Mówią, że “im dalej w las, tym więcej drzew”. I odwołując się do tego: w im więcej produkcji Nintendo gram, tym bardziej ich nie lubię. Bo jeżeli spotykasz się z trójką znajomych… W pubie… Gracie w Mario Kart… I zamiast się wyzywać i kończyć przyjaźnie stwierdzacie, że FIFA jest ciekawsza… To coś jest robione źle…
I bynajmniej nie jestem w tych odczuciach osamotniony. Ja sam spotkałem się z taką sytuacją więcej niż raz, chodząc do szczecińskiej Cybermachiny (za czasów, gdy jeszcze tam mieszkałem [w Szczecinie, nie Cybermachinie]), gdy stanowisko ze Switchem było jedynym na którym można było pograć w te dni, kiedy absolutnie wszystko inne było zajęte. Razem z normalnymi stolikami. Ba! Ani razu nie trafiłem na moment, gdy to konsola N była przez kogoś ogrywana!
Zacznijmy od tego, co ja powtarzam już od jakiegoś czasu: spierdzielone sterowanie po całości. Niby przyciski są tylko zamienione miejscami, ale to swoje robi. Wszyscy, jak jeden mieli problem by przesiąść się z ustandaryzowanego zatwierdzania wyborów, na model wielkiego N. Potwierdzający klawisz, w chyba każdej konsoli czy kontrolerze na rynku europejskim, jest na dole. Ale nie! Nintendo musi być takie super wyjątkowe i oryginalne, więc dało go po prawej.
Oczywiście przekłada się to też na samą grę, ponieważ akcje, jakie możemy wykonywać, są dostępne zwyczajnie pod innymi pozycjami, niż moglibyśmy sądzić. Niby można się przyzwyczaić… Tylko po co? Jest to upierdliwe, a rynek obfituje w masę innych ciekawych produkcji tego typu – patrz chociażby CTR (dalej czekam na wersję PC).
Nie mogę się przyczepić do projektu tras. Tak tutaj jak i we wszystkich innych ścigałkach. Taka jest arena. Tyle. Koniec i kropka. Trzeba się jej wyuczyć albo mieć super skilla. To do czego przyczepić się mogę to sam model jazdy. Steruje się topornie i okropnie wręcz. Nie czułem prędkości, ale za to ciężkość pojazdu i samego sterowania. Skręcanie jest niesamowicie nieprzyjemne.
Oprawa mi zupełnie nie przeszkadza. Szkoda trochę, że większość postaci w Polsce jest absolutnie nieznana… I tak ja, jak i moi znajomi często nie mieliśmy pojęcia, kim tak właściwie sterowaliśmy. Jasne: Mario czy Bowser (pomimo, że nikt nie wiem, że tak się właśnie ta postać nazywa), to istotki ikoniczne. Jednak Rosalina czy Lakitu (tego nawet sam musiałem wygooglować) to byty zupełnie obce.
Nie dziwi więc, że właśnie stanowisko Nintendo jest tym, które zawsze świeci pustkami. Gra jest zwyczajnie słaba. I ponownie, (nie wiem, który już raz z rzędu), utwierdzam się w przekonaniu, że posiadacze Switchów wmawiają sobie, że te gry są dobre, tylko dlatego by uciszyć sumienie.
NIE POLECAM