Nie będę ukrywał czy zaprzeczał: jestem fanem super bohaterów. Wychowałem się na bajkach o Batmanie, Supermanie, Iron Manie, Spider-Manie właśnie i wielu innych. I chociaż zawsze bardziej wolałem DC – historie są dojrzalsze i bardziej dopracowane (poza filmami oczywiście); Marvel woli stawiać na mnogość protagonistów oraz antagonistów zamiast na porządną opowieść, tak tytułu o pajęczaku doczekać się nie mogłem.
Dodatkowo, byłem wtedy świeżo po zakupie PlayStation 4 Pro, więc każda gra cieszyła mnie jakoś bardziej… Swoją drogą: miałem sporo gier do nadrobienia – tytułów ekskluzywnych przez tych parę lat [od ostatniej styczności z konsolami], się niestety nazbierało… I to właśnie stąd recenzje wpadają z “lekkim” opóźnieniem w stosunku do tego, kiedy grałem. No i jeszcze warto dodać, że wcześniej gry recenzowałem tylko na Steamie i pomysł na własnego bloga pojawił się jakoś później.
Mniejsza. Wróćmy do Nowego Yorku. I może właśnie od niego zacznijmy. Całe życie marzyło mi się (i marzy dalej), pojechać do USA. Jednym z punktów, które oczywiście musiałbym odhaczyć jest właśnie Nowy York sam w sobie. Dlatego też niesamowicie doceniam to, w jakim stopniu udało się tę metropolię odwzorować. Jasne… To tylko Manhattan. Ale to też aż Manhattan! I to prawie w skali 1:1. Z tego co udało mi się dowiedzieć, to brakuje 1-2 dzielnic. Dalej: to robi wrażenie. Na każdy budynek można wejść a z każdego wieżowca można skoczyć!
I tutaj punkt drugi: skakanie między budynkami na sieci… To jest coś, czego zwyczajnie słowami się nie da opisać. Tego trzeba spróbować… Poczuć… Nie wiem czy w grze pojawił się system szybkiej podróży, bo nigdy nawet nie próbowałem go szukać czy używać. Skakanie między budynkami jest tak przyjemne, że czasem odpalałem Spider-Mana tylko i wyłącznie po to, by pobujać się po mieście. Bardzo szybko zebrałem wszystkie znajdźki a i zadania poboczne nie były mi obce. Lata się bardzo dynamicznie, przyjemnie i satysfakcjonująco. Czuć prędkość i siłę, z jaką się wybijamy czy łapiemy. REWELACJA!
Nie dziwi więc, że spory kawałek gry opiera się właśnie na tym. A to pościgi za bandytami… A to pościgi za złoczyńcami… A to dotarcie gdzieś w wyznaczonym czasie… Itd… Jednak: nie tylko sieć pająka zdobi! System walki bowiem został zrobiony również prze rewelacyjnie. Tłuczenie po ryjach jest bardzo satysfakcjonujące. Ostrzeżenia mają wytłumaczenie – pajęczy zmysł, sieci potrafią się skończyć, ale zwykłe trzaśnięci w ryj i tak daje mega dużo frajdy. Często i gęsto dostajemy całe zastępy niemilców do poustawiania. A jeszcze lepsze jest to, że wcale nierzadko, można to zrobić cichaczem. Zakraść się i niczym w serii Arkham, ściągać pojedynczo przeciwników i np. Przyczepiać ich do ściany czy wieszać na lampie!
A to i tak jest nic! Walki z bossami! O! To TO! Książkowy przykład, jak takie potyczki powinny wyglądać. Każda z ikonicznych postaci (“główny zły” – ten pojawiający się po zamknięciu Kingpin’a – nie jest co prawda bardzo znaną osobistością, ale co bardziej zagorzali fani od razu powinni rozpoznać), ma swój styl walki. I trzeba go rozgryźć. To nie są “gąbki na pociski”. Mashowanie przycisków także na nic się tu nie zda. Nie. Trzeba znać umiejętności i gadżety, które do tej pory udało się odblokować. A na dodatek koniecznie dobrze ich użyć w odpowiednim momencie. Nie mogę też nie wspomnieć o walce z Electro i Vulture’m… Razem. Serio! Jakby jeden taki przeciwnik nie wystarczał… To dostaniemy ich dwóch! Każdy ma inny zestaw ciosów i na każdego trzeba znaleźć inny sposób… Ale atakują razem… Jednak z najlepszych walk, jakie stoczyłem w wirtualnych światach! Swoją drogą: podobała mi się bardziej niż walka finałowa.
Nie można też nie docenić grafiki. Jest przepięknie! Niestety w pokoju robiło się też dosyć głośno – PS4 Pro pracowało na pełnych obrotach (aczkolwiek tutaj nie jestem pewny czy to wentylacja czy raczej napęd). Szkoda, że nie ma płynnego przejścia między dniem i nocą – ale idzie to przeboleć. Niestety, zabrakło też czasu, a może mocy, a może po prostu nie było sensu, by popracować nad wnętrzami budynków. Jako że do dowolnej budowli możemy się przyczepić, mamy też możliwość zajrzeć przez okno. To co widać, to niestety przyklejona na ścianę tekstura z meblami i drzwiami… Nie jest to najładniejsze… Ale przecież jaki sens zaglądać do pojedynczych mieszkań, skoro jest całe miasto do uratowania…
Kolejnym zawodem było DLC… I nie zrozumcie mnie źle: nie jest niefajne czy coś w tym stylu. Historia jest bardzo angażująca (szczególnie pierwszego) a całość korzysta z tych samych rozwiązań co gra główna. Jednak przez cały ten czas, miałem wrażenie, że nie zostało to zrobione po głównym wątku, ale raczej zostało wycięte i sprzedane osobno… Otóż: w pewnym momencie zaczyna nam się ciekawa historia i nagle się urywa. Gra się kończy, napisy końcowe wchodzą na ekran i gracz pozostaje z domysłami… I właśnie DLC te domysły rozwiewa, na dobrą sprawę dopiero dając właściwe zakończenie. Bardzo nie lubię tego typu praktyk, ale niestety stają się powoli standardem…
Nie zmienia to jednak faktu, że Spider-Man grą fenomenalną jest i kropka! Mówi to fan DC! Nie lubię uprzedzeń do konkretnych postaci / tytułów / gatunków. Uważam, że zamykając się na coś, mogę bardzo wiele stracić. Dlatego też czasem wolę zaryzykować i poznać nawet słabą grę, niż nigdy nie spróbować i żyć w ignorancji…
(psst… Mam kumpla, który do dziś nie grał w serię Arkham tyko dlatego, że uważa, że Iron Man jest lepszy od Batmana)
POLECAM