Jako fan Hitmana, po fantastycznej czwartej części miałem wiele radości, jak i obaw, kiedy usłyszałem o kontynuacji. Na moje szczęście i nieszczęście – radości w trakcie gry było tyle samo co potwierdzenia obaw.
Na wstępie: nie jestem fanem Square Enix. Jak tylko dowiedziałem się, iż będą oni robić kontynuację, to już wtedy wiedziałem, że tak jak potrafią zepsuć każdy tytuł, tak i zepsują ten. Nie myliłem się. Na moje szczęście Hitman nie ucierpiał jednak tak bardzo.
W grze wcielamy się w Agenta 47, którego jedynym celem w życiu jest wykonywanie zleceń Agencji – organizacji zajmującej się likwidacją niewygodnych osobowości, czy za pomocą skalpela – jak wynajęty morderca, czy za pomocą młota – jak całym oddziałem żołnierzy. Jednak już na samym początku gry okazuje się, że tym razem nie tylko policji będziemy musieli stawiać czoła ale także właśnie Agencji.
Tu zaczyna się problem gry. W Blood Money od nas zależało, jak wykonamy dane zlecenie. Trzeba było obserwować, uczyć się zachowań innych ludzi. Tutaj czystych zleceń jest zaledwie kilka. Absolution stawia przede wszystkim na akcję. Częste wybuchy, pościgi, skradanie się i ucieczka po trupach są tu na porządku dziennym. Niestety, ale cały klimat pęka jak bańka mydlana. Zamiast płatnego mordercy otrzymujemy kinową wersję Splinter Cella. I nie tylko tak nudnego, ale często także bardzo liniowego. Nie przeszkadza mi fakt dodania fabuły. Ok. Bardzo lubię gry z dobrą fabułą. Z tym, iż tak jest tu średnia i często wiele aspektów jest przygotowanych konkretnie pod nią. Niestety przykładów podać nie mogę, gdyż każdy jest czystym spoilerem.
Co do samej gry: grafika została znacząco poprawiona, co widać od razu po odpaleniu rozgrywki (nie uważam, żeby w Blood Money była zła, jednak tu jest ładniejsza). Główny bohater został przyozdobiony nowymi bliznami, otoczenie wygląda bardziej realistycznie a ogień jest zwyczajnie przepiękny.
Odnośnie rozgrywki: największą nowością jest fakt, iż osoby będące w „tym samym przebraniu” co ty, są w stanie cię rozpoznać. Innymi słowy: jeśli zabrałeś strój glinie, to każdy policjant będzie w stanie poznać, iż nie jesteś jednym z ich kumpli. Uważam, iż jest to świetny motyw i tego w poprzedniej części nie tyle brakowało, co dodawałoby smaczku.
Kolejnym dodatkiem jest pasek instynktu. Ten pozwala nam albo ukryć się gdy np (biorąc za przykład wspomnianego policjanta) przechodzimy obok innych przedstawicieli prawa. Dodatkowo na niższych poziomach trudności pozwala obserwować wszystkich ludzi przez ściany, jak i odnajdywać specjalne, ciekawe miejsca. Ponadto daje on możliwość „strzelania instynktownego” – chwilowego zatrzymania czasu i zaznaczenia paru jegomościów, do których nasz bohater strzeli po włączeniu czasu. Jest to o tyle ciekawe ile niepraktyczne. Jeśli gramy na satysfakcjonującym poziomie trudności (ekspert), to przeciwników jest zawsze zbyt wielu, a pasek samoistnie się nie odnawia. Nie wspominając o tym, iż gra odbiera punkty za zabójstwa – czyli każe bawić się w Splinter Cella.
Następną niespodzianką jest możliwość poruszania się przez szyby wentylacyjne. Ciężko się przyzwyczaić do tego, iż możemy robić takie rzeczy, lecz gdy już to załapiemy gra robi się o wiele ciekawsza, gdyż otwiera nam cały wachlarz dodatkowych możliwości.
Co do muzyki: na filmikach dobra i klimatyczna a w trakcie gry taka jak powinna być. Czyli jej nie ma. Chyba, że akurat uciekamy przed helikopterem, przez wiele połączonych ze sobą dachami budynków.
Reasumując: Absolution nie jest złą grą. Nie jest też złym Hitmanem. Jest słabym Blood Money za to dobrym Splinter Cellem. Zdaję sobie sprawę, iż ostatecznie seria Hitman jest serią skradankową. Jednak to co wyróżniało tę serię od zawsze była możliwość samodzielnego dokonywania wyborów. Tutal często jest to zastąpione właśnie liniowymi sekwencjami akcji, co zdecydowanie takiemu tytułowi ujmuje. Ostatecznie jednak polecam. Wszystkei misje, w których możemy się skupić na wykonywaniu zlecenia są warte kupna gry. Jednak gdy już zdobyłem 100% osiągnięć wrócę do Blood Money.
POLECAM