Jest to niewątpliwie jedna z najtrudniejszych do napisania recenzji, z wszystkich, które do tej pory napisałem. Jeśli dotarłeś tutaj, to znaczy, że poprzednie części Deponii nie są ci obce, no bo nie okłamujmy się: kto zaczyna grać w coś od części trzeciej?
Pod względem mechaniki, humoru, muzyki, ręcznie rysowanej grafiki – dalej mamy do czynienia z dobrą, znaną nam wszystkim Deponię. I tak jak w przypadku części poprzednich spotykamy tu ten sam fenomen. Czyli – nie jest istotne do której części podejdziesz, myślisz, że będzie słaba, bądź słabsza od poprzedniej. A ta zawsze cię zaskakuje pokazując, że nie odsłoniła jeszcze wszystkich kart.
Niestety nie mogę zbyt wiele pisać na temat fabuły, gdyż nie da się wspomnieć o czymkolwiek nie spojlując przy tym ogromnie. Na zakończenie mogę dodać tylko, że to jeden z największych tytułów kiedykolwiek. To opowieść o pogoni za marzeniami i walczeniu o swoje nie zwracając uwagi na przeciwności, jakie niesie ze sobą los. O bohaterze, który zawsze dobrą maskę do złej gry. O poświęceniu.
Polecam każdemu, kto poszukuje dobrej, nieszablonowej, niebanalnej i głębokiej historii. Dla mnie cała saga Deponia wychodzi poza zwykłą skalę oceniania i trafia na półkę „Ulubione”.
POLECAM