Metro Last Light Redux

Ok – generalnie, z założenia, sequele mają rozwijać historię i naprawiać błędy poprzedniczki. O ile, rzeczywiście fabularnie Metro Last Light wzbogaca uniwersum, tak problemów nie wyeliminowało. Jakby tego było mało – pojawiły się nowe.

Dzięki temu, cały czas zastanawiam się, czemu męczyłem się około 6 godzin przed komputerem, kiedy mogłem grać w coś przyjemniejszego, jak np. kółko i krzyżyk… Gdyby nie ciekawość, jaką wywołuje u mnie Exodus, nie sięgnąłbym nigdy po produkcje osadzone w świecie Głuchowskiego…

Największe zarzut, jaki mogę grze postawić, to gatunek. Wyraźnie widać, że twórcy chcieli zrobić grę przygodową, ale w tym momencie wszedł szef i powiedział „ej, słuchajcie! Teraz jest moda na FPS’y. To się sprzedaje, więc zrobicie strzelankę, w której się strzela o tak pif paf”. Przez pół gry, jesteśmy prowadzeni za rączkę przez towarzysza. Dosłownie nas prowadzi. Idzie przed nami, otwiera drzwi, których my nie możemy… Na samym początku nawet zabijał za nas niemilców… Gdyby to był tytuł pokroju Uncharted, gdzie rzeczywiście cały czas jesteśmy z kimś w drodze a clou rozgrywki jest eksploracja i przygoda – byłoby idealnie.

Pozostałe pół gry jest przegadane. Czułem się, jakbym czytał dzienniki porozrzucane w losowych miejscach, z tą różnicą, że niby ludzie mi mówili rzeczy. Nie zmienia to faktu, że efekt był ten sam – stanie w miejscu i czytanie napisów na ekranie… Okazuje się, że każda napotkana postać, koniecznie musi nam opowiedzieć pół swojego życia. Bo tak. I tak chodzimy od stacji do stacji, gdzie słuchamy historyjek a w samej drodze opowiada nasz towarzysz… Może, gdyby było to lepiej wykonane – forma bądź sama treść ciekawsza – nie byłoby narzekania… Ale w obecnej sytuacji czekałem aż skończy się paplanie uciekając myślami do zupełnie innych rzeczy, jak np. obieranie ziemniaków…

I tak: chodzi mi dokładnie o to, że jest nudno. Nie tylko w kontaktach z NPC’ami ale także podczas samego clou FPS’ów. Czyli w trakcie strzelania. Broń nie ma odrzutu ani mocy. Więcej emocji dostarczał mi kawałek gałęzi niż największa giwera w Metrze. Dodatkowo, już na samiutkim początku dostajemy porcję rozczarowania, gdy dają nam dowolną broń i masę amunicji, tylko po to, by dwie sceny dalej zabrać nam to wszystko i zostawić z nożem. Bardzo tani zabieg. Jedyny plus jest taki, że niby jest to uzasadnione fabularnie. Więc ok…

Na dobrą sprawę, ciekawie robi się w ostatnich 40-50 minutach. Dalej nie ma radości ze strzelania, jednak przynajmniej na ekranie dzieją się na tyle ciekawe rzeczy, że nie czuć znużenia. Tylko zmęczenie. Wycieńczenie, całą drogą, jaką trzeba było przejść do tego momentu… Bo, moim zdaniem: nie warto… Liczę tylko na to, że Exodus wynagrodzi mi te trudy… Jednak po 2033 i Last Light przestałem się już nastawiać na jakiekolwiek dobre strony serii…

NIE POLECAM

Rating: 3.0/10. From 1 vote.
Please wait...