Darmo to uczciwa cena. Zwłaszcza, kiedy ktoś oferuje ci produkcję, z tych, które potencjalnie mogą ci się spodobać. A ja bardzo lubię zarówno horrory jak i tak zwane “symulatory spacerowania”. Szkoda tylko, że Dagon, pomimo bycia wierną adaptacją dzieł Lovecraft’a, nie jest ani jednym, ani drugim.
I twórcy już na jednym z pierwszych (jeżeli nie pierwszym) ekranów otwierających, informują, że Dagon jest grą, która ma możliwie jak najbardziej odwzorować klimat książki, nie oferując przy okazji żadnych elementów zręcznościowych. Czyste chłonięcie fabuły.
I muszę się z tym zgodzić. Problem jest jedynie tutaj, że żadne z opowiadań czy powieści Lovecrafta, które przeczytałem do tej pory, nawet nie ocierają się o horror… A nieliczne są warte wspomnienia. Jasne: sama postać Cthulu jest wręcz fenomenalna. Jednak sposób pisania Lovecrafta bardzo męczy i nie trzyma w napięciu – z drobnymi wyjątkami.
Dagon nim nie jest. Opowiadanie samo w sobie jest straszliwie wręcz nudne. Liczyłem więc, że może ta gra troszkę zmieni moje podejście. Pokaże mi wszystko z innej perspektywy. Tak się jednak nie stało. Dagon tak jak nudny był… Tak nudny pozostał.
I dodatkowe rozczarowanie przyszło ze strony gameplayu. Okazało się bowiem, że nie miałem do czynienia nawet z symulatorem spacerowicza… A podróżowaniem na szynach (bo przygoda to zbyt wiele powiedziane). Nie możemy się ruszyć nawet o jeden krok. Poruszamy się wyłącznie po wyznaczonym przez grę torze – a i tu powiedziałem zbyt dużo, ponieważ bardziej teleportujemy się, niż poruszamy.
Darmo to uczciwa cena. Zwłaszcza, kiedy ktoś oferuje ci produkcję, z tych, które potencjalnie mogą ci się spodobać. Ale, jeżeli efekt końcowy jest ostatecznie daleki od zadowalającego, to pamiętaj, że wtedy walutą jest czas.
NIE POLECAM