Nie wiem czy o którejkolwiek grze się tyle nasłuchałem co o Heavy Rain. Gdy wychodziła na PS2, mój brat miał jej punkcie praktycznie obsesję. Zachwycał się zapowiadanymi mechanizmami i samym klimatem.
Z biegiem czasu, spotykałem wielu posiadaczy konsoli Sony. Każdy z nich mówił mi to samo: to jest gra, w którą zagrać trzeba. Nie zdziwi się więc pewnie nikt, kiedy wyznam, że Heavy Rain, obok God of War’a i Crasha było właśnie jedną z pierwszych gier, które zakupiłem.
I zdradzę zakończenie tej przygody (mojej, nie gry): tak – było warto. Niesamowita historia, ciężki klimat, konsekwencje wyborów i działań robią swoje. Grafika może dziś już tak nie zachwyca, jednak przypuszczam, że w tamtych czasach musiała powodować opad szczęki.
Dzieło Quantic Dream jest też jedną z tych produkcji, które uznaje moja lepsza połówka. Głównie dlatego, że wybory mają konsekwencje. Główny bohater może zginąć i odbija się to na opowieści. Całość może zakończyć się zarówno dobrze jak i źle. Wszystko zależy od tego jakie będą nasze decyzje i czy jesteśmy wystarczająco dobrzy w QTE.
Jasne: uszczypliwi na pewno znajdą dziury w fabule – i to nawet bez większego szukania. Jest tu parę nieścisłości, które nawet nie próbują być niewidoczne. Jednak, mimo to, historia potrafi zachwycić i złapać za serce. Trzeba po prostu brać lekką poprawkę na to co się dzieje.
Tak czy siak, pomimo leciwego już wieku i tak warto w Ciężki Deszcz zagrać. Grafika czy sterowanie się starzeje. Ale dobra opowieść nigdy.
POLECAM