Nigdy nie byłem fanem trybu multiplayer i dalej nie jestem. Dlatego też Battlefront I ominął mnie szerokim łukiem. Zwyczajnie, nie znalazło się tam nic co by mnie zainteresowało, jako poszukiwacza, przede wszystkim ciekawej fabuły. Oczywiście, Battlefront II także nie przyniósł mi ciekawej historii, ale dostarczył wszystko co czego się po tej grze spodziewałem.
Z innej strony: nie oczekiwałem tutaj opowieści pokroju Days Gone czy innego BioShocka Infinite. Podszedłem do tego na zasadzie „mam z Origin Access, to dam szansę”. I w sumie nie uważam tego czasu za zmarnowany. Nawet bym powiedział, że ostatecznie jestem zadowolony.
Całość dzieje się w okolicach ostatnich części oryginalnej trylogii i przed początkiem najnowszej. Wcielamy się w panią komandor „jakąśtam” i początkowo walczymy dla imperium, by ostatecznie przekonać się, że oni cały czas byli źli i tylko Rebelia jest dobra. No i tu właśnie pojawia się pierwszy problem – „nikogonieobchodzizm”. Pani komandor jest nijaka i zapomniałem jak się nazywała już 10 min po obejrzeniu napisów końcowych. I nie jest mi przykro z tego powodu. Tak samo pozostali bohaterowie. Widać, że nie przyłożono zbyt dużej uwagi do kreacji i wiarygodności postaci. Ale to ok. Bo chodzi przecież o wojny.
I to właśnie dostałem! Tego właśnie chciałem i oczekiwałem. Obrony pałacu, gdzie wraz ze mną 70 NPC’ów broni się przed Stormtrooperami. Walki w kosmosie z niszczycielami. Sterowania AT-AT! To są rzeczy, które przyniosły mi dużo więcej radości niż się spodziewałem. Dostałem dokładnie to co chciałem dostać. Bardzo widowiskowe potyczki na ogromne skale. Pomimo powtarzalności, i bardzo słabego gameplayu, otoczka sprawiała, że grało się niesamowicie przyjemnie.
Oczywiście były też momenty, które kulały. Wspomniany gameplay, często ograniczał się do „wciśnij X by wygrać”. To za sprawą kart modyfikujących zdolności. Mogliśmy wybrać sobie czy dostaniemy tarcze czy granaty czy skaner itp. Oczywiście, w przypadku kultowych osobistości – Han Solo, Leia itd., karty miało się odgórnie i nie można było ich modyfikować.
Swoją drogą to właśnie ikoniczne osoby rozczarowały mnie najbardziej. Pierwsza sprawa: Leia, Han Solo, Lando i nawet protagonistka w późniejszym etapie gry, korzystają z tego samego modelu postaci. Stoją i poruszają się dokładnie identycznie – włączając w to tę idiotyczną pozę z pistoletem wycelowanym w niebo. Zmieniały im się tylko „skórki”. Nie tego oczekiwałem po tak ważnych bohaterach.
Jeżeli chodzi o Luka, to mogliśmy wcielić się w niego zaledwie przez około 30 minut i dodatkowo walczyć z jakąś wariacją na temat karaluchów. Trochę szkoda, że jedyny moment sterowania Jedi został tak zmarnowany.
Nie żałuję czasu, który na Battlefronta 2 poświęciłem. I jeżeli będzie kolejna część, to też w nią zagram. Po tym jak pojawi się za darmo albo w jakiejś usłudze typu Origin Access właśnie. Bo, mimo dobrej zabawy, nie wydałbym na ten tytuł 10 zł. Jest zwyczajnie zbyt ubogi gameplayowo. Ale to już jest coś do czego EA zdążyło nas przyzwyczaić. No i do tego, że możemy kupować loot boxy – bo przecież są ważniejsze rzeczy do opracowania, niż dobre animacje jednych z najbardziej rozpoznawalnych osobistości ogólnie.
POLECAM