OK! Konkrety! A konkretnie to: mam mieszane uczucia… Dontnod dało mi się już poznać z tego, że każdy biały mężczyzna, najlepiej katolik, musi być antagonistą. Ponadto musi się pojawić co najmniej jeden bohater homoseksualny.
Z drugiej strony, pokazali, że jak się bardzo postarają, to historia niby prosta potrafi być piękna i urzekająca. A także, po prostu, na tyle dobra, że gry nie zapomina się po latach od premiery. Ale(!) Tell Me Why to nie Life Is Strange. Nie jest i nie będzie.
Co nie znaczy, że nie było blisko. Ba! Historia bliźniaków momentami była naprawdę porywająca, wciągająca i magiczna. Czasem i dosłownie! Główna i w sumie jedyna (bo side questów tu nie uświadczymy) oś fabularna, przedstawia tragiczną historię pewnego rodzeństwa. I tutaj po prostu muszę dodać od siebie: ich matka jest zdecydowanie najlepszą postacią całej gry i jedną z ogólnie najlepiej wykreowanych postaci.
Wracając: podczas oglądania przygody, dane nam będzie raz na jakiś czas pokierować Taylerem lub Alyson. Czemu “podczas oglądania” a to dlatego, że TellTale ze swoimi Walking Deadami są prawie sandboxem w porównaniu do opisywanego tutaj dzieła. Więcej czasu oglądamy niż gramy. Ale, jak pisałem wiele razy: absolutnie mi to nie przeszkadza.
Trochę przeszkadza natomiast fakt, że absolutnie każda jedna podjęta decyzja nie ma praktycznie wpływu na dalsze losy naszych bohaterów. Nie ważne, czy weźmiemy prezent czy wyrzucimy go do wody – zakończenie i tak będzie takie samo.
Ale przejdźmy do tego co naprawdę psuje obraz gry. Myślę, że każdy się tego trochę spodziewa… Poprawność polityczna. Główny bohater zmienił płeć. Tayler był kiedyś Oli. I w sumie jest to o tyle ważne, że… Ej czekaj… Wcale nie jest ważne. Tak absolutnie. Przez dwa epizody co chwila wciskają gdzieś lewicowe hasełka. I dopiero finałowy jest zrobiony naprawdę dobrze. Dopiero w ostatnim epizodzie bohaterowie są po prostu sobą i zwyczajnie starają się rozwiązać tajemnicę. Do tego czasu za każdym razem gdy zaczyna być ciekawie, to ktoś musi poruszyć i potem rozwijać temat “transgender”. Całe dwa epizody to dialogi w stylu “mówi się transgender”.
I gdyby to było po coś, to naprawdę bym się nie wściekał. Ale nie. Zmiana płci jest wsadzona tam dla samego faktu zmiany płci i tego, żeby znów o tym gadać i wpierdzielać to wszędzie gdzie się da. Przez wszystkie te zagrywki, niestety, uciekł klimat. I to do tego stopnia, że byłem przekonany, że po prostu nie dotrwam do napisów końcowych…
I, pomimo, że te udało mi się zobaczyć, tak wiem, że ewentualna kontynuacja nawet nie wyląduje na mojej wishliście. Ba! Nawet jeżeli trafi do GamePassa to i tak ominę ją szerokim łukiem. Nie dlatego, że “jestem nietolerancyjny”, ale dlatego, że nie lubię, jak ktoś wciska mi jakąś ideologię na siłę. Mam osobiście koleżankę, która była kiedyś facetem (pozdrawiam z tego miejsca Malwinę). Bardzo ją szanuję i lubię. I wiecie co? Ona nie chodzi po mieście i nie rozpowiada wszystkim naokoło, że zmieniła płeć i teraz wszyscy powinni ją akceptować, bo nareszcie jest sobą. Ona po prostu sobie jest i cieszy się życiem. Tyle. Szkoda, że twórcy nie są w stanie zrozumieć intencji osób zmieniających płeć, tylko wypychają wszystko hasełkami o tolerancji.
NIE POLECAM