I właśnie takich tytułów aż chce się więcej! Jako wielki fan produkcji kooperacyjnych, nie mogłem przejść obok premiery A Way Out obojętnie. I nie będę tego ukrywał: twórcy zaskoczyli mnie zarówno gameplayem jak i historią. Ta może nie jest super wysokich lotów. Jednak jest na tyle ciekawa, że nie można się od niej oderwać.
Kolejna sprawa, jak już wspominałem niezliczoną ilość razy: w co-opie wszystko jest lepsze. Więc kiedy dostajemy dobrą grę, to staje się ona jeszcze lepsza tylko dlatego, że jest obok ktoś z kim razem śmiejemy i bawimy się tak w grze jak i poza nią.
Historia opowiada o dwóch więźniach, którzy postanowili, że nie będą marnować swoich żywotów za kratkami, tylko uciekną i skonfrontują się ze swoimi „problemami”. Przez całą długość produkcji (około 6 godzin), mamy więc podzielony ekran, który powiększa się na stronę jednego z protagonistów, kiedy ten ma jakąś ważną dla fabuły rozmowę.
Całość jest niesamowicie pomysłowa – mowa zarówno o historii jak i o etapach. Raz musimy bawić się w skradanie po krzakach i atak znienacka. A raz jedziemy na motorach czy prujemy z karabinów. A raz zwyczajnie uciekamy przed siebie na złamanie karku. Bardzo fajnie, że miejscami mamy opcje wyboru – jak daną sytuację rozwiązać. Przejść przez most i próbować ominąć strażników? Czy może wjechać na most autem i zostawić ich daleko w tyle? Decyzja zależy od nas.
Jeżeli miałbym wskazać na coś co mnie rozczarowało, to byłoby to zakończenie. Niestety, ciężko jest o tym pisać, by nic nie zdradzić. Więc powiem tylko, że twórcy podjęli najgłupszą z możliwych decyzji dotyczącą zakończenia. I na dodatek zmuszają nas, akurat tam, do podążania ścieżką, którą oni sobie wymyślili, pomimo, że na zdrowy rozsądek wiemy, że można przecież inaczej.
Jednak pomijając ten etap – tytuł warty czasu i pieniędzy. A, jeżeli dobrze pamiętam, to nawet zawiera się w abonamencie od EA, więc przy okazji można ograć jeszcze inne ciekawe produkcje w ofercie Elektroników.
POLECAM