Back To The Future

Robert Zemeckis wyjechał do nas swoim DeLorean’em w 1985 roku, rozpoczynając jedną z najlepszych serii filmów przygodowych wszech czasów. Natomiast w roku 2010 swoim DeLorean’em wyjechało do nas Telltale, dając nam jedną z najlepszych gier przygodowych wszech czasów.

Tak więc od 2010 roku mamy możliwość przeżycia jeszcze jednej, ponadczasowej przygody wraz z Marty’m oraz doktorem Emmet’em Brown’em. Tym razem jednak zamiast prawie czterech godzin zabawy dostajemy ponad dziesięć godzin świetnej, interaktywnej opowieści!

Nasza przygoda zaczyna się od bardzo dobrze znanej nam sceny, w której widzimy pierwszego podróżnika w czasie: Einsteina – psa dra Browna. Jednak historia toczy się nieco inaczej, gdyż Einstein nie wraca, a dr Brown rozpływa się…

Jak już mogliśmy się domyślić, bohaterem, w którego będzie nam dane się wcielić będzie Marty McFly. I tak jak się wszyscy spodziewają: będziemy musieli cofnąć się w czasie, aby modulując przeszłością, odbudować przyszłość!

W następstwie tego udajemy się na wyprawę do (oczywiście) Hill Valley z 1931 roku, gdzie natkniemy się na takie osobistości jak np. dziadek Marty’ego, ojciec Biffa oraz młody Emmet Brow (tym razem jego wygląd naprawdę się zmienił!!).

Nasza przygoda zostanie przedstawiona w formie przygodówki. Nie jest to typowy point&click, gdyż myszką klikamy jedynie na niektóre przedmioty, a świat przemierzamy za pomocą klawiszy WSAD.

Najnowsze tytuły Telltale przyzwyczaiły nas do „transportowania” wyborów z poprzednich epizodów do następnych. Tym razem jednak pomimo wachlarza możliwości i dialogów wyjście zawsze jest jedno.

Tak więc dostajemy pięć epizodów, z których każdy trwa od dwóch do trzech godzin, co w sumie daje nam około dziesięć – piętnaście godzin wyśmienitej zabawy przy interaktywnym filmie, który potrafił niejednokrotnie zaskoczyć zwrotami akcji. W tym jednym, który był największym zwrotem akcji w całej serii.

Zaczynamy grać i pierwsze co w nas uderza to brak polskiego tłumaczenia. Nie byłoby to aż tak wielkim problemem, gdyby nie to, że język jakim operują bohaterowie jest niezwykle ciężki. Dużo jest języka potocznego oraz naukowego (w jakim to ma zwyczaj mawiać Emmet). W dowolnym momencie zabawy możemy zapauzować grę. Nawet w trakcie filmików, które są generowane przez silnik gry (nic nie było wcześniej nagrywane i odtwarzane, poza zapowiedziami następnego epizodu, podczas napisów końcowych). W zrozumieniu wszystkiego pomaga włączenie angielskich napisów i dzięki aktywnej pauzie wpisanie trudniejszych kwestii do translatora. Jednak i tu pojawia się problem, gdyż niektórych słów translator nie jest w stanie przetłumaczyć. Jeśli znajomość angielskiego nie jest na poziomie komunikatywno-dobrym, gra nie będzie dawała radości, gdyż cała dynamika upadnie.

Skoro jesteśmy przy dynamice: od samego początku wytwarza się napięcie, które trzyma nas przed monitorem, dokładając czasem do pieca zagadki, które wymagają od nas głębszego poznania środowiska i odrobiny sprytu. Kwestii dialogowych jest mnóstwo i dzięki nim możemy poznać historię Hill Valley w większym stopniu niż ten, który widzieliśmy w filmach.

Zagadki są idealne: ciężkie do odgadnięcia a proste w rozwiązaniu. Sprawiają, że zaczynamy się denerwować i klikać na wszystko w poszukiwaniu odpowiedzi, a gdy okazuje się, że rozwiązanie było w naszym ekwipunku zanosimy się śmiechem z mocy prostoty emanującej z sytuacji. Jest to niesamowicie wielki plus dla przygodówek, ponieważ przyciąga i rozgrzewa ciekawość oraz oczekiwanie na następny, mały quest. Muzyka tak dobrze znana nam z filmu, puszczana w bardzo odpowiednich momentach, dolewa tylko oliwy do ognia jeszcze bardziej rozniecając w nas ogień przygody.

Jedyny problem jest tu, że czasami trudniejsze z zagadek podawane nam są w kulminacyjnych momentach przygody. W momencie, kiedy serce przyspiesza, źrenice się rozszerzają, my czujemy DeLoreana pod palcami i wiatr czesze nam włosy, cała magia zaczyna ustępować na rzecz frustracji, ponieważ kolejną minutę badamy to samo miejsce w poszukiwaniu wskazówek a nasza synchronizacja z Marty’m zaciera się coraz bardziej.

Bardzo dużą zaletą gry jest możliwość ustawienia stopnia podpowiedzi. Nie jestem fanem gier, które podają nam wszystko na srebrnej tacy, więc poziom moich podpowiedzi był ustawiony na minimum. Jednak to nie znaczy, że nie byłem zmuszony sięgnąć po małą pomoc. Tu wyłania się bardo dobra cecha gry, a mianowicie to, że gra nie prowadzi na siłę za rękę. Ustawiłeś sobie minimalny poziom? Więc nie oczekuj, że podamy ci odpowiedź…

Jest kilka „poziomów” podpowiedzi. Od 1 do 4 (na najniższym ustawieniu). „Poziom” pierwszy zazwyczaj przypomina nam jakiś kontekst. „Poziom” ostatni natomiast podaje nam pół rozwiązania. Jednak za każdym razem wygląda to jak: „Kowalski wspominał o truskawkach, które rosły w ogrodzie” i kiedy idziesz do ogrodu widzisz, że niedaleko jest coś co jest skojarzone z jedną z postaci, od których dostaniesz informacje (jest to oczywiście wymyślony przykład, a nie część gry, gdyż nie chcę spojlować).

Nie uważam, że grafika jest najważniejsza w grach, ale Telltale kolejny raz popisało się swoim kunsztem malarskim, dając swoim pędzlem życie wszystkim obiektom, miastu i postaciom. Dopiero po przejściu gry i ponownym włączeniu filmów czujemy jak bardzo dobrą robotę wykonali graficy. Kolory są żywe, niebo ma różne odcienie niebieskiego a cienie dzielnie trzymają się naszego bohatera. Podczas włączania gry ten świat wyglądał jak obraz, który został mi w głowie po oglądaniu filmu z dzieciństwa. Skoro wyglądał tak dobrze, to znaczy, że wyglądał o wiele lepiej.

Jednak nie z samych plusów gra się składa. Czasem w generowanych filmikach postaci teleportują się. Jak to wygląda: podchodzę do plakatu, wchodzę z nim w interakcję i nagle obok mnie pojawia się postać… Moja postać się przemieszcza a towarzysząca mi pojawia się zwyczajnie w innym miejscu. Nie jest to na szczęście częste, ale zdarza się.

Bywały także momenty (tylko w pierwszym epizodzie), kiedy podchodziłem do postaci i zaczynałem z nią rozmowę … o rzeczy, której jeszcze nie miałem, a Marty twierdzi, że miałem… Niestety ale psuło to zabawę, lecz nie zdarzało się to też często.

Bardziej irytującym błędem, niż znaczącym dla rozgrywki jest błąd sprawiający, że podczas generowanych scen postacie mówią, a nie ruszają ustami. Z innej strony, tym razem troszkę przeszkadzającym w rozgrywce, był błąd odpowiedzialny za wyświetlanie napisów. Otóż słychać dialog, lecz napisy się nie wyświetlają, utrudniając tym samym zrozumienie i tak ciężkiego już języka.

Jak widać gra ma plusy i minusy. Jednak ma coś, co posiada niewiele tytułów. Klimat. Telltale udowodniło już niejednokrotnie, iż są mistrzami przygodówek, a Back To The Future The Game jest kolejnym wielkim dziełem, podczas którego często zapominałem o recenzowaniu gry i stawałem się Marty’m uwięzionym w czasie. Nierzadko bywało tak, że siedziałem wpatrzony w monitor i na głos nuciłem przewodnią melodię tak dobrze znaną z filmu.

Gra jest obowiązkowym tytułem dla wszystkich fanów gier przygodowych a także obowiązkowym tytułem dla wszystkich fanów Powrotu Do Przyszłości. Wiem, że sprawa jest ciężka, ale wielki szkocie… Do zobaczenia w przyszłości! … Albo przeszłości … … … Gdzieś w czasie!

POLECAM

[yasr_multiset setid=0]

Rating: 10.0/10. From 1 vote.
Please wait...