SWAT 4 jest kolejnym tytułem z mojego dzieciństwa, za którym naprawdę mocno zatęskniłem. I tak jak w przypadku Sąsiadów z Piekła Rodem, czy Księcia i Tchórza powrót był cudowny a wrażenia płynące z gry jeszcze potężniejsze niż przed laty… Tak w przypadku SWAT’a 4 pojawił się ból i zgrzytanie zębów.
I to wszystko za sprawą tego co GOG robi najlepiej – czyli bardzo dokładnego przeniesienia gry na nowsze systemy operacyjne. I to co zazwyczaj jest plusem – chcemy bowiem grać w dokładnie to w co graliśmy lata temu… Tak niestety potrafi być też minusem…
A to głównie dlatego, że akurat gatunek FPS bardzo zmienił się przez ostatnie lata. I już po pierwszych paru minutach okazuje się, że gra jest zwyczajnie nieprzyjemna… A to głównie za sprawą tempa… W czasach dynamicznych strzelanek, poruszanie się wolniej niż protagonista ostatnich Resident Evilów, to nic dobrego… Cała dynamika po prostu leży… A na dodatek, gdy się przemieszczamy, to celownik się zwiększa, bo przeciez gdy jesteśmy w ruchu, to się trudniej celuje…
No i generalnie ma to sens… Jednak dzisiejsze Call of Duty, czy inne Battlefieldy pokazały, że da się zrobić taki mechanizm i jednocześnie przemieszczać się szybciej… Ba! Już nawet Battlefield 2 działał bardzo podobnie i miał znacznie wyższe tempo niż SWAT 4.
Na szczęście, to jedyny większy problem tej produckji. To co było najważniejsze dalej jest. Czyli taktyczność starć. Każdy krok trzeba przemyśleć i podejmować go ostrożenie. Opcji jest bardzo dużo i aż dziw, że nie ma ich w dzisiejszych strzelankach. Najnowsze gry od EA czy innego Activision wydają się przy stareńkim Swacie zwyczajnie puste…
Mimo wszystko, wolę jednak wrócić do takiego Rainbow Six Vegas… Jest może odrobinę mniej taktycznie… Ale przynajmniej dostaję masę emocji. Przy tak wolnej grze jak SWAT 4, zwyczajnie zaczynam mieć dosyć.
POLECAM