Gears Tactics

Seria Gears  nie potrzebowała i nie potrzebuje żadnych gier z innego gatunku, niż tych, które znamy z głównego nurtu. Postacie, jak i świat napisane i zrealizowane są rewelacyjnie (tutaj drobne wyjątki – tak, nowe odsłony, na was patrzę). 

Jednak: nie mogę powiedzieć, że nie cieszę się, z Gears Tactics. Co więcej: zaczynam żałować, że taka wariacja na temat jednej z najlepszych serii wszechczasów, wyszła dopiero teraz! Dla przykładu: jeżeli byłaby na rynku już z 5 lat temu to kto wie: może mógłbym grać już w produkcję opatrzoną numerem 2… 

A chciałbym bardzo! Bo powiedzieć, że najnowsza odsłona opowiadająca o walce ludzi z Szarańczą, jest najlepszą grą taktyczną w jaką do tej pory grałem, to jak nic nie powiedzieć! Jest tytułem rewelacyjnym! Wybitnym wręcz! Ale dobra: kończymy zachwyty i przechodzimy do omawiania! 

Jak już wspomniałem: ponownie walczymy z Szarańczą, a nie tym czego nazwy nawet nie pamiętam (naprawdę super praca z bohaterami w Geras 4 i 5… Brawo…), a to dlatego, iż akcja dzieje się… Jeszcze przed pierwszą odsłoną Gears of War! Jesteśmy świadkami wielkiego ataku na ludzkość oraz “Dnia 0”, kiedy to uderzono w praktycznie cały świat z Młota Świtu! 

Dzięki temu poznajemy parę szczegółów, które dopełniają obraz starej trylogii, a także wyjaśniają parę rzeczy, które poznaliśmy przy okazji najnowszych odsłon. Mają one związek głównie z historią protagonistki części piątej, więc w tym monecie już zamilknę. Dopowiem tylko, iż opowieść jest złudnie nieliniowa. W paru momentach możemy wybrać misje, ale ostatecznie zakończenie jest tylko jedno. 

Teraz najciekawsze, bo sama gra w sobie… Jest REWELACYJNIA! Mimo tego, iż jest to strategia turowa, to klimat udało się zachować. Jest mięsiście, dynamicznie i brutalnie! Przeciwnicy często starają się nas zajść od tyłu czy z flanki i zablokować. Świetnie sprawdza się mechanizm “Overwatch”. Zamiast tylko strzelać, możemy wyznaczyć stożek obserwacji. Jeżeli jakiś z przeciwników w niego wejdzie, nasz bohater oddaje strzał. Oczywiście jest to dostosowane do uzbrojenia. Karabin snajperski pokrywa raczej dłuższy niż szerszy obszar, natomiast shotgun wręcz przeciwnie. 

Właśnie. Jeżeli chodzi o uzbrojenie. Jest ono głównie zależne od klasy postaci. I tak mamy skauta z shotgunem, supporta z najbardziej charakterystyczną bronią serii, vanguarda z retro lancerem (co to jest? – zapraszam do przejścia Gears of War 4), snipera z karabinem wyborowym oraz heavy’ego z ciężkim karabinem. O ile nie można zmienić pukawek między klasami, tak można je personalizować na rozmaite sposoby. Najbardziej oczywista zmiana: koloru. Oczywiście jest możliwa. Jednak to nad czym spędza się naprawdę dużo czasu, to poszczególne części. Jedna wpływa na celność, inna na obrażenia itd. 

Jak zdobyć nowy stuff? Bardzo proste: wystarczy grać. Za przechodzenie misji zawsze dostajemy coś nowego. Kolejną skrzynkę dostajemy za wykonanie zadania dodatkowego, jak np. Ukończ grę w 15 tur albo rozpocznij misję bez żadnego supporta. Możemy jeszcze, w czasie trwania samej misji, zebrać skrzyneczki z losowymi częściami, które są rozrzucone po polu bitwy. Zazwyczaj są 3 sztuki na każdej mapie, więc można się nieźle obłowić. 

Ale nie tylko pukawki przychodzi nam modernizować. Natrafić idzie również na hełmy, buty czy pancerze. Jest więc tego sporo. Ale za to, czuć różnicę w samych misjach. Np.: mojego skauta ubrałem tak, że dostawał sporą redukcję do rzucania granatów – krócej trzeba było czekać zanim ponownie można było granatem rzucić. Dodatkowo: dałem też odpowiednie umiejętności. Dzięki temu, bardzo potężną broń, jaką są granaty, mogłem używać nie raz na 5 tur a raz na turę! I np. Podczas finałowej walki uratowało mi to tyłek!

O dwóch rzeczach tylko wspomniałem i czas to teraz rozwinąć: umiejętności i skład. Zaczynając od tego pierwszego: są. Punkty doświadczenia zdobywamy co misję i następnie po osiągnięciu nowego poziomu, dostajemy dwa żetony umiejętności, które możemy przeznaczyć na jakąś pozycję z drzewka. To ma 4 rozgałęzienia i tylko od naszego stylu gry będzie zależało w którą stronę pójdziemy. Niestety, wydaje mi się, że troszkę za dużo punktów doświadczenia przyznawane jest za zabijanie… Nie wiem, czy rzeczywiście tak jest, ale wydaje mi się, że np. Osoba, która zgarnęła fraga dostała więcej expa niż osoba, która zabrała niemilcowi 90% życia. Nie jest to najlepsze rozwiązanie, ale nic na to nie poradzę… 

I wspomniana drużyna! Otóż: nie tylko postaciami fabularnymi przyjdzie nam sterować. Wraz z postępem gry, będą się do nas zgłaszali ochotnicy chcący wesprzeć słuszną sprawę. Są oni generowani przez komputer, ale nic nie stoi na przeszkodzie by w pewnym stopniu zmienić ich wygląd. Niestety przez wspomniany słaby system zdobywania doświadczenia, często musiałem zwalniać członków ekipy z którymi zdążyłem się zżyć, ponieważ jakiś nowy łepek miał zwyczajnie większy poziom – przez co był bardziej przydatny dla teamu. 

No i właśnie! Zapędziłem się i zapomniałem napisać ogólnie o tym jak się gra… Że rewelacyjnie, to już napisałem, ale teraz konkretnie! Geras of War znane jest ze strzelania z osłonami. I tak też jest tym razem. Mapy przygotowane są tak, że nie zabraknie nam miejsc do chowania się. Dodatkowo mamy różnego rodzaju wieże czy mosty. Dodać też muszę, że strzelanie z wysoka jest dodatkowo punktowane – wiadomo: lepsza pozycja. Nie ma żadnej siatki, więc poruszamy się swobodnie po całym terenie. To znaczy: w obrębie tego na ile pozwolą nam punkty akcji. Standardowo mamy 3 na początku każdej tury. Każda czynność zabiera przynajmniej jeden. Chcesz strzelić? 1PA. Chcesz się poruszyć? 1PA. Wyjątkiem jest system Overwatch, bo on przenosi punkty na możliwość oddania strzału w wypadku, gdyby wróg wszedł w wyznaczony stożek. 

Dalej jest już trochę XCom’owo, bowiem to, czy trafimy czy nie, uzależnione jest od pewnego prawdopodobieństwa. I tak: można nie trafić mając 79% szansy na dobry strzał, jak i można trafić mając tylko 10%. Ogólnie jednak: jest uczciwie. Jeżeli mam 65% szansy na trafienie, to rzeczywiście częściej trafiałem niż nie. Nie denerwuje więc moment pudła, bo mamy świadomość, że tak mogło być. Oczywiście dotyczy to także wrogów – oni też mogą spudłować. Ale mogą też oddać strzał krytyczny. Jednak, jak wspomniałem: jest sprawiedliwie. Na dodatek, grafika jest przepiękna: na maksymalnym zbliżeniu absolutnie wszystko wygląda jak z początkowych przygód Marcusa! 

Niestety, i boli mnie to bardzo… Ale nie obyło się bez zgrzytów… Jak już wspomniałem: system zdobywania expa, ale to już zostawię. Z kolejnych małych przewinień, to co wydawać by się mogło jako plus: wyposażenie… Niestety, na pewnym etapie gry, miałem tyle sprzętu, że więcej czasu spędzałem w hangarze, na uzbrajaniu moich ludzi, niż rzeczywiście na walce. Wiem, że samo w sobie nie jest to czymś złym… Ale w pewnym momencie miałem zwyczajnie dosyć… A trzeba było, bo przeciwnicy coraz silniejsi… 

I to co najbardziej zabawę mi popsuło: powtarzalność… Cały etap trzeci jest w sumie powtórką z tego co było do tej pory, tylko z trudniejszymi ograniczeniami. A bo to 2 punkty akcji zamiast 3… Albo brak możliwości używania granatów. Jednak: mapy są już znajome. Każdy rodzaj misji czy animacji był już widziany. Przeciwników zdążyłem już rozgryźć, więc też przestali stwarzać takie zagrożenie. Cały akt III, to powtarzanie dosłownie tego samego… Tylko, że jakby mniej sprawiedliwie, bo nagle moi żołnierze zaczęli jakby częściej pudłować… 

No i walka z ostatnim bossem… Na końcu każdego z aktów czeka na nas jakiś większy przeciwnik niż normalnie. I o ile pierwsi dwaj zaprojektowani są rewelacyjnie, tak ostatni to nieporozumienie… Głównie dlatego, że zamiast być trudnym dzięki dobremu projektowi, twórcy stwierdzili, że będą nam taśmowo podrzucać niemilców i rozdzielą naszych herosów. A nawet nie było możliwości wybrania, których chcę na tą misję zabrać… Jakby tego było mało: gra uczy nas, że dobrze jest niszczyć ciężkie działa, tylko po to by ukarać nas za taki ruch, właśnie podczas ostatecznej walki. Okazuje się, że po zmarnowaniu 30 minut na odstrzelenie dział… Te po prostu się zregenerowały w następnej turze… 

Swoja drogą, to właśnie ostatnia walka była pierwszą, którą przyszło mi przegrać. I nagle okazało się, że system checkopintów… To ściema… Wiele razy widziałem informację o tym, że “osiągnąłem punkt kontrolny”. Jednak, gdy pierwszy raz umarłem, zostawiając bossa z połową paska życia, zamiast cofnąć się do początku etapu… Wylądowałem na absolutnym początku misji! Musiałem wszystko przechodzić jeszcze raz! I nie dość, że cały akt był już nudny, tak tym razem miałem dodatkowo, ponownie, dokładnie to samo! 

Jednak, to wszystko idzie wybaczyć w przypadku tak świetnego gameplayu. Szczerze: nawet nie marzyłem o tak świetnej grze. I najgorsze w tym jest to, że nie wiem, kiedy znów będę mógł w tak wybitną taktyczną produkcję zagrać. Żałuję tylko, że podczas ogrywania musiałem na tydzień uciekać z domu przez koronawirusem i przez to straciłem możliwość przejścia Gears Tactics dwa razy w jednym okresie rozliczeniowym GamePassa. 

POLECAM

Rating: 9.0/10. From 1 vote.
Please wait...