

Jak już pewnie część z Was zauważyła, pojawiła się nowa platforma w menu. Mianowicie: PSVR. Nie wiedziałem zbytnio, gdzie mogę wrzucić gry, które będę ogrywał na goglach VR właśnie. Niby są to gogle, jak sama nazwa wskazuje PlayStation i to właśnie doń są podłączone. Jednak: to nie jest sama konsola a i tytuły nie mogą być odpalone bez okularków. Stwierdziłem więc, że przyda się nowa pozycja w menu.
I na pierwszy ogień poszła produkcja, która była w zestawie z samym sprzętem, czyli PlayStation VR Worlds. Nie jest to jedna gra tylko w sumie pięć. A tak właściwie, to bardziej pokaz możliwości niż gra sama w sobie. Omówię więc krótko każdy z tytułów zawartych w Worlds, według kolejności od najsłabszego do najlepszego.
Ruszamy więc: VR Luge. Jedyna produkcja na liście, która zwyczajnie mi się nie podoba. Długo nie mogłem pojąć zasad oraz sterowania (i w sumie dalej nie wiem, czy wszystko robię dobrze). Sterujemy tylko głową – przechylając ją w stronę, w którą chcemy skręcić. Naszym celem jest dojechanie do mety w określonym czasie – najlepiej jak najkrótszym, gdyż nadwyżka czasu przechodzi do następnego poziomu. Niestety, nie udało mi się jej przejść. Jak bardzo bym się nie starał, zawsze kończyłem w trzecim etapie z czterech.
Danger Ball – czyli zupełnie nietypowa dyscyplina sportowa, polegająca na odbijaniu piłki głową na specjalnej arenie. Naszym celem jest oczywiście pokonanie przeciwnika. By tego dokonać, trzeba tak odbić piłkę, by ten nie zdążył jej odbić. Coś jak Pong na dopalaczach. W tym wypadku wymagane jest od nas już trochę ruchu. “Bramki” są dosyć duże i musiałem nieźle się wychylać, bądź skakać, by uratować się od utraty punktu. Sterowanie tutaj jest ciut bardziej skomplikowane. Mamy bowiem przed oczami olbrzymi celownik lub tarczę, można powiedzieć – na stałe przytwierdzoną do głowy. Musimy tak tym obiektem operować, by odbijać piłkę. Coś jak “główka” w piłce nożnej.
Into The Deep jest najmniej wymagającą grą ze wszystkich tu opisanych. “Grą” to też mocne słowo, ponieważ to bardziej interaktywny film. Jesteśmy zamknięci w klatce i bierzemy udział w akcji odkrywczej / wydobywczej pod wodą. Tutaj tak naprawdę jedynie możemy chodzić po pokoju i podziwiać widoczki. I tui się na chwilę zatrzymam, bo te są piękne! Momentami dosłownie zapierały dech w piesiach!
Scavenger’s Odyssey to tytuł, bardzo ciekawy, ale też ciężki. I nie chodzi mi tutaj o stopień trudności a raczej o zawroty głowy. Nie mam choroby lokomocyjnej i podczas jazdy samochodem, autobusem czy innym środkiem transportu mogę robić co mi się podoba – grać, oglądać filmy czy spać. Jednak, w tym przypadku musiałem sobie dawkować emocje, gdyż po paru chwilach skakania w kosmosie robiło mi się niedobrze. Celem jest zdobycie tajemniczego artefaktu, a grający wciela się w “Zbieracza”, który jest pilotem chodzącego statku / mecha. W tym wypadku lepiej więc grać na siedząco. Sterowanie już bardziej klasyczne – padem, jednak celowanie głową – tam gdzie się oglądamy, tam idzie też celownik.
The London Heist. Tak. To jest zdecydowanie najlepsza pozycja na liście. Przejście jej zajęło mi jakieś 30 może 40 minut max. Jednak, pomimo, na dobrą sprawę tylko dwóch naprawdę interaktywnych etapów, było niezwykle emocjonująco i intensywnie! Musimy ukraść pewien diament. Mamy więc naprawdę sporo strzelania, w tym takiego z jadącego auta. W tym momencie było bardzo ciekawie, ponieważ chciałem “oszukać grę” i gdy zobaczyłem, że auto ma potłuczone lusterka, pomyślałem, że twórcy zwyczajnie usuwają obszar, za linią drzwi (można je otworzyć podczas jazdy). Gdy wyjrzałem przez okno, mojemu zdziwieniu nie było końca, ponieważ okazało się, że świat sobie jest i nawet widać nadciągających bandytów. Ba! Mogę zacząć już do nich strzelać. Sam gameplay właśnie tutaj błyszczy najbardziej, gdyż można podnosić przedmioty i np. Rzucać nimi. Jak już się pewnie domyślacie – sterowanie przy użyciu kontrolerów PS Move. Nie wiem czy bez nich również można grać – zwyczajnie byłem bardziej zainteresowany używaniem ich.
I teraz największa zagwozdka. Gdy ściągnąłem okulary byłem zachwycony! 10/10. Rewelacja! Niesamowite doznania! Jednak, po dłuższej chwili uznałem, że to bardziej zachwyt technologią niż samymi grami. Co więcej te “gry” to na dobrą sprawę też bardziej “popisówka”. Pokaz tego co gogle mogą. Każda giereczka pokazywała coś innego. Każda używała innego systemu do sterowania. Jednak, jeżeli miałbym ocenić gry same w sobie… No tu już tak kolorowo nie jest… Ok. Nie przedłużając, kolejno: 2, 5, 5, 6, 7. Wychodzi więc 5. Jednak dodaję oczko za samą technologię. Mam wrażenie, że twórcy zdawali sobie sprawę z tego, że to będzie pierwszym odpalonym tytułem, więc nie do końca nawet grający będzie chciał się skupić na fabule itd., a bardziej będzie zainteresowany wkładaniem głowy w wodną kulę (da się) czy coś.
POLECAM