GRIS może być grą o wszystkim i o niczym. Może to być tylko historyjka o pewnej istocie w pewnym magicznym świecie, która musi przebyć jakąś podróż? A może to też być odzwierciedlenie jakiegoś traumatycznego wydarzenia z życia autora? I tak naprawdę: nie znam odpowiedzi na te pytania.
Niech nikogo nie zwiedzie piękna grafika. GRIS jest smutne. Wspaniałe. Ale smutne. Na każdym jednym kroku byłem tak samo zakochany w prezentowanych mi obrazach i słyszanej muzyce, jak roztrzęsiony własnymi interpretacjami wydarzeń.
Bo nic tu nie jest powiedziane wprost. Możemy bazować tylko na symbolice. Oczywiście można dosłownie podejść do problemu: był posąg i się stłukł. Teraz dziewczyna próbuje go odbudować. Ale możemy wyczuć w tym wszystkim coś bardziej osobistego. Intymnego.
Coś co sprawiło, że twórca – zarówno postaci jak i produkcji – został roztrzaskany na tysiące kawałków. Przeżył coś, co potem nie pozwalało mu wstać na nogi i każdą próbę powrotu do życia sprowadzało do parteru.
Moim zdaniem – i to jest tylko i wyłącznie moja interpretacja – jest to gra o depresji. O próbach odbudowania samego siebie i ponownym znalezieniu kolorów i radości w życiu. I walce z ciągle goniącymi nas wewnętrznymi demonami.
Jednak, tylko autor wie o co chodzi tak naprawdę. Ja jestem tylko zadowolony z tego, że podzielił się ze mną tą wspaniałą i wzruszającą opowieścią. Zdecydowanie jest to podróż, którą warto odbyć.
POLECAM