Powiem już na wstępie: nie jestem fanem Gier o tron. Sceny, gdzie facet wyciąga szarpiącą się kobietę z namiotu, aby następnie za namiotem przystąpić do powiększenia populacji, kiedy w namiocie leży ich martwy syn, są dla mnie zwyczajnie prymitywne, wulgarne, świńskie, obleśne i niskich lotów, jeżeli miałbym to łagodnie nazwać. Zachęcony opiniami fanów Gier o tron (wszyscy mówili, że gra jest „tragiczna i okropna i wogóle lol xD”) stwierdziłem, iż może być dobra i trzeba dać jej szansę. Zawsze twierdziłem, że z gwna bicza się nie uwije, ale Telltale pokazało, że jednak można.
Uprzedzam: w tekście będzie MEGA SPOILER, więc jeżeli nie graliście a nie chcecie zepsuć sobie zabawy, to nie czytajcie.
Historia dzieła Telltale obraca się dookoła rodu Forresterów, począwszy od „Krwawych godów”, kiedy to pełno ich ludzi zostaje zabitych, a kończąc
MEGA SPOILER
na spaleniu ich dworu i wybiciu prawie całego rodu. Generalnie: można się było tego spodziewać. Więc jestem bardzo rozczarowany, że jednak Telltale nie pociągnęło tego do końca po swojemu. Przyznam, iż pierwsza śmierć była bardzo zaskakująca. Ale im dalej w las, tym więcej drzew, a jako, że to Gry o tron, które ciekawe są tylko dlatego, że ktoś tam umiera, i można jego historyjkę przykleić w troszkę innej formie, bohaterowi, który jeszcze takiej przygody nie miał, przez co ZUPEŁNIE NOWE DOZNANIA, byłem pełny nadziei, iż TT to naprawi. Ale niestety nie.
KONIEC
Co nie znaczy, że nie było ciekawie. Fabuła mega wciąga i pokazuje to na czym to wszystko w teorii powinno się opierać: na przekrętach, grach politycznych, manipulacji i planowaniu. Gdyby serial był tak cudownie zrobiony, jak ta gra to zacząłbym go oglądać. Jednak jedyne na co w serialu trafiam to prymitywne scenki bawiące gawiedź, jak np, wyżej wspomniana scena.
Niestety, ale wielkim minusem gry jest to, iż grafika nie jest taka jak w serialu. Ani przynajmniej taka, jak w innych grach tego studia. Ani przynajmniej dobra… Całość jest rozmazana i zwyczajnie brzydka. Nie wiem, czy chcieli osiągnąć jakiś efekt akwarel, czy coś w ten deseń… Wiem natomiast, iż tytuł prezentuje się jako lenistwo grafika. Lub jego zwyczajny brak talentu. Często nie byłem w stanie odróżnić budynków od jakiś elementów ich otoczenia. Każda z postaci wygląda, jak spragniona rutinoscorbinu zjawa – jest zwyczajnie niewyraźna. Szkoda, bo przydałoby im się więcej wyrazistości, przynajmniej tej zewnętrznej, bo wewnątrz każdego da się opisać jednym przymiotnikiem… Prawy albo plugawy albo zły albo dobry albo nikczemny albo podstępny… I w sumie tyle. Na dobrą sprawę tylko dwie może 3 postaci są naprawdę zastanawiające, oczywiście poza tymi, którymi steruje gracz.
Na grafice się jednak nie kończy. O ile ją można przeżyć, gdyż jest to tylko kosmetyka, o tyle w tej serii, optymalizacja jest na tak tragicznym poziomie, że tytuł potrafił zacinać się na filmiku. Niejednokrotne spadki klatek do np. pięciu… Niewczytujące się zapisy stanu gry… Przez co przechodziłem ją całymi epizodami, bo nieraz stawało się tak, iż zapisałem w trakcie gry, by ta wywaliła mnie do pulpitu, bo nie mogła wczytać odpowiedniego pliczku.
Pomijając jednak te niedogodności, dostajemy to co od Telltale oczekujemy – bardzo dobre kłamstwo odnośnie ważności podejmowanych przez nas decyzji oraz kawał dobrej historii na wysokim poziomie. Ja, jako antyfan serialowych i książkowych Gier o tron, polecam ten tytuł.
POLECAM