Beat Saber

Beat Saber jest produkcją, która śmiało może być nazwana następcą Guitar Hero czy Rock Banda. Niestety, ale wspomniane legendarne serie nie otrzymują już tyle uwagi, na ile zasługują. A że rynek nie znosi próżni, to w ich miejsce wskoczyła inna rytmiczna produkcja. 

Różnica jest taka, że zamiast plastikowej gitary czy perkusji, musimy zainwestować w zestaw gogli VR i kontrolery ruchowe. Cała reszta jest niesamowicie podobna: tu i tu trzeba trafić określone znaczniki w odpowiednim czasie. I o ile w przypadku zabawy w rockmana, mieliśmy 5 “strun”, tak w Beat Saber mamy jedynie dwa rodzaje bloczków do trafienia, a właściwie przecięcia – świetlnym mieczem. 

Czy to czyni grę łatwiejszą? No nie do końca. Twórcy postanowili bowiem wykorzystać zalety gogli VR – więc często i gęsto musimy kucać czy robić inne uniki a czasem i uważać, by przypadkowo nie trafić mieczem bomby. No i same bliczki trzeba przecinać w odpowiednią stronę. 

Czy to się sprawdza? Jeszcze jak! Jest dynamicznie i intensywnie. Oczywiście można się wyuczyć wszystkich sekwencji na pamięć, co jest konieczne do masterowania utworów na najwyższych poziomach. Jednak do zwyczajnie przyjemnej zabawy wystarczy easy lub normal. 

Pojawia się tutaj niestety pewien zgrzyt… Rozchodzi się o to, że Beat Saber na “zwykłym” PS4, bądź wersji Slim… Zwyczajnie nie daje rady… Najprościej jak się da: są opóźnienia. Ciężko powiedzieć czy wyłapywania ruchu czy brak synchronizacji na linii audio-obraz… Niestety: coś ewidentnie nie działa. A wiem co mówię, bo miałem przyjemność zagrać u znajomych, którzy posiadają wersję Slim właśnie i nie raz i nie dwa okazywało się, że gra działa “poprawnie” jedynie w paru miejscach w pokoju – i to jeszcze różnie w zależności od utworu… 

I teraz przechodzimy do pytania: skoro gra jest fajna itd… To, dlaczego recenzuję ją po gierczeniu u znajomych a nie moim PS4 Pro? Otóż dlatego, że… Beat Saber nie posiadam. Co więcej: nie zamierzam kupować… Jak bardzo sam pomysł nie byłby świetny, tak niestety lista utworów jest, dla fana muzyki ambitniejszej: żałosna… 

I nie zrozumcie mnie źle: to jest całkowicie kwestia gustu. “Jeden lubi jak mu cyganie grają a inny, jak mu skarpetki śmierdzą” – i to jest całkowicie ok. Ja lubię muzykę, w której czuć emocje. Gdzie jest zróżnicowanie w brzmieniu i instrumentach. A jeszcze jak linia melodyjna jest zaskakująca i nieoczywista, ale przy tym przyjemna, to już całkiem rewelacja… Jednak Beat Saber, to najprostsza elektroniczna łupanka (z paroma wyjątkami). I to też jest ok: dzięki utworom, w których jest bardzo wyraźnie ukazana sekcja rytmiczna, łatwiej jest “wsiąknąć” zwykłemu Kowalskiemu. 

Jednak niestety: dla mnie jest to po prostu zbyt mało atrakcyjne oraz interesujące. Ba: przy wielu kawałkach zwyczajnie się męczyłem. To tak jakby statystycznemu słuchaczowi radia puścić nagle Black Metal. Jeżeli da radę przesłuchać jeden utwór w całości, to i tak raczej nie uzna tego za przyjemnie spędzony czas. 

Oczywiście można powiększyć bibliotekę o muzykę z ciut innych gatunków. Za pieniądze. A i tak wyboru nie ma zbyt wiele. Linkin Park. Imagine Dragons. Green Day… I to w sumie tyle z tych najbardziej znanych. Tak czy siak, gdybym miał to kupić dla siebie, to już nie jest to koszt samej gry, ale także i dodatków – dopiero wtedy mógłbym się jakoś bawić. 

Sprawa wygląda nieco inaczej w przypadku wersji Steamowej. Tam bowiem, dzięki warsztatowi, można pobrać masę utworów przygotowanych przez społeczność. Rasputin – jasne. Iron Maiden – oczywiście! I to wszystko w cenie gry. I taki zakup ma sens. Jednak: sam zestaw VR, jak i komputer, który go uciągnie, to już zupełnie inny temat i koszt. 

I najbardziej jest mi szkoda właśnie tego, że oryginalna biblioteka jest tak uboga. Bo naprawdę wystarczyłoby parę utworów z różnych gatunków, żeby przyciągnąć dużo większą grupę odbiorców. Ba! Sam wyczekuję dnia, w którym może zdarzy się jakiś cud i autorzy uznają, że jednak dorzucą przynajmniej jakiegoś rocka. Z pewnością tego samego dnia Beat Saber powędruje na mój dysk.

POLECAM

Rating: 7.0/10. From 1 vote.
Please wait...