Hitman 3

I nareszcie, po wielu latach, doczekaliśmy się zwieńczenia historii agenta 47. Szczerze mówiąc, myślałem, że w część trzecią nowego otwarcia Hitmana zagram dopiero, gdy trafi na Steama… Jednak Epic pokazało, że umie w promocje i zwyczajnie nie mogłem przejść obojętnie, obok tak dobrej ceny, za tegoroczną (edit: w dniu pisania recenzji) grę segmentu AAA. 

Swoją drogą: cieszę się, że ktoś przypomniał Steamowi co to są prawdziwe promocje i mam nadzieję, że tak potężna konkurencja coś zmieni na rynku gier. 

Wracając do Hitmana, jedno mogę powiedzieć na pewno: czuję się oszukany. Dopiero połączenie trzech najnowszych części sprawia bowiem, że nie czuję się okradziony z zawartości. Jeszcze opisując Hitmana 2, wspominałem, że “właśnie tak powinna wyglądać część pierwsza” i teraz znów te słowa podtrzymuję. 

Wszystkie 3 części dopiero stanowią zamknięte dzieło i uważam, że rozbijanie jednej gry na właśnie trzy części, z których każda kosztuje po 260 zł, to zwyczajnie złodziejstwo. Gameplay nie jest bowiem aż tak różnorodny, by można było mówić o “nowej jakości” czy nawet “ewolucji” marki. Inne studia często wprowadzają większe zmiany jako łatka do gry. 

Wystarczy bowiem powiedzieć, że największe zmiany to chowanie się w trawie (i narysowany obszar wykrycia) – dodany w części drugiej… I… Ray Tracing – dodany w części trzeciej, który zupełnie nie ma wpływu na rozgrywkę. Jasne: jest ładniej. Ale czy to sprawia, że mamy więcej możliwości na wykonanie zlecenia? Nie. I tak jak mówiłem: Hellblade – ray tracing wprowadzony za darmo. Wiedźmin 3 – też już wiemy, że będzie i też prawdopodobnie za darmo. Czemu miałbym więc chcieć płacić za taką zmianę w Hitmanie? 

I ktoś powie: “ale przecież nowe lokacje i cele”… I racja. Z tym, że te lokacje powinny być dostępne już w pierwszej odsłonie. Zobaczmy na takie tytuły jak Blood Money, Codename 47 czy mniej hitmanowy, Absolution. Każda z tych części oferowała mnóstwo miejscówek. I jasne: sposobów likwidacji celu było mniej… Ale nie oznacza to, że przygotowanie ich wymagało mniej pracy. Hitman już od pierwszej części zaskakiwał złożonością i mnogością wyboru. Wszystkiego zawsze było dużo i często używane mechaniki były pierwszymi – a na pewno pierwszymi tak dobrze zrealizowanymi. 

Mimo to obszarów działania było zatrzęsienie. A z jakiegoś powodu reboot marki był pod tym względem biedny… Tak jak i jego następca. Tak jak i część zamykająca cykl. Mówiłem to wiele razy i powtórzę raz jeszcze: każda z części nowego Hitmana jest, z osobna, po prostu biedna. A cały cykl nie jest zwyczajnie warty 3×260 zł. Mamy na to po prostu za mało zawartości. 

A na dodatek, tym razem mamy dwie lokacje wyjęte bardziej ze Splinter Cella. Hitmana zawsze odróżniało to, że byliśmy zwykłym człowiekiem z tłumu, który dzięki przebraniom zyskiwał dostęp do nowych obszarów. Tym razem jednak mamy dwie misje, gdzie już na start musimy się skradać. Nie jesteśmy już “każdym”. Jesteśmy ukrywającym się agentem, który ma tajną misję do zrealizowania… Hmm… 

Mimo wszystko: nie żałuję. Tak zakupu, czasu, jak i samego faktu ukończenia wszystkich odsłon. Uwielbiam całą serię (poza oryginalną częścią oznaczoną numerem 2) i cieszę się, że dane było mi jeszcze raz poczuć się jak najlepszy z najlepszych. Jednak, gdybym mógł cofnąć się w czasie, to powiedziałbym młodszemu sobie: “nie kupuj części pierwszej i drugiej, bo nie są warte tych pieniędzy. Poczekaj parę lat na wydanie edycji zbiorczej”. I tak też bym zrobił. I tak też polecam wszystkim, którzy jeszcze Hitmana nie nabyli. 

POLECAM 

Ocena jest wystawiona za daną część. Jeżeli miałbym ocenić ostatnie 3 produkcje jako jedną, to dałbym jej 10/10. Jednak rozbita na 3 części bardzo dużo traci. 

Rating: 7.0/10. From 1 vote.
Please wait...