Z Massive Chalice wiąże się pewna zabawna sytuacja, gdyż: tak bardzo jak się tą grą zachwycałem widząc zapowiedzi, tak bardzo miałem jej dosyć, już nawet po pierwszym odpaleniu.
Massive Chalice jest grą strategiczną w klimacie fantasy. Podczas gry wcielamy się we władcę królestwa i sprawujemy nad nim pieczę do czasu aż magiczny kielich napełni się i przepędzi siły zła. Proces ten trwa jedynie 300 lat. Sama rozgrywka działa na zasadzie dwóch trybów – strategiczny, gdzie zarządzamy królestwem (budujemy, obsadzamy trony, aranżujemy małżeństwa) oraz taktyczny, gdzie grupką bohaterów (standardowo pięciu) walczymy z siłami zła.
Moim zdaniem, największym plusem gry jest przemijanie. Nad mapą królestwa znajduje się pasek pokazujący, lata, które już minęły. Bardzo dziwne uczucie towarzyszy momentowi, w którym bohater, którego bardzo lubiliśmy umiera. Co jest najlepsze: nie nagle. Doskonale wiedzieliśmy, że umrze. Miał przecież 56 lat. Potem 62. I potem odszedł… Mimo, iż wiedziałem, że ten dzień nadejdzie, ciężko było to do siebie dopuścić, gdyż zazwyczaj wygląda to tak, że jeżeli nasz bohater nie zginie w walce to jest z nami do końca. Tutaj nie. Tutaj każdy heros ma swoje plusy, jak i minusy. W tym też takie naprawdę wpływające na grę, jak np. astma.
Lata upływają same, ale zarządzamy królestwem my. A tym rządzi się super. Głównie dlatego, iż graficznie jest cudownie. Dobrze dobrane „bajkowe” kolory. Intuicyjne rozmieszczenie wszystkich przycisków, paseczków itd. Podczas samej walki, nie ma np. problemów z kamerą. Jeżeli jest jakieś drzewo, które zasłania nam widok, wystarczy, iż najedziemy na nie kursorem, a to w bardzo ładny sposób „rozmyje się” odsłaniając interesujące nas fragment mapy. Nie wiem, czy to kwestia grafiki, optymalizacji, czy jeszcze czegoś innego, lecz mam wrażenie, iż to właśnie tutaj powinienem wspomnieć o tym, że gra szaleńczo męczy kartę graficzną. Temperatury, podczas gry w Massive Chalice sięgały mi do 76 stopni, podczas gdy np. w Batmanie Arkham Knighcie najwyższą temperaturą było 72 stopnie. Rozumiem, iż nie jest to może duża różnica, lecz patrząc się na poziom grafiki w Massive Chalice i w Batmanie Arkham Knighcie, można odnieść wrażenie, iż coś poszło lekko nie tak…
I w sumie to był krótki wstęp do minusów, gdyż plusów więcej brak. Zacznijmy od tego, iż walka mimo, iż nawet trochę przyjemna, jest taka tylko przez około 20 minut. Do 30 można się przemęczyć. Potem odkłada się tytuł i wraca do niego następnego dnia. W sumie wszystko leży w walce, gdyż jest zwyczajnie źle zrobiona. Widząc statystyki – 75% na zadanie obrażeń 50-55 przy żucie bombą postanowiłem sprawdzić ile razy trafię w cel, z racji tego, iż dziwnym trafem nie trafiam w niego wcale. Śpieszę tłumaczyć o co mi chodzi: jest sobie przeciwnik. Chcę w niego trafić. Mam na to ileś %. I zazwyczaj kończy się to zupełnie nietrafnym rzutem. Wracając do podanych wyżej statystyk: zapisałem grę a następnie wczytywałem stan po wykonaniu rzutów. Przy 75% na trafienie, na 10 prób trafiłem razy 2. To nie jedyny przypadek. Walcząc wręcz i mając 82% na zadanie 46-54 punktów obrażeń, na 10 uderzeń, obrażenia w tym przedziale, albo większe, wystąpiły raptem 5 razy. Pozostałe razy były w granicach -4 albo -5. Rozumiem, że generator liczb losowych itd… Ale bez przesady… To nie były jedyne takie sytuacje. Faktem jest, iż zdarza się też, że wszystko idzie tak jak iść powinno. Ale zdecydowanie zbyt wiele jest momentów, w których wczytywanie wydaje się jedynym logicznym wyjściem. A z racji, iż trwa ono jakiś czas – zwyczajnie odechciewa się grać.
Dalej odnośnie walki – w miarę równe szanse mamy dopiero pod koniec gry. Gdy już mamy tyle budynków, że nie boimy się o herosów (gra nie tłumaczy skąd brać bohaterów… Trzeba się samemu domyśleć) i tyle ulepszeń, że jedno uderzenie Wrinklera już nie zabija to gra się nawet fajnie. Do czasu, aż chcemy zaatakować z daleka i znów pojawia się problem z trafianiem.
Rozumiem, że fanatykom rzutów kostek taki tryb może odpowiadać. Ale po latach Herosów i innych tego typu gier, oczekuję, że kiedy jest napisane „obrażenia 45-55”, to zadane będą właśnie w tym zakresie. Pominąłem już to, że przeciwników jest zdecydowanie więcej, przez co czasem mam wrażenie, jakby to była „Typowa gra o zombie 8”. To da się przeżyć. Jeżeli zadawane obrażenia są takie jak być powinny. Niestety, ale Massive Chalice przegrywa pojedynek z własnym systemem walki, przez co zdecydowanie nie polecam. Bo nabijać 23 godziny, 30 minutowymi sesjami nie jest fajnie.
NIE POLECAM