The Last of Us: Part II

Powiem to już na wstępie: pomimo tego, iż bardzo się starałem, możliwe, że w tekście pojawi się jakiś spoiler. Mniejszy, bądź większy… Nawiązanie bądź szczegół… Przy produkcji tak mocno nastawionej na opowieść ciężko jest nie zdradzić pewnych wydarzeń. Tak czy siak: starałem się opowiedzieć jak najwięcej, odsłaniając jak najmniej kart – jednak, czytasz na własną odpowiedzialność. 

Mimo to, jest coś co mogę powiedzieć wszem i wobec: cały szum medialny dotyczący promowania feminizmu i LGBT, jest niczym więcej jak wymuszonym szukaniem pretekstów do przyczepienia się. Tak jak wszystkie feministki na siłę demonizują facetów, tak w tym przypadku spora część ludzi demonizuje pojawiające się wątki homo. I nie zrozumcie mnie źle: ja sam nienawidzę, gdy siłą wpycha się w gardło propagandę poprawności. Jednak: Last of Us 2 jest praktycznie pozbawione tego typu zagrywek. 

Jasne – główna bohaterka (Ellie) jest lesbijką, jednak jest to informacja, którą poznajemy już w pierwszej odsłonie cyklu oraz dodatku do niej. Nie ma tu więc żadnej nowości czy zaskoczenia. Sam wątek Ellie – Dina jest bardzo naturalny, niewymuszony, autentyczny i w całej grze poruszony może 2-3 razy. Na około 30 godzin gry, mamy może 3 minuty naturalnej więzi między postaciami. Absolutnie mi to nie przeszkadza i nie mam odczucia, że jest to “wciskanie na siłę”. 

Nie mogę niestety powiedzieć, że tak wyglądała cała produkcja, ponieważ z jakiegoś niezrozumiałego i bezsensownego powodu, wątek “zmiany płci” został wciśnięty na siłę praktycznie pod sam koniec opowieści (trzy-cztery godziny od epilogu). I tak: tam czuć, że historia swoje a twórcy swoje. Wszystko jest ładne, spójne i nagle olbrzymia rysa na idealnym szkle. Każdy grający zapewne wie o jaką postać mi chodzi. 

Kończąc już ten temat i przechodząc do sedna: tak, jak Last of Us 1 było dla mnie przereklamowanym i nudnym potworkiem, tak nie mogę jeszcze pozbierać szczęki po dojściu do napisów końcowych sequela. 

I nie ma tu zbyt wielkiej zasługi gameplaya. Mamy bowiem do czynienia z, raczej, ewolucją niż rewolucją względem prequela. Dalej chodzimy i gromadzimy pierdoły. Dalej lepiej jest się przekradać niż brać udział w walce. I dalej sama walka jest zrobiona okropnie. Zmieniły się szczególiki. Ot teraz można wejść po linie, schować się w trawie czy się czołgać. Można też napuścić na siebie wrogą frakcję i zarażonych, jednak pomimo niesamowitej satysfakcji z tego płynącej, momentów tych jest tyle, że policzyłbym je na palcach jednej ręki. Dużo było też słychać o sporej brutalności, jednak naprawdę mocne sceny pojawiają się raptem kilkukrotnie. Rzeczywistą zmianą są psy, które zmuszają nas do pozostawania w ruchu. 

Niestety, ponownie twórcy nie są w niektórych płaszczyznach konsekwentni. Jak wiadomo: część zarażonych jest niewidoma. Ale fabularnie czasem robimy trochę hałasu, więc nas słychać i niemilcy nadbiegają. Tyle tylko, że wtedy nagle odzyskują wzrok i nawet po długim uciekaniu i chowaniu się, zainfekowani dalej nas widzą i za nami biegną. Ba! W jednej lokacji wystarczy przejść niewidzialną linię, byśmy usłyszeli, że już ktoś do nas biegnie z daleka. Krótko: są momenty gdzie nie mogę grać tak jak chcę i tak jak było mówione do tej pory – ponieważ zasady są zmieniane “bo tak”. 

No i oczywiście nie mogę nie wspomnieć o jednej potyczce, gdzie zostałem na siłę zmuszony do odgrywania roli, której odgrywać nie chciałem. Jestem pewny, że nie tylko ja jestem oburzony tym fragmentem (ci co grali na pewno wiedzą o czym mówię), ponieważ dużo bardziej wolałbym mieć wtedy możliwość wyboru niż być po prostu zmuszonym przypuścić atak. 

Jednak to co sprawia, że druga część przygód Ellie jest tak wyjątkowa, to fabuła. Jest ona, emocjonująca, osobista, angażująca i niezwykle wyczerpująca dla oglądającego/grającego. Muszę szczerze powiedzieć, że nie pamiętam już, kiedy ostatni raz przeżywałem tak intensywny, wewnętrzny rollercoaster. Byłem wściekły, smutny, radosny, zrozpaczony, przejęty, zaciekawiony i oniemiały. Często jednocześnie. Szczególnie im bliżej epilogu. Były momenty, gdy w nerwach pisałem do przyjaciela, że ta gra to totalne zero, tylko po to, by w następnej wiadomości napisać mu, że jestem absolutnie zachwycony

Taka zabawa z emocjami gracza nie jest czymś łatwym. Potrzeba naprawdę wiele pracy i dobrego planowania, żeby osiągnąć taki efekt. Żeby zostać w czyjejś głowie po napisach końcowych. Tym bardziej szkoda, że w wielu miejscach zostały popełnione tak głupie błędy. Bo gdyby nie zmuszanie mnie do słuchania tej jednej, jedynej homo propagandy oraz robienia rzeczy, których robić nie chciałem (nie mówię o tych wynikających z fabuły, tylko do stawania w niechcianej roli), nie wahałbym się i dał czyste i bezapelacyjne 10/10. Teraz niestety jestem w stanie wybronić 8/10 – ale dla mnie to i tak oczko wyżej, za same uczucia jakie mi towarzyszyły podczas tej przygody. 

POLECAM

Rating: 9.0/10. From 1 vote.
Please wait...