Star Wars: Squadrons

To nie jest tak, że bez świata Gwiezdnych Wojen nie potrafiłbym żyć. Jednak, co by nie mówić: Star Wars’y odcisnęły na mnie swój znak i zmieniły mnie w fana. I, to że nie uwielbiam przygód Skywalkerów tak bardzo jak np. Impreatora z WH40k, nie znaczy, że seria jest mi obojętna. 

Dlatego też bolą mnie wszystkie filmy w ramach nowej trylogii. I doskwierał też brak produkcji z kategorii “gry”. Pomimo, że z tymi bywało różnie – olootboxowany Battlefront 2 nie należał do najlepszych produkcji, ale za to Fallen Order dał mi wszystko co chciałem – Squadrons’ów wyglądałem z zaciekawieniem. 

Muszę tu też zaznaczyć, że nie jestem fanem symulatorów latania. Dlatego też Star Wars Squadrons oceniam jedynie pod względem tego jak się grało i czy dostarcza frajdy czy nie. Wszystkie te szczegóły dotyczące przyspieszeń, zwrotności itd. Są zupełnie nie dla mnie… Aczkolwiek myślę, że nawet fani tego typu dzieł muszą przymykać na wszystko oko, zważywszy, że akcja dzieje się w kosmosie, więc każdy statek może się tam zachowywać inaczej. 

Przechodząc do sedna: gra jest super. Wcielamy się w pilota zarówno po stronie Imperium (eskadra Tytan) jak i Rebelii (eskadra Szpica). Siadamy przy tym za sterami prawie wszystkich ikonicznych pojazdów – nie jest nam bowiem dane pokierować unikatowymi pojazdami uniwersum, takimi jak np. Sokół Milenium. Jednak Tie, czy X-Wing’i będziemy pilotować bardzo często. 

I tak jak powiedziałem: jest super. Gameplayowo. Widać, że ktoś się starał zrobić dobrą historię, ale niestety EA przeznaczyło na wszystko za mało środków. Mamy więc klasyczne: dobro vs zło itp. Nie mogę jednak nie wspomnieć o jednej sytuacji, która kosztowała produkcję całą jedną gwiazdkę. Chodzi oczywiście o wciskanie na siłę poprawności politycznej i LGBT. Już wyjaśniam: absolutnie nie przeszkadza mi to, że ktoś tam jest czarny, ktoś tam jest kobietą a ktoś inny gigantyczną jaszczurką. Tutaj wszystko jest ok. Jednak: jedyna rozmowa o prywatnym życiu (takim domowym), jaka pojawia się grze dotyczy tego, że jeden z pilotów jest homoseksualistą. Jest to jedyny wspomniany związek w całej grze. Dodatkowo padł on podczas rozmowy bez żadnego kontekstu. A, tak o sobie gość postanowił o tym powiedzieć. No i niestety zacząłem wtedy zwracać uwagę na inne szczegóły: jedynymi wysoko postawionymi kapitanami są: dwie kobiety (jedna czarnoskóra, druga Azjatka) oraz czarnoskóry mężczyzna. Okazało się nagle, że białych mężczyzn w grze praktycznie nie ma. Jak już się jeden pojawił, to w roli antagonisty. Bardzo mi przykro, ale nie popieram tego typu propagandy. Jeżeli wszyscy mają być równi, to niech będą równi. Niestety, ale ostatnio cały świat zmienia się w folwark zwierzęcy, gdzie nagle z feministek i ruchów LGBT i BLM robi się tych równiejszych. 

Przechodząc do najważniejszego – rozgrywki – mogę powiedzieć tylko, że jest ona tak słaba jak i dobra jednocześnie. Mam tu na myśli fakt grania z zestawem VR lub bez niego. Gdy gramy po prostu na monitorze / TV, jest to zwykła nudna giereczka, która niczym nie przykuwa. Po założeniu PSVR nagle wszystko zmienia się o 180 stopni. Squadrons wygląda jakby było stworzone właśnie z myślą o VR. Kokpity statków wyglądają obłędnie. Bez problemu można wsiąknąć w świat gry – przecież nasza postać też tylko siedzi i steruje! Kosmos wygląda (he he he) nieziemsko! Z goglami na głowie naprawdę czułem się niesamowicie a sama gra dostarczała zupełnie innych wrażeń niż podczas klasycznej rozgrywki. 

Nie obyło się jednocześnie bez problemów. Z jakiegoś powodu podczas kolizji, statki się od siebie po prostu odbijają, jakby były z gumy, zamiast się zderzyć i wybuchnąć. I mówię tu nie tylko o pojazdach z tarczą ochronną, ale także spotkaniach np. Statek TIE – skała. Szkoda też, że nie można się swobodnie poruszać między misjami. Myślałem, że to tylko ograniczenie w wersji VR, ale po zdjęciu gogli było to samo. Gracz może jedynie teleportować się pomiędzy wyznaczonymi punktami. Idzie to przeżyć – tu chodzi o latanie i bitwy w kosmosie a nie zwiedzanie hangaru. To czego szkoda najbardziej to nieodpowiednie zachowanie skali. Fakt: byłem pod niesamowitym wrażeniem, gdy pierwszy raz zbliżałem się do Gwiezdnego Niszczyciela, ale gdy zacząłem w późniejszych etapach specjalnie w niego uderzać, to okazało się, że muszę być jakimś King Kongiem, ponieważ jestem wielkości ponad połowy mostka… Szkoda, że nie zostało to bardziej dopracowane. 

Za to na zdecydowany plus trzeba zaliczyć wersję językową. EA chyba nareszcie nauczyło się, że nie każdy chce grać z dubbingiem, więc bez problemu mogłem sobie włączyć oryginalne głosy + napisy. Jest to o wiele bardziej komfortowe niż słuchanie ludzi, który nie wiedzą w jakich sytuacjach ich bohater się znajduje. 

Podsumowanie Squadronsów to niezwykle ciężka sprawa… Sama gra jest na 6. Z goglami VR jest na 9. Po odjęciu błędów zostaje 8. Za wciskanie na siłę poprawności politycznej muszę odjąć kolejne oczko. Zostaje więc 7. I chyba tej wersji się będę trzymał, pomimo, że mam ochotę wystawić wyższą notę. Niestety jednak, jak już zaznaczałem, mam dosyć terroryzmu ze strony osób głoszących “równość”. Nie będę, więc popierał żadnych zach więc popierał żadnych zachowań tego typu oraz nachalnemu przekonywaniu mnie, że powinienem się wstydzić mojego koloru skóry. Właśnie takie zachowanie ze strony EA jest rasizmem. 

POLECAM

Rating: 8.0/10. From 1 vote.
Please wait...