Jeśli zaskoczeniem był Portal, gdzie już jednej z pierwszych scen widzieliśmy samego siebie z dziury w ścianie, a wraz z rozwojem gry tempo nie spadało, tak ciężko jest nazwać to co spotyka nas tutaj, gdyż wydawać by się mogło, iż twórcy mają za nic chociażby prawa logiki.
Nie uświadczymy tu przeskakiwania przez kolorowe obręcze, ani jak w Pray’u – chodzenia po suficie, czy ścianach. Jednak w tym tytule jest coś, co sprawia, że włos na karku się jeży, a my zupełnie tracimy poczucie tego, gdzie jesteśmy.
Grę zaczynamy w dziwnym, sześciennym pomieszczeniu. Widzimy jedynie wzmiankę o podróży, na przeciwległej ścianie kwadracik z napisem „Click here”, po prawej od ♥♥♥♥♥ szybę za którą jest wyjście i naprzeciwko niej panel opcji. Tak więc nie wiemy nic.
Już tutaj warto zaznaczyć, iż sprawa menu została świetnie rozwiązana, gdyż panel opcji na dobrą sprawę jest częścią gry i ustawienia wybieramy będąc w grze i klikając w odpowiednie miejsca na ścianie.
Sama rozgrywka opiera się na przechodzeniu z jednego pomieszczenia do następnego, w stronę wyjścia. Jednak pomimo tego, jak banalnie to brzmi, gra taka banalna nie jest. Często i gęsto trafiamy na pomieszczenia/przeszkody – wyzwania, które wydają się nie do przejścia, ze względu na swój poziom skomplikowania i wymagają od nas wzmożonej pracy szarych komórek. Jeśli miałbym nazwać tę grę jednym słowem, to użyłbym słowa paradoks, gdyż niejednokrotkie musimy stać i iść. Jednocześnie.
Warto odrazu zaznaczyć, iż nie ma tu przeciwników. Jedyne z czym musimy się zmierzyć to z własną inteligencją, która staje przez coraz trudniejszymi wyzwaniami. Poza zwykłymi, po pewnym czasie dochodzą takie z malutkimi sześcianikami, które w wcześniejszo-późniejszym etapie gry będziemy mogli przestawiać, czy zabierać ze sobą.
Wiem, jak dziwnie brzmi „wcześniejszo-późniejszy”, lecz użycie takiego sformułowania jest konieczne, gdyż tytuł da się przejść na bardzo wiele sposobów. Nawet poszczególnych wyzwań zazwyczaj nie musimy rozwiązywać na jeden sposób. Przykładowo: z klocków możemy zrobić sobie schody lub windę… Jest także pełno innych rozwiązań, których zdradzać nie chcę, gdyż nie lubię psuć zabawy innym.
Warto napomnieć, iż jeśli do jakiegoś pomieszczenia nie możemy się dostać, to warto się cofnąć i spróbować z innej strony, gdyż możliwości jest pełno. Ogranicza nas jedynie własny umysł. Dodatkowo całość da się ukończyć w niecałe czternaście minut. Tak, tylko czternaście minut! Jednak wiąże się to z dobrą znajomością zasad i pomieszczeń gry, lub z wielkim szczęściem.
Kolejnym z przyjemniejszych motywów występujących w tytule, jest system podpowiedzi. Otóż są to tabliczki, z jakimś rysunkiem. Po kliknięciu na nie pokazuje nam się mała podpowiedź, ubrana w bardzo ładne słowa. Jednak: podpowiedzi te, dawane są dopiero po wykonaniu zadania.
Mnie osobiście – kojarzy się to z lekcją życia, jaką rodzic daje dziecku. Jeśli czegoś nie odkryjemy samemu, to nie pozostanie nam w pamięci i szybko się ulotni. Jeśli jednak włożymy w coś wysiłek i postaramy się to zrozumieć, to najpewniej będziemy do tego wracali latami. świadomie, bądź nie.
Niestety przed błędami technicznymi nie sposób się uchronić. O ile sama gra broni się bardzo dobrze i bugów trzeba na siłę szukać (np. ustawianie klocków w miejscach, gdzie za chwilę pojawią się klocki białe i przenikanie się tekstur), tak jeszcze przed rozpoczęciem gry, ma się ochotę odpuścić.
Antichamber instalowałem trzykrotnie i dopiero przy ostatnim podejściu się udało. Pierwsze dwa razy kończyły się błędem instalacyjnym lub błędem związanym z kompatybilnością. Instalowałem na Windowsie XP, więc już po przejściu chcąc sprawdzić, jak będzie się zachowywała na innych systemach, zainstalowałem (a raczej próbowałem) na Windowsie 7 i Mac OS X’ie 10.6. W pierwszym przypadku gry nie dało się zainstalować, w drugim odpalić.
Wracając do Windowsa XP: już po pomyślnej instalacji i wejściu do komory parokrotnie zdażyło się, iż zostałem odesłany do pulpitu. Nie zdarzało się to często, jednak w początkowych fazach gry miałem tak dwa bądź trzy razy. Przyznam się, iż przy ostatnim miałem ochotę odejść od komputera, bądź włączyć coś innego.
Czemu takie nagłówki? Chociażby po to, by nakłonić do gry w Antichamber i odkrycie samemu. Jak już wspominałem – jest to tytuł, który można przejść w czternaście minut. Ja w tym świecie spędziłem jednak ponad dziesięć godzin!
Generalnie nie chodzi tu, o dotrwanie do końca, a o sprawdzenie samego siebie. Za punkt honoru obrałem sobie odkrycie wszystkich pomieszczeń. Nie było łatwo, ale satysfakcja jest wielka. Tymbardziej, iż do niektórych pomieszczeń jest ciężej się dostać, gdyż są to specjalne, bonusowe pomieszczenia, w których np. widać, jak rozwijała się gra. Jak powstawał pistolet, jak wyglądają bloczki i jeszcze wiele innych, których nie wymienię, gdyż zwyczajnie nie chcę spojlować.
Bardzo polecam i zachęcam do gry, gdyż pomimo grafiki (która jest prosta, ale bez niedoróbek – moim zdaniem – pasuje do klimatu), jest to tytuł zdecydowanie wybitny.
POLECAM