Zanim zacznie się zdziwienie spowodowane pozytywną oceną, przy tak źle zrobionym tytule, napomnę: mam 970, 16 GB RAM’u i Intela 2500K. Co za tym idzie: podczas gry nie miałem nawet jednego momentu przycięcia. Nie oceniam więc tej gry za to, czy jest dobrze napisana oraz czy kod jest zoptymalizowany, tylko to jak dobrze mi się w nią grało.
A grało mi się w nią rewelacyjnie. Pomijam fakt, iż jest to zdecydowanie najlepsza część serii Arkham. To jedna z najlepszych gier, jakie przeszedłem w życiu. Sam się sobie dziwię, że tak często do niej wracam, robię fabułę jeszcze raz i bawię się w wyzwania, pomimo, że ukończyłem tytuł w 100%. Łącznie ze złapaniem Riddlera.
Graficznie, jak przy każdej części serii Arkham od Rocksteady, widać fajerwerki. Niesamowita dbałość o detale. Dużo elementów, które można zniszczyć. Brud i zarysowania na kombinezonie, czy Batmobilu. Nie grałem w inną grę, w której tak wyraźnie byłoby widać przejścia naszego bohatera na nim samym.
Jak zwykle też: nie ma fajerwerków fabularnych. Jest pełno dziur i niedomówień. Wiele możemy się domyślać. Jednak sam obraz zmian psychicznych następujących w Batmanie, jest krótko mówiąc: REWELACYJNY! Nie jest to wejście do głowy głównej postaci, takie jak w To The Moon, gdzie gracz stawał się obserwatorem wydarzeń z przeszłości. Nie. Tutaj wszystko dzieje się w głowie protagonisty, a efekty tych zmian widoczne są przed naszymi oczami, wyraźne do tego stopnia, iż ciężko czasem je odróżnić od rzeczywistości. Uważam, iż jest to jeden z najlepszych elementów gry – możliwość co naprawdę dzieje się w głowie Batmana i co podpowiada mu jego diabeł stróż.
Odnośnie samej rozgrywki – znów mamy możliwość okopaniu paru twarzy, w nieziemsko przyjemnym balecie przemocy. Z tym, iż w odróżnieniu do poprzednich części, tutaj możemy używać broni przeciwnika (oczywiście tylko białej), bądź wykorzystywać elementy otoczenia! To jeszcze nic! Jeżeli obok nas jest Nightwing, bądź Kobieta Kot, możemy w dowolnym momencie gry, zmienić się z nimi miejscami, a nawet robić wspólnie finishery! Całość nabiera takieto tempa, iż po niektórych trudniejszych starciach, trzeba odczekać chwilkę, aby dotarło do nas to co właśnie się na ekranie stało.
Nie tylko z innymi bohaterami DC możemy współpracować. Czasem, w wykańczaniu przeciwników pomaga nam Batmobil, strzelając do nich specjalną amunicją ogłuszającą. O ile samym pojazdem, jeździ się naprawdę przyjemnie i szybko, to jest go zdecydowanie za dużo. Ok – podczas jazdy jest naprawdę super. Można używać dopalaczy, skręcać na ręcznym, a nawet zmieniać się w „Batczołg”. Jednak, gdy dostajemy parę misji po sobie, gdzie musimy odbywać jakieś wyścigi, albo znów walczyć z jakimiś dronami, właśnie za pomocą „Batczołgu” – można odnieść wrażenie, że nie gramy w Batmana a w Word Of Tanksowy spin-off. Reasumując – o ile nie mam zarzutów do samego Batmobilu, o tyle do częstości jego używania już tak. Chciałbym sam decydować, czy go użyję, czy nie, a nie być do tego zmuszanym.
Rozumiem niskie oceny tego tytułu. Sam widząc jak on działa na komputerze brata, przestałem być zaskoczony faktem wielkiej fali krytyki. O ile nawet na niskich wymaganiach i w 30 klatkach da radę grać, o tyle w 10 już niestety nie, gdyż robi się pokaz slajdów zamiast gry. Pomimo, iż mam świadomość, że ostatecznie gra jest zrobiona źle, nie mogę jej nie polecić, gdyż bawiłem się przy niej zbyt dobrze. Do tego stopnia, iż uważam ją za jedną z najlepszych gier mojego życia. Jeżeli więc macie wystarczająco mocne kompy – polecam brać na ślepo. Jeżeli nie – polecam nie psuć sobie imienia Batmana.
I na zakończenie – to nie błąd Rocksteady a WB. To WB. kazało innemu studiu robić port PC. Tyle w temacie.
POLECAM