Grafika. Oczekiwania. Myślę, że te dwa słowa będą tutaj motywem przewodnim. Grafika – ponieważ to o niej w przypadku Detroit Become Human jest najgłośniej. Oczekiwania, ponieważ te były wielkie i dlatego też upadek był bardziej bolesny.
I nie mówię tylko o tym, że opowiadania znajomych o fotorealistycznej grafice minęły się troszkę z prawdą, tylko o samym przekazie w sobie. Bo opowiadając o tym, że rasizm jest zły, trzeba uważać, żeby samemu się przypadkiem na coś nie naciąć…
Ostrzegam: bardzo chcę, ale możliwe, że nie uda mi się uniknąć zdradzania pewnych szczegółów z fabuły.
Zacznę od rzeczy, która zdecydowanie najbardziej mnie, teraz już dosłownie, wnerwia… Interakcje z obiektami za pomocą gałki służącej do rozglądania się. Nie wiem co za, po prostu, debil na to wpadł… Jednak musiał to być ktoś wysoko postawiony, skoro od czasu poprzednich produkcji studia nikt go nie zwolnił. Interakcja w ten sposób, jest zdecydowanie najgorszym rozwiązaniem z wszystkich wymyślonych. Rozglądam się i nagle JEBS! Uruchomiłem coś, czego nie mogę cofnąć a czego nie chciałem uruchomić, ale akurat w tym kierunku ruszałem gałką… Sorry graczu… Twoja wina… Jedziemy dalej… Musisz oswoić się z tym, że ten bohater umarł i nie będziesz już nim grał… Super…
Dobra. Wyrzuciłem to z siebie. Teraz mogę mówić o grafice. I oczekiwaniach. OK. Wiem, że w porównania do grafiki sprzed lat, przeskok jest wręcz nie do pojęcia. Jednak nie jest tak pięknie jak się spodziewałem. I, tak: androidy wyglądają nieziemsko. Zawsze idealnie gładkie i czyste. Bez zmarszczek. Bez niedoskonałości. Wszystkie zbliżenia na twarze androidów pokazują, że naprawdę żyjemy w XXI wieku i wiele graficznych ograniczeń już nie obowiązuje. Jednak: kiedy patrzyłem się na twarze ludzi, zacząłem się zastanawiać… Co tu się w ogóle dzieje?
Porucznik, z którym przeżywamy pół gry, wygląda jakby miał model twarzy rysowany w, może nie Paincie, ale Gimpie… Włosy i broda wyglądają okropnie… Wiedźmin, który wyszedł w 2015 roku (Detroid 2018), bije na głowę produkcję Quantic Dream. Zresztą nie tylko o włosy się rozchodzi a ogólnie o twarz. Ludzkie lica wyglądają równie sztucznie i plastikowo co robotycznych służących. Geralt z Dzikiego Gonu miał idealnie ucharakteryzowaną twarz. Zmarszczki czy blizny wyglądały nieporównywalnie lepiej, niż tutaj… A przypominam: Detroit słynie głównie z grafiki… Pominę więc temat niektórych elementów otoczenia, bo wstyd.
Jednak tym co zabija produkcję, jest nuda. Pewien wielki reżyser powiedział kiedyś: „film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć”. Pierwsze sceny, które przychodzi nam zobaczyć, to naprawdę wspomniane „trzęsienie ziemi”. Bardzo emocjonalna scena, w której bijemy się z myślami, a na podjęcie decyzji mamy tylko parę chwil. Rewelacja! Jednak im dalej w las, tym, okazuje się, mniej drzew… Końcówka, która przecież powinna wciskać w fotel, była przeze mnie praktycznie przeklikana… Ot oczywistości goniły inne oczywistości i zamykały się w oczywistą całość. Nic nadzwyczajnego. Nic co będę pamiętał choćby za miesiąc.
Na dodatek, co chwilę napotka się jakieś debilizmy. W jednej chwili, praktycznie czas się zatrzymuje. Android używa swojego procesora, by przetworzyć niezliczone ilości danych w czasie dla człowieka niezauważalnym. W innej już chwili nie jest w stanie przewidzieć tego jak będzie leciała kula z pistoletu. Raz obliczamy ze 100% dokładnością trasę przejścia wliczając w to skakanie po ścianach, tylko po to, by chwilę później wyjść na dach, bo „musiałem pomyśleć”. „Nie czuję bólu – jestem maszyną”. Następna scena: „leżę i trzymam się za postrzeloną nogę”…
I czas na temat najbardziej drażliwy. Naprawdę: mam już dosyć poprawności politycznej. Żyję w świecie, gdzie całe tłumy ludzi próbują wmówić wszystkim, że każdy biały, heteroseksualny mężczyzna powinien się wstydzić tego, że jest po a: białym, b: heteroseksualnym, c: mężczyzną. Bonusowe punkty za bycie katolikiem. Nie ważne czy jesteś dobrym czy złym człowiekiem. Od jakiegoś czasu, wystarczy, że jesteś biały i już nie masz prawa wypowiadać się o świecie, bo jesteś ciemiężycielem.
I właśnie o tym miał opowiadać Detroit: Become Human. Prześladowanie androidów jest tutaj tylko ukrytym rasizmem. Gracz ma wczuć się w ciemiężoną osobę i zrozumieć, że wszyscy są równi. Cele szczytne. Osobiście uważam, że to bardzo słuszne podejście. Uważam, że segregowanie ludzi na czarnych, białych itd. nie ma najmniejszego sensu, bo nie jest ważne, jaki masz kolor skóry, czy w kogo wierzysz a tym bardziej: z kim sypiasz. Jeżeli jesteś dobrym człowiekiem to ja jestem zadowolony. Jeżeli jesteś dobrym, wykwalifikowanym pracownikiem, to chcę, żebyś u mnie pracował. Jeżeli jesteś białym mężczyzną, który pracuje źle – to cię zwolnię. Ale tak samo, jeżeli jesteś czarną kobietą – jeżeli pracujesz źle – to cię zwalniam. Tyle. Żadnego tematu różnorodności. Nie umiesz pracować to nie umiesz pracować.
I dokładnie o tym miała być opowieść… Że nie powinniśmy segregować ludzi. Więc czemu zostali oni posegregowani? I nie chodzi mi teraz o androidy / ludzie. Tylko, np.: w całej grze pojawia się 4 otyłych mężczyzn. W różnym czasie oczywiście. To co ich łączy, to fakt, że wszyscy byli źli i znęcali się nad androidami. 100% otyłych białych mężczyzn jest zła. Trzymając się dalej otyłości. Poza wspomnianymi jegomościami pojawia się jeszcze jedna czarna, otyła kobieta. Która oczywiście jest dobra i pomaga androidom. Mało? Włamywacz? Biały. Atakujący androidy protestujący ludzie? Biali. Nieufny policjant? Biały. Dowodzący szturmem na androidy? Biały. Mało? Jedyny android atakujący inne androidy: biały! To znaczy, że tylko biali są źli? To znaczy, że tylko białe osoby mogą być antagonistami?
No właśnie… Gra, która miała pokazać, że wszyscy są równi, szufladkuje na tle rasy i płci (nie ma złych kobiet, tylko one pomagają androidom i prezydent USA też jest kobietą). To się nazywa hipokryzja. I brzydzę się tym. W ten sposób wielkie studio dla mnie umarło. Jeżeli chcesz robić grę o równości, to rób grę o równości a nie o tym, że wszyscy są równi ale inni są równiejsi. Normalnie obraz jak w polskim rządzie.
NIE POLECAM