Może stwierdzenie “uczulenie na japońszczyznę” jest w moim przypadku zbyt mocne, jednak: nie mija się aż tak bardzo z prawdą. O ile seria Ace Attorney ma u mnie w serduszku szczególne miejsce, a pierwsza część wspomnianej serii to bezsprzeczne 10 na 10, to na przykład seria Yakuza odrzuciła mnie z miejsca przez “pajacowanie”.
I to właśnie nie styl graficzny mnie zniechęca do produkcji japońskich, ale właśnie pajacerstwo. Wymuszone sztuczne akcenty… Dziwne zachowania… Darcie japy w miejscach publicznych itd… Zwyczajnie nie jestem w stanie tego przełknąć.
Catherine jest gdzieś pomiędzy naprawdę dobrą historią a pajacerstwem właśnie. I o ile praktycznie każda z postaci jest napisana dobrze, tak główny bohater musi od czasu do czasu mieć jakieś odpały. Jednak: jest to do przełknięcia. Protagonista – Vincent, nie zachowuje się jak idiota co chwilę, tylko dosłownie parę razy i to zazwyczaj w sytuacjach, które rzeczywiście mogłyby przyprawić niejedną osobę o zawał serca.
O samej grze na pewno każdy już słyszał – nie jest to nowość a jedynie odświeżone wydanie na PC niegdyś ekskluzywnej gry Sony. Nie będę więc tracił miejsca na ogólny opis, tylko przejdę bezpośrednio do tego co i jak.
Więc: zupełnie nie rozumiem stylu w jakim gra jest zrobiona. Jest to dla mnie absolutnie bezsensowne. Raz widzimy ręcznie rysowane animacje a parę sekund później historia już jest przedstawiona w cutscence na silniku gry. Nie mam pojęcia czemu to zostało tak podzielone, jednak niszczy to obraz spójnej całości i zmniejsza immersję.
Gameplay: nie jest skomplikowany, ale bardzo szybko nuży i frustruje. Cała grywalna część Catherine polega na przesuwaniu bloczków i wspinaniu się na nie, by dotrzeć na szczyt wieży. Ot taka prosta gra logiczna. Poziomów niestety jest zdecydowanie za dużo i bardzo szybko przytłacza nas nuda i powtarzalność.
Historia natomiast porwała mnie zupełnie. Gra opowiada bowiem o młodym człowieku, który zaczyna wchodzić w dorosłość. Staje przed ważnymi decyzjami z punktu widzenia całego życia oraz związku z drugą osobą. Pokazuje zagubienie i strach przed wejściem w nieznane. Jest to więc temat ciężki, który dotyka każdego w pewnym momencie życia. Tym bardziej szkoda, że potencjał został tak niesamowicie zmarnowany i ograniczony do wyboru zero-jedynkowego. Pociągnij jedną dźwignię. Prawo albo lewo. Tyle. Wszystkie te odcienie szarości – cały ten trud dorosłości zamknięty w prostym odpowiedź 1 albo 2.
I jakbym miał opisać Catherine Classic jednym zdaniem, to powiedziałbym to tak: dobra historia, zrobiona przez ludzi, którzy nie mieli pomysłu na dobrą grę. Tak jak wspomniałem: opowieść jest intrygująca i nieoczywista (przynajmniej do pewnego momentu). Sam gameplay jest niestety powtarzalny, nudny, powtarzalny, bezsensowny w kontekście opowieści, powtarzalny, płytki i powtarzalny. Polecam jak najbardziej – jednak – jedynie historię. A do tego wystarczy odpalić YouTube – co też radzę.
POLECAM