W kierunku miasta lecą bomby. Koniec jest bliski. Strach, przerażenie i niedowierzanie! Ale nagle… BUM! Rakieta wystrzelona z bazy nieopodal ratuje wszystkich mieszkańców. Jednak to nie koniec! Nadlatują kolejne rakiety! Czy uda się przetrwać i tym razem?
Tak właśnie wyobrażałem sobie kiedyś mieszkańca w Missile Command. Gry, która była ode mnie prawie dwa razy starsza w momencie, w którym odpaliłem ją po raz pierwszy. Zabawne jest to, że do niedawna nawet nie znałem jej tytułu… Ot: kolejna gra z dzieciństwa, która wyryła mi się w pamięci – ale nie obchodziły mnie jeszcze nazwy, więc nadawałem swoje, jak np. “rakiety”.
Wiem, że wielu z Was może nie znać tej produkcji, więc spieszę z krótkim wyjaśnieniem. Jest miasto i są trzy bazy. W kierunku miasta lecą rakiety (w mojej głowie były to bomby atomowe). Gracz ma za zadanie wystrzelić swoje pociski, tak by zestrzelić te wrogie i uratować aglomeracje. Punkty zdobywało się za ilość głowic, które nam zostały (tych z początku było bodajże po 10 w każdej z baz – pamięć może mi tu trochę szwankować).
I nagle wchodzi wersja remasterowana! Missile Command Recharged! Jak się tylko dowiedziałem, sięgnąłem po tablet i minutę później zagrywałem się do wyczerpania baterii!
Zasady są bardzo podobne. Różnice gameplayowe ograniczają się głównie do tego, iż nie ma już rund a baz nie ogranicza ilość “amunicji”. Gramy do czasu aż panie ostatnie z miast. Im więcej zestrzelonych rakiet, tym więcej punktów. Czyli zdecydowanie bardziej nowocześnie. No i nie mogę nie wspomnieć o całkowitej nowości, czyli bonusach, które możemy ustrzelić. A to tarcze nad miastami albo zwolnienie czasu itd…
Ale to co zmieniło się najbardziej, to grafika. Nie było to ciężkie do przewidzenia – w końcu oryginał, to jedynie jednokolorowe kreseczki. Recharged stylizowane jest na największą magię lat premiery oryginału – czyli uwielbiane przeze mnie neony! Wszystko jest kolorowe i lekko połyskujące! A także(!) mamy soundtrack, który takoż z neonami się kojarzy. Aczkolwiek, niestety, utworów jest mało…
Jeżeli miałbym wypunktować minusy, to zdecydowanie mikrotranzakcje… Jeżeli zbyt wiele razy przegrasz (a to zdarza się baaardzo często), trzeba obejrzeć reklamę albo sięgnąć do portfela. Z drugiej strony: jest to całkowicie zrozumiałe, bo gra jest za darmo na urządzenia mobilne. Nic więc dziwnego, że twórcy próbują zarobić w inny sposób.
Nie wiem jak to wygląda w wersji Steamowej (która swoją drogą jest niesamowicie tania – około 12 zł), jednak coś czuję, że prędzej czy później się przekonam…
POLECAM