływ na niższą cenę za egzemplarz. Czas potrzebny do przejścia trybu historii jest odpowiednio wyważony – nie za długi, nie za krótki. Ceny warty, pełny humoru i zdecydowanie polecany. Zapraszam więc do sklepu Steam a sam udam się na ratunek księżniczce.

POLECAM

Rating: 8.0/10. From 1 vote.
Please wait...