Animal Crossing: New Horizons

Ojej… Nie jestem fanem Stardew Valley czy innych produkcji tego typu. Potrafią zwyczajnie zjadać za dużą ilość czasu, nie dostarczając tak naprawdę uczucia postępu. Ale Animal Crossing: New Horizons to zupełnie inna historia… 

Głównie dlatego, że ma najgłupszy system, jaki można było grze dać – czyli powiązać ją z rzeczywistym czasem. Nie zrozumcie mnie źle: samo takie łączenie nie byłoby złe, gdyby nie to, że w AC mam wyznaczone np. Konkretne godziny na jakąś aktywność. I weź teraz wstań w środku nocy (tej rzeczywistej), bo musisz złapać rybę. 

I tak naprawdę, to jedyny zarzut jaki mogę postawić. Założenia są ok: Tom Nook (swoją drogą gość jest bardziej filantropem niż tyranem i nie rozumiem czemu ludzie tak wieszają na nim psy) wysyła nas na wyspę, na której mamy zbudować miasteczko i spłacić kredyt. 

Możemy budować, kupować, sprzedawać różne dobra itd. Udźwiękowienie oraz grafika są super (jak na Nintendo). Jednak: to jest zwyczajnie nudne. I tak, jak np. Planet Coaster, a może nawet bliżej: Minecraft – potrafiły mnie wkręcić na setki godzin, tak New Horizonz męczył mnie już po kilkudziesięciu minutach. 

I naprawdę wiem, że twórcy chcieli dobrze, ale nie po to uciekam do wirtualnych światów, żeby traktować rozrywkę jak pracę. To ma być mój mile spędzony czas. I kiedy chcę iść złapać tą rybę to mam mieć taką możliwość. Wiem, że to trochę pretensjonalnie brzmi, ale zapłaciłem za zabawę a nie więcej obowiązków. To nie jest jakaś mobilka z mikrotranzakcjami ale pełnoprawna gra. 

I tak naprawdę, jak wspomniałem, duży zarzut jest tylko jeden… Ale skutecznie zepsuł mi całkowicie frajdę. 

NIE POLECAM

Rating: 2.0/10. From 1 vote.
Please wait...