Włączając Batmana Arkham Asylum opanowała mnie wielka radość z faktu, iż ktoś nareszcie zrobił dobrą grę o superbohaterach. Poprzeczka została ustawiona naprawdę wysoko i żaden podobny tytuł nie był w stanie jej przeskoczyć. Aż do Arkham City.
Ponownie wcielamy się w Mrocznego Rycerza. Jednak tym razem, poza niewielkim obszarem wyspy Arkham, mamy do dyspozycji ładny kawałek miasta, po którym możemy się przemieszczać na pieszo, bądź z użyciem haka i peleryny. W porównaniu z poprzednim tytułem: wszystkiego tu więcej: więcej znajdziek, zagadek, misji pobocznych. Ale co w tym najlepsze: więcej w tym przypadku znaczy też lepiej.
Poza samą fabułą (która swoją drogą, nie była wybitna, ale angażująca i sporo lepsza niż w poprzedniej części), mamy tu pełno misji pobocznych, które nie mają na celu wymusić na graczu spędzenia dodatkowych godzin przy tym tytule, ale oferują naprawdę ciekawe dopełnienie dla nienasyconych.
Warto zaznaczyć, iż nie jest to też tytuł jednej sztuczki. Każda z misji pobocznych znacząco się od siebie różni. Nie ma przedmiotu w ekwipunku, który byłby jakoś częściej używany (poza linką podczas latania). Z przeciwnikami dalej tańczymy w brutalnym balecie, dodatkowo mając możliwość pokonania ich na różne sposoby.
Nie ma co tu więcej pisać. Jeżeli uważasz, że poprzednia część była dobra, to na 100% nie będziesz żałował gry w Arkham City.
SPOILER
Osobiście uważam walkę z Ra’s al Ghul za najlepszą walkę z bossem kiedykolwiek.
POLECAM
EDIT: Dopiero po latach byłem w stnie docenić walkę z Mr Freezem. I to zdecydowanie właśnie walkę z nim uważam, za najlepszą.