Jeżeli miałbym wskazać dwie serie, które nie radzą sobie z a – otwartym światem i b – liniowym światem, to wskazałbym kolejno: Assassin’s Creed i Resident Evil właśnie. Jasne: każda z nich ma produkcje, które zdają się temu zaprzeczać. Np. pierwszy Asasyn nie radził sobie bardziej ogólnie z gameplayem. Sam świat był ok. I w sumie dokładnie to samo mogę powiedzieć o np. Resident Evil VII. Super zrobiony świat – mega słaba gra sama w sobie.
Jednak nawet wspomniany RE7 nie przygotował mnie na to co zastanę w RE3. Powiem też otwarcie: nie grałem w pierwowzór. Nie mam więc porównania do klasycznej wersji. Dla mnie przygody Jill i Carlosa to zupełna nowość. I nie wątpię, że może remakiem Resident Evil 3 jest wybitnym. Pod praktycznie każdym innym względem jest to zwyczajne nieporozumienie.
Ok. Muszę to z siebie wyrzucić, więc zrobię to już teraz. Trzecia odsłona Residenta to strzelanka. I w tej strzelance, naboje nie robią przeciwnikom praktycznie nic. Celowanie zrobione jest okropnie. Trzeba stanąć, poczekać aż celownik się zejdzie, oddać strzał… I nawet, jeżeli trafiłeś idealnie w łepetynę przeciwnika… Ten nic sobie z tego nie robi i po prostu idzie dalej. Trzeba z 3-4 celnych strzałów, żeby powalić najzwyklejszego zombie. A amunicji nie ma wiele…
Mało? Przeciwnicy bywają nieśmiertelni. Nie wiem czy to tylko bug, czy rzeczywiście gra jest aż tak źle zaprojektowana, ale kiedy biegłem przez kanały i atakowały mnie rybo-stwory, zwyczajnie nie mogłem ich zabić. Nieważne, czy strzelałem z pistoletu, shotguna czy granatnika. Te wstawały i atakowały mnie dalej. Mamy więc: mało amunicji, która i tak nic nie robi i nieśmiertelnych wrogów… I pytanie: czemu ta gra jest tak trudna? Chociaż jest to nieprawda. Sztuczne utrudnianie jest zwyczajnie złym zaprojektowaniem.
No ok. Ale to nie wyszko co mam do powiedzenia odnośnie złego projektu. Lecimy więc dalej! Gdy przejdziesz jakąś niewidzialną ścianę, niemilcy zwyczajnie znikają. Uciekałem po wspomnianych wcześniej kanałach, 3 rybo-stwory biegną za mną, wchodzę na drabinę, odwracam się i poof… Pusto… Nie ma śladu po obecności kogokolwiek… Dalej! Jedne ciała sobie znikają a inne nie. Tak jak się grze zachce. Czasem zabiję zombiaka i on sobie leży i leży w tym miejscu, a czesem poof! Ciało zniknęło.
Mało? Dalej! Potwory na drugim i trzecim planie dostały po dosłownie 3-6 klatek animacji. Nie wiem… Twórcy myśleli, że tego nie widać, czy co? Serio… Tam nawet nie trzeba się przyglądać, bo widać, jak każdy stworek klatkuje. Dalej! Nemesis raz przebija się przez ścianę czy nawet sufit, tylko po to, by powstrzymały go blaszane drzwi do sklepu. Serio? Ale ej! Serio!? Brak jakiejkolwiek konsekwencji…
MAŁO!? To powiem jeszcze, że absolutnie cała gra jest zaskryptowana. Na każdym jednym kroku trafiamy na skrypty. Ja rozumiem, że liniowość itd… Ale przez dobre pół “zabawy” nie mam wpływu na to co się dzieje, bo tu się miało coś dziać i to się dziać musi. Po dosłownie każdej akcji związanej z fabułą, nagle pojawia się potwór, albo Nemesis. ZA. KAŻDYM. JEDNYM. RAZEM. Nie mam zamiaru się rozpisywać na temat tego, jak bardzo przewidywalność zabija klimat horrorów, którym niby to gra jest…
Wiem i powiem natomiast, czym Resident Evil 3 jest naprawdę. Jest k*** g****. A nawet jeszcze nie napisałem nic o tym, jak źle zrobieni są tutaj bohaterowie i jak żałosno-śmieszna jest relacja między nimi. Albo o tragicznej pracy kamery jak i bohatera, w momencie, gdy kamera staje, a postać robi jeszcze krok-dwa do przodu…
Jedyne co naprawdę błyszczy, to grafika. Chociaż i tak nie zawsze! Jeżeli ustawimy maksymalne opcje wygładzania krawędzi, grafika zwyczajnie świruje i z włosów robi siatkę olbrzymich pikseli. Dalej: jest to jednak coś, z czego naprawdę byłem zadowolony – możliwość nacieszenia oczu wybuchami, ogniem, odbiciami światła (pomimo braku ray tracingu).
I tylko i wyłącznie z tego powodu nie wystawiłem najniższej noty. Tylko, że dla efektów, lepiej jest odpalić You Tube, niż wydawać 260(!!) zł, na taki kawał złego projektu. Tutaj nawet nie tyle nie polecam, co zwyczajnie odradzam!
NIE POLECAM