Shadow of Colossus

To jedna z tych produkcji, która z miejsca trafiła na moją listę “must play”, zaraz po zakupie PS4. Sony remasteruje ją co generację od czasu premiery, więc to musi coś znaczyć. Dodatkowo, nie raz i nie dwa słyszałem same pochlebstwa skierowane w stronę tego tytuł. 

Nadszedł więc czas by przekonać się samemu i… Totalnie było warto! I to nawet nie żałuję tego, że kupiłem ją za pełną kwotę, pomimo, iż jakiś czas później była dawana w PS+. To jedna z tych gier, które aż fajnie mieć w pudełku na półce. 

Naszą opowieść zaczynamy od przybycia do pewnej świątyni. Na ołtarzu kładziemy naszą martwą wybrankę i po porozumieniu się ze starożytną istotą wyruszamy w drogę. Naszym celem jest ożywienie ukochanej. Nawet kosztem innych żyć. Dużo starszych niż nasze. 

I to jest właśnie pierwszy dylemat z jakim się spotkałem. I który powodował autentyczne wyrzuty sumienia przez całą grę. Czemu ktoś zasługuje na życie bardziej niż istota, którą mamy właśnie zgładzić. Z jednej strony miłość jest piękna i czysta. Z innej – jak wielką destrukcję przynosi. Ile żyć musi się zakończyć by jedno mogło trwać? Przy walce z pierwszym gigantem czułem się autentycznie źle. Wiedziałem, że nie powinienem go zabijać a jednak to zrobiłem… 

Dyskusję filozoficzna zostawiam jednak Wam. Ja muszę wspomnieć o mechanizmach. Bardziej przyziemnym celem jest zabicie gigantów. Musimy znaleźć ich słaby punkt i wbić w niego miecz. Warto tu zaznaczyć, że każda z istot jest inna. Z każdą walczy się inaczej i na każdą trzeba znaleźć inny sposób. Walka bywa ciężka ale jest też sprawiedliwa i satysfakcjonująca. 

Tak samo jak przemierzanie świata. Ten jest całkiem duży, jednak przemierzanie krain jest naturalne i przyjemne. Nie ma wsadzanych na siłę aktywności, jak np. W Breath of the Wild. Nie. Jesteśmy my i giganty. 

No i nasz koń, którego z chęcią bym zabił jakbym mógł. Bo jeżeli coś jest źle zrobione, to system jazdy właśnie. Zamiast po prostu przytrzymać przycisk, trzeba go mashować co jakiś czas, bo inaczej wierzchowiec nie będzie chciał jechać. I, o jejuśku, ile razy odwalił jakąś głupotę, już szczerze nie wiem… 

No i nie mogę (i nie chcę) pominąć ostatniego kolosa. Jest to jeden z najgorszych bossów z jakimi walczyłem kiedykolwiek. Wspinanie się na niego to katorga, system przeskoku między częściami jego cielska jest zdecydowanie gdzieś zepsuty. Z nim samym męczyłem się dłużej niż z trzema innymi w sumie. Ale nie była to męczarnia spowodowana moimi błędami a błędami gry. 

Mimo to… Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych gier w jakie grałem. Robi wrażenie nawet dziś, więc w czasach premiery musiała powodować opad szczęki. Już teraz wiem, że jeszcze kiedyś do tej krainy powrócę. 

POLECAM

Rating: 8.0/10. From 1 vote.
Please wait...