Crash Bandicoot 4: Najwyższy czas

Jak wskazuje nazwa, gra Crash 4 Najwyższy Czas, będzie opowiadała o czasie. A dokładniej o pewnych zawirowaniach z czasem.  Okazuje się bowiem, że czasoprzestrzeń jest zagrożona i ponownie musimy podjąć kroki by zapobiec kataklizmowi. 

Wcielimy się raz jeszcze w najbardziej znanego jamraja świata i wyruszymy w kolejną podróż. Tym razem pomiędzy światami. Jednak nie każdemu kataklizmowi uda się zapobiec… Bo tym największym jest sam fakt, że ta gra się ukazała. 

I nie zrozummy się źle: nie mam tutaj na myśli tego, że część 4 ogólnie się ukazała. Jeszcze podczas zapowiedzi bardzo się cieszyłem i czekałem na premierę. Boli mnie to, że to nie jest Crash Bandicoot. To jest Dark Souls w kolorowej oprawie. 

Rozumiem czemu Dark Souls może się podobać. Ale wierzcie mi: kiedy mam ochotę grać w Dark Souls, to włączam Dark Souls. A kiedy mam ochotę na luźną platformówę po godzinach pracy, to liczę na to, że Crash 4 właśnie taki będzie. 

I do pewnego momentu taki jest… Dobre pół gry, to naprawdę, miejscami, fajna zabawa. Nie raz i nie dwa czułem się, jakbym znów grał w Crasha 3 – moim zdaniem – najlepszą odsłonę serii. Ale równie często zastanawiałem się “czemu ktokolwiek miał tak źle projektować ten poziom”… Czuć bowiem, że wiele lokacji stworzonych zostało z konieczności a nie serca. Bo jest moda na tworzenie długich gier… Więc zrobiono tutaj bardzo rozległe poziomy. Oczywiście kosztem zabawy. Najzwyczajniej w świecie: męczyłem się gdy poziom nie kończył się tam gdzie powinien i jeszcze trwał bo przecież twórcy mieli “tyle super pomysłów”. Szkoda tylko, że nie na zabawę a na zjadanie czasu. 

Dodatkowo wspomniany już poziom trudności. Doszliśmy do tego momentu, gdzie przestało się grać przyjemnie a trzeba było wyuczyć się poziomów na pamięć. Pamiętam wszystkie poziomy Crasha 3 i w niektóre jestem w stanie grać “z zamkniętymi oczami”. Jednak jest to spowodowane nie tym, że musiałem się ich nauczyć na pamięć, ale tym, że były tak dobre, że chciało mi się w nie grać na okrągło. Bez końca. Za to w Najwyższy Czas wyczekuję tego momentu, w  którym będzie najwyższy czas na koniec poziomu. A ten nie nadchodzi. 

Technicznie jak zwykle wszystko jest super. Boli decyzja o krokach wstecz – czyli zabraniu części pozyskanych do tej pory umiejętności. Czuć, że Crash był jedną serią między innymi dlatego, że każda część stanowiła kontynuację poprzedniej. Umiejętności z 1 mieliśmy w 2. To czego nauczyliśmy się w 2 było dostępne w 3. I naturalne jest, że powinno być dostępne też w odsłonie z numerem 4… Ale z jakiegoś powodu nie jest… I nie mówię tylko o bazooce, ale na przykład długim kręciołku. Ale za to podwójny skok z jakiegoś powodu został. Zupełny brak konsekwencji. 

Za to przewidziane zostały nowe atrakcje, jak odwrócone poziomy czy “nagrania z badań”. Czyli więcej ciężkich etapów, w które zupełnie nie miałem ochoty grać. 

W tym miejscu chciałbym zaapelować do wszystkich twórców świata. Pozwólcie grom być tym czym są. Jeżeli gra jest przyjemnym platformerem, to nie zmieniajcie jej na siłę. Nie róbcie z wszystkiego soulsów, tylko dajcie ludziom kontynuacje na takie jakie ci czekają. Pamiętam Crasha jako przyjemny platformer (tak – nawet część pierwszą). Część 4 jest porażką o jakiej nawet nie śniłem. Zero klimatu. Zero zabawy. Męczarnia. I tylko postać bohatera się zgadza. 

NIE POELCAM 

Rating: 3.0/10. From 1 vote.
Please wait...