Wyzwanie, ciągła walka o cenne doświadczenie, wymagający bossowie, super fabuła i niesamowita grafika. Z tego wszystkie mogę zgodzić się niestety tylko z super grafiką. Cała reszta zwyczajnie leży…
Nie do końca rozumiem więc czemu w polskich czasopismach/gazetach/blogach/innych miejscach gdzie spotyka się oceny gier – ten tytuł zebrał takie wysokie noty (dla przykładu: 9 w CDA). Owszem – grafika robi wrażenie: piękne widoczni, niesamowite szczegóły, wspaniały projekt pomieszczeń, jak i otwartych przestrzeni naprawdę może zachwycić. Ale – nie za grafikę się powinno grze ocenę wystawiać. Za co więc można? Np. za gameplay czy historię.
O tej drugiej zbyt wiele powiedzieć nie mogę, bo zbyt daleko w grze nie zaszedłem. A wiąże się to z tym, że gameplay jest tragiczny. Oczywiście teraz znajdzie się ktoś kto powie „przyznaj się, że zwyczajnie było to dla ciebie za trudne”, czy coś w ten deseń. I po części będzie miał rację. Po części, dlatego, że gra jest trudna – bo miała być trudna. Ale jest trudna w zły sposób… Jeżeli robisz klona Dark Souls i gracz mashuje przyciski – to wiedz, że coś zostało zrobione źle.
Dark Souls zasłynęło tym, że gracz ginął tylko z własnej winy. Spadłeś z klifu – zagapiłeś się. Za późno wcisnąłeś unik – jesteś za wolny. W Lords Of The Fallen nie istnieje coś takiego jak unik. Tam bohater kładzie się, po czym się przeczołguje i wstaje. Ktoś powie: „ale przecież to jest unik!”. I ma trochę racji. Bo niby jest. Z tym, że bohater jest tak w o l n y, że zwykła potyczka zmienia się w festiwal wciskania przycisku „A”. Podobnie sprawa wygląda z atakiem. W Dark Souls po naciśnięciu RB – protagonista atakował. W tytule CI Games mam wrażenie, że po wciśnięciu przycisku postać zastanawia się najpierw nad tym co ma zrobić.
Nie pomaga zdejmowanie zbroi ani zwiększanie statów, bo bohater sam z siebie jest zwyczajnie p o w o l n y. Co składa się na to, że trudna gra zmienia się w nieznośną, denerwującą, czy frustrującą. Potrafiłem noce zarwać nad Hotline Miami, żeby tylko przejść ten tytuł. Po zobaczeniu osiągnięcia, za tysiąc śmierci pomyślałem natomiast, że jeszcze z dwa razy tyle na mnie czeka i zadowolony wróciłem do gry. Natomiast tu – dostaję bossa, którego schemat można łatwo odgadnąć. Ale! Wzywa sobie on do pomocy inne demony. Sytuacja taka, że bossa trzeba zaatakować natychmiast po uniku. Ale nie ma czasu tego robić, bo nim bohater się podniesie, to sługusy już zaczynają atak i trzeba znów robić unik. Mało? Więcej minionów! Ok – można biegać od kokona do kokona i rozwalać je jednym przewrotem. Tylko w większości przypadków bohater nawet nie zdąży do kokona dotrzeć.
Nie mam nic przeciwko systemowi przyzywania podwładnych podczas walki. Jednak system ten powinien być dobrze wykonany. Lords Of The Fallen pokazuje natomiast jak tego nie robić. Damy: wolnego bohatera; szybkich sługusów i masę problemów ze sterowaniem. Gra nie ma być wymagająca. Ma być trudna. Każdym kosztem. Nawet takim, że często i gęsto klikasz coś a bohater robi całkowicie co innego. Powoli.
Powiedziałbym coś o muzyce, czy fabule, którą poznałem. Ale nie mogę. Bo byłem taki zajęty frustrowaniem się, iż całkowicie mnie to nie obchodziło. Lords Of The Fallen nie jest złą grą. Jest jedynie źle zrobioną grą. Mógłbym jeszcze długo wymieniać przykłady, gdzie np. gość z parokrotnie cięższym osprzętem porusza się szybciej niż my, albo przeciwnik wykonujący zamach zaczyna się obracać (lewitować?) dookoła własnej osi, by nas trafić (bez skradania się ciosy w plecy praktycznie niemożliwe), ale po co to ciągnąć…
Gratuluję tym co grę ukończyli. Nie polecam nikomu kto szuka trudnych gier, bo tu znajdzie jedynie frustrującą grę. Źle wykonany dobry pomysł. Wracam do Hotline Miami 2, bo tam przynajmniej wiem, że ginę z własnej winy a nie sztucznie robionej „trudności”.
NIE POLECAM