Przyznam się, że nie tylko piszę ale i sam dosyć często czytam recenzje gier. Powoduje to, że po niektóre tytuły nawet nie sięgam… Ale często jest odwrotnie… Sięgam po coś, na co nawet nie zwróciłbym uwagi. O ile Falconeer przykuwa uwagę piękną grafiką, o tyle tematyka niezbyt mnie interesuje.
Przeczytawszy pozytywne recenzje, postanowiłem dać szansę. Piękne obrazki także kusiły… A wszystko dopełniło pojawienie się tytułu w Game Passie. Koło takiej okazji nie można przejść obojętnie.
Niestety jednak, tym razem muszę stwierdzić, że nie było warto. Grafika rzeczywiście jest fajna… Ale tutaj plusy się kończą. Całe clou – czyli rozgrywka jest niestety zrobiona bardzo źle… Do samego końca nie mogłem się przyzwyczaić do topornego i nieintuicyjnego sterowania. A samouczki przyprawiały mnie o mocny wzrost poziomu zdenerwowania i frustracji.
Wyobraźcie sobie, że gra wymaga wykonania jakiegoś manewru, nie mówiąc jak się go robi. Nie wykonałeś go? Trudno. Nie idziemy dalej. Naciskaj sobie losowe przyciski aż się nauczysz. Może to i była jakaś metafora, że ptaki same musza nauczyć się latać, czy coś… Ale zwyczajnie nie mam czasu ani chęci na takie głupoty.
Dalej nie było lepiej. Latanie i strzelanie nie okazało się na tyle przyjemne na ile oczekiwałem. Sama fabuła także mnie nie zachwyciła. Ot: dzieją się rzeczy, zamachy, intrygi i pierdółki. To co zwykle, tylko jakoś gorzej podane.
Bardzo chciałbym Falconeera lubić… Ale zwyczajnie nie potrafię. Nie spędziłem tu ani jednej przyjemnej chwili i cieszę się, że grałem dzięki Game Passowi. To zawsze stracone 4 zł a nie 100+.
NIE POLECAM