Jak już napisałem wcześniej: postanowiłem sobie, że przejdę całą serię Assassin’s Creed. Teraz do tytułów gier ukończonych mogę dopisać AC2 razem z dodatkami: Brotherhood oraz Revelations. Są to części, które bardzo dobry kolega, fan serii, polecał mi już od dawna. I zawsze wiedziałem, że mamy nieco inne gusta, więc muszę brać na jego słowa poprawkę… No i miałem rację…
A! I czemu pisze o 2 + dodatki w jednym wpisie? Bardzo proste: to ta sama gra. Różnice między tymi odsłonami są tak znikome, że zwyczajnie szkoda mi czasu, na pisanie różnych materiałów na temat tego samego potworka.
Bo właśnie tym jest druga odsłona, wbrew pozorom, przygód Desmonda. I tak jak zaznaczałem przy recenzji prequela – kontynuacje są bliźniaczo podobne. Wszystko co zarzucałem produkcji z Altairem, mógłbym teraz zarzucić tej z Ezio. Różnice, to miejsce i czas akcji. Tym razem przenosimy się do Włoch i czasów Leonarda Da Vinci. I szczerze: wydawało mi się to lepszym i ciekawszym wyborem niż uprzednio. Ale szybko przekonałem się, że każda minuta będzie okropna, przez niesamowicie sztucznie udawany akcent każdego z aktorów głosowych… Moje uszy praktycznie krwawiły podczas każdego jednego dialogu… Byłem tak zdesperowany, że nawet szukałem polskiego dubbingu… niestety nie udało mi się go odnaleźć i musiałem męczyć się z wersją oryginalną.
Czemu się męczyć? I tutaj odsyłam do recenzji AC1. Te same zarzuty. Powtarzalność i nuda. Eskortowane osoby chodzą za wolno. Misji z kradzieżą czy dostarczeniem czegoś jest milion… Zabijanie i walka nie dają satysfakcji. Są nudne, powtarzalne i “wciśnij X by wygrać”. Jakby tego było mało, to nawet fabuła jest bezsensowna. Nie będę jednak tutaj zdradzał szczegółów.
Przechodząc do podsumowania. Gdy gadałem z kumplem już po ukończeniu Assassin’s Creed 2, i po tym jak wymieniłem mu wszystkie moje zarzuty wobec tej produkcji… nie zgodził się i dalej mówił, że to najlepszy Asasyn. Jakiś czas potem stwierdził, że musiał odpalić grę by samemu się przekonać… I przyznał mi rację… Jednak nie było tak fajnie jak pamiętał… I niech właśnie to będzie tutaj najlepszym argumentem.
NIE POLECAM