Alien: Isolation – Last Survivor

Niezbyt często piszę recenzje dodatków czy innych DLC. Zazwyczaj, gdy kupuję grę, to wszystkie DLC zostały już wydane i wtedy recenzja zawiera ich opis; gra ich nie ma wcale; są na tyle nieatrakcyjne, że nie mam zamiaru ich kupować; bądź zwyczajnie nie chce mi się na nie czekać i gram już w następne produkcje z mojej listy. 

Tym razem, korzystając z dobrego serduszka pana Epic, udało mi się przytulić dodatek do gry Alien Isolation – grze, którą oceniłem 9/10. Szybko więc pobrałem cały pakiecik i wcieliłem się w skórę legendarnej Ellen Ripley. 

Last Survivor należy przy tym przechodzić z lekkim przymrużeniem oka – wydarzenia są bowiem sprzeczne z tymi znanymi z filmowego oryginału. Nie przeszkadza to jednak w tym, żeby dobrze się bawić. 

A przez “dobrze się bawić” mam na myśli: zamknąć się w szafce i nie wychodzić przez 30 minut. Bo… Tak właśnie zrobiłem… Okazało się, że powrót po latach do tak dobrego horroru zadziałał na mnie mocniej, niż mógłbym się spodziewać. Grając w Isolation niejako przywykłem do obecności Obcego. Wiedziałem jak poznać gdzie jest i gdzie się pojawi. Tymczasem teraz, miałem problemy nawet z przypomnieniem sobie sterowania… Co tylko zwiększyło uczucie bezsilności. 

W ten prosty sposób rozciągnąłem grę, z 20 minut (w jakich rzeczywiście można zobaczyć ekran końcowy) do ponad godziny. Tak czy siak: było warto. Coraz mniej gier dostarcza mi tak pokaźnej ilości emocji. Może jest to spowodowane tym, że gram od naprawdę wielu lat… A może tym, że zwyczajnie jakość produkcji jest coraz niższa (koszt rozciągnięcia czasu jaki trzeba w nich spędzić – na ciebie patrzę Ubisoft)… 

Tak czy siak: darmo to uczciwa cena! Cieszę się, że mogłem raz jeszcze bawić się w kotka i myszkę z ksenomorfem. I to spotkanie aż natchnęło mnie do ponownego powrotu na pokład Nostromo, jednak tym jazem w roli widza przed telewizorem. 

POLECAM

Rating: 9.0/10. From 1 vote.
Please wait...