Gears 5

Tytuły na wyłączność mają to do siebie, że niestety część graczy nigdy nie będzie miała możliwości w  nie zagrać, z samego faktu posiadania innej platformy. Masz Xboxa? Zapomnij o Shadow Of Colossus. Zapomnij o God Of War’ach. Zapomnij o Uncharted. Masz PlayStation? Zapomnij o Forzie. Albo o Gears 5…

Oczywiście, są osoby, które posiadają wszystkie platformy: PC, Xbox One X, PS4 Pro, Nintendo Switch i wiele innych pudełeczek z poprzednich generacji. Niestety, przeciętnego człowieka nie stać na takie dobrodziejstwa i jeżeli ktoś ma 2 platformy do gamingu – to już jest dużo. I to jest w tym najsmutniejsze. Bo ucieka nam naprawdę wiele, wspaniałych i wyjątkowych tytułów.

Jednym z nich, od zawsze był Gears Of War. Nigdy nie miałem Xboxa, więc gdy tylko pierwsza część wyszła w wersji na PC, musiałem się w nią zaopatrzyć. Było obłędnie! Jednak nikt nie przygotował mnie na to co przeżyję w Gears 5. Po bardzo słabej części 4, powiedziałbym: najsłabszej w serii, nie oczekiwałem zbyt wiele od kontynuacji. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy Gears 5 okazało się prawdziwą rewelacją!

Ostrzegam przez potencjalnymi spoilerami.

Piąta odsłona toczy się bezpośrednio po wydarzeniach z „czwórki”. Dalej walczymy z rojem i kolejny raz musimy zjednoczyć się jako ludzie, by przeżyć. Jednak tym razem, czeka nas parę słów wyjaśnień. Odkrycia kart przeszłości, o których już prawie zdążyliśmy zapomnieć. Uzupełnienie luk poprzedniczek a także bardzo ciekawy i mocny, aczkolwiek lekko naciągany finał.

Nie sama historia ewoluowała. Rozgrywka także widocznie się rozwinęła – przechodząc z bardzo liniowej do półotwartego świata, na styl tego z nowych Tomb Raiderów. Mamy lokacje, w których są do wykonania pewne zadania. Możemy podołać tym misjom, bądź zająć się samą główną linią fabularną i przejść do kolejnej otwartej przestrzeni.

Te wszystkie zmiany nie oznaczają, ze Gears’y przestały być Gears’ami. O nie! To dalej bardzo brutalna i diablo satysfakcjonująca strzelanka z osłonami. Twórcy dokładnie wiedzieli, które elementy są zrobione dobrze a które należy poprawić. W związku z tym, sam system strzelania i osłon został nietknięty – bo po co naprawiać coś co działa perfekcyjnie? To co zostało zmienione to przede wszystkim lokacje i różnorodność przeciwników.

W czwartej odsłonie cyklu co chwila natykaliśmy się na fale tych samych niemilców. Tutaj natomiast nigdy nie wiemy co nas zaatakuje i z której strony. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy któregoś razu przeszedłem całą lokację i nie było ani jednej walki! Nareszcie dostaliśmy czas na eksplorację i cieszenie się grą zamiast nudne, niekończące się, identyczne starcia! Nie natknęliśmy się także, na znienawidzone sekwencje typu „tower defence”, znane z poprzedniczki. Widać, iż głosy graczy zostały wysłuchane. Jednak, podczas przemierzania pustyni było już widać, że twórcy chcieli w tym momencie zaimplementować właśnie tą mechanikę, bo wyraźnie brakowało im już pomysłów. Na szczęście, z takimi sytuacjami spotkałem się może z 2-3 razy. Klasyczna sytuacja – Jack otwiera drzwi a my musimy się bronić.

Właśnie! Jack! Robot, który cały czas za nami lata. Nareszcie jest on do czegoś rzeczywiście przydatny, ponieważ aktywnie bierze udział w starciach a nawet może być sterowany przez drugiego gracza! Jak już wspomniałem, nasz mechaniczny przyjaciel, teraz nie tylko pojawia się gdy trzeba otworzyć jakieś przejście, ale także razi prądem niemilców, przynosi nam wskazany ekwipunek czy służy specjalnymi umiejętnościami jak leczenie czy tarcza. I to właśnie tarcza zajęła w moim serduszku specjalne miejsce! Dzięki tej umiejętności, Jack roztacza przed nami niewielkie pole siłowe, które przepuszcza kule tylko w jedną stronę. Ojej… Jakże widowiskowe i brawurowe akcje można dzięki temu robić… Nie spodziewałem się, że do tak brutalnego i żywego tytułu można wcisnąć jeszcze więcej dynamiki. Jednak można…

Największym problemem nowych Gears’ów okazał się… Windows Store. Platforma Microsoftu działa koszmarnie. Sprawa pierwsza: nie mogłem wybrać dysku instalacji. Sprawa kolejna: nie mogłem zalogować się do usługi Xbox – przez co nie mogłem grać. Okazało się, że aby wszystko działało poprawnie, muszę zalogować się do aplikacji „Pomocnik konsoli Xbox”, dopiero wtedy uruchomić aplikację Xbox – i logowanie nastąpi automatycznie… Podczas podejmowania próby logowania bezpośrednio do aplikacji Xbox, nie mogło obejść się bez restartu komputera. Nie wiem czemu Microsoft robi tyle problemów z aplikacjami Microsoftu…

Dalej nie było lepiej… Nie zliczę ile razy znalazłem się na pulpicie z takimi lagami, że do akcji wchodził przycisk „reset”. Najgorsze jest to, iż nie wiem, czy jest to wina słabej optymalizacji, czy właśnie Windows Stora… Niby podobne sytuacje zdarzały się podczas gry w Forzę Horizon czy We Happy Few – wszystko odpalane przez platformę WS. Jednak podczas samej gry w G5 przy ustawieniach Ultra, licznik klatek pokazywał stabilne 54; podczas cutscenek: pulpit, bądź konieczność restartowania PC… Z jednej strony więc – pewne rzeczy wskazują na platformę inne na optymalizację. Ciężko określić przyczynę. Łatwo skutek: frustracja i niezadowolenie. Byłem już naprawdę blisko odinstalowania i zapomnienia. Teraz cieszę się, że przez to przebrnąłem. Jakim kosztem? Przed cutscenkami zmieniałem ustawienia grafiki na niskie i wtedy jakoś działało.

Na koniec zostawiłem sobie protagonistów. Tu niewiele się zmieniło. Zarówno JD, Del jak i Kait, (którą sterujemy od aktu II), mają w sobie tyle charakteru i charyzmy co kilogram ziemniaków leżący w piwnicy. Najciekawszą osobowością okazał się, poza Marcusem oczywiście, Fahz, którego widzimy może tylko przez połowę przygody. Znając życie, za miesiąc znów nie będę pamiętał imion „najważniejszych osób nowych odsłon”.

Mimo wszystko – bawiłem się wyśmienicie. W każdej minucie, w której nie grałem w Gears 5, myślałem o tym by grać. Cały śnieżny etap jest jednym z moich ulubionych w grach ogólnie. Finał, pomimo, że bez sensu, bo ostatecznie nic nie wniósł do świata przedstawionego, był bardzo widowiskowy. Każda jedna potyczka czy walka z bossem trzymała w napięciu i dostarczała pokaźnych ilości adrenaliny. Jedyne czego bym sobie życzył to zmianę głównego bohatera w kontynuacji. Ok. Kait jest spoko. Ale tylko spoko. Ona jest, jak ten trzeci w GTA V, obok Michaela i Trevora. Niby wszystko ok… Niby było fajnie i ciekawie… Ale czuć, że nikogo nie obchodzi. Chcę postaci tak prawdziwej i wyraźnej jak Marcus właśnie. Nawet nie pamiętam jego imienia. Chcę kogoś, kogo zapamiętam. Kogoś kto ma charakter.

Wracając do samego początku tego tekstu. Niestety, nie każdego stać na wiele platform do grania. Ale na szczęście żyjemy w takich czasach, że nareszcie ktoś sobie zdał z tego sprawę i robi wszystko by było nam lepiej. Możemy już zagrać w Heavy Rain z PlayStation, za pośrednictwem Epic Game Store. Natomiast dzięki dobroci Microsoftu, nawet jak nie masz Xboxa, to możesz grać w Forzę czy Gears 5 na PC. A naprawdę warto!

POLECAM

Rating: 9.0/10. From 1 vote.
Please wait...