Geras 5: Hivebusters

Powiedzieć, że poziom Gears 5 mnie zaskoczył, to jak nic nie powiedzieć. Twórcy wzięli wszystkie dobre strony i je zostawili, natomiast masa błędów poprzedniczki została naprawiona, dając w efekcie jedną z najlepszych gier w jakie grałem i gameplayowo: najlepsze Gearsy. 

Jasne: fabularnie dalej są daleko w tyle za trylogią Delta squadu. Jednak bohaterowie nareszcie zyskali jakąś głębię i zaczęło mi na nich zależeć. Wracając jednak do sedna: rozgrywka jest rewelacyjna! Dlatego, gdy tylko dowiedziałem się, że dostępne jest fabularne DLC, nie mogłem zwlekać. 

Tego samego dnia na moim komputerze zostało już odpalone dzieło pod tytułem Hivebusters – czyli Pogromcy Uli. I wcale nie mówimy tutaj o domkach pszczół, tylko gniazdach Roju – czyli ewolucji dobrze znanej Szarańczy. Z dobrze znanymi wrogami przyjdzie nam walczyć dobrze znaną bronią – czyli tymi samymi lancerami czy granatami, które na stałe wyryły się w świadomości fanów i zostały symbolem serii Gears. 

I w sumie na tym podobieństwa się kończą, ponieważ nie znajdziemy tutaj Marcusa czy Diazów. Dostajemy trójkę nowych bohaterów (w których ponownie możemy wcielić się ze znajomymi) i arcy-świetnie zaprojektowaną dżunglę! I serio, chciałbym o niej powiedzieć więcej, jak i o samych przygodach jakie przyjdzie nam przeżyć… Ale nie chcę psuć zabawy, więc niestety muszę sobie odpuścić i przejść do bohaterów… Niestety… Bo właśnie tutaj pojawia się rysa na tym pięknym szkle… 

Z jakiegoś powodu, mam nieodparte wrażenie, że twórcy chcieli zrobić “efekt pierwszej części” i zrobić “mega męskie” grywalne postacie. Wyczuwam też niesamowitą inspirację Zabójczą Bronią z 1987 roku. Też mamy starego, afroamerykańskiego służbistę, który jest na wszystko za stary (serio, podobny tekst trafia się w grze) i (żeby nie było zbyt podobnie), dwójkę bohaterów pasjonatów i wariatów z niczym do stracenia. Jest to ewidentne nawiązanie do postaci Martina Riggsa (Mel Gibson) i Rogera Murrtaughta (Danny Grover) z klasyki kina. Niestety, przez podzielenie tych osobowiści i “pozmienianiu, żeby facetka się nie skapnęła”, wyszło bardzo płasko i jednowymiarowo. W późniejszych etapach podjęto próby “dodania charakteru” poprzez opowiadania “jak to straciło się wszystko ale teraz jest nowa rodzina i jest o co walczyć” ale niestety, efekt jest odwrotny do zamieszonego, i całość wygląda po prostu komicznie… 

Mimo to, całość dalej jest szalenie grywalna i brutalna! Jest szybko, intensywnie i bez litości! Szkoda tylko, że krótko, bo w takie gry zwyczajnie chce się grać! 

POLECAM

Rating: 8.0/10. From 1 vote.
Please wait...